_________________________________________________________

piątek, 16 grudnia 2011

003.

- Ej, rudzielcu. Wstawaj – usłyszałam kogoś głos. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Nialla.
- C-co? Co się dzieje, blondasku ? – zapytałam. Tak wiem…ja rudzielec, on blondasek. Dziwne, ale nam to nie przeszkadzało.
- O ile mi się  wydaję, to normalne nastolatki chodzą do szkoły, a wiesz dziś jest poniedziałek. Na którą masz?
- Cholera…- przeklnęłam –Zupełnie zapomniałam o szkole. Ja mam na ósmą dziesięć, która jest?
- Trzydzieści po siódmej. Idź do łazienki, ubierz się czy coś, ja tam nie wiem co dziewczyny robią przed wyjściem . A ja postaram się zrobić Ci jakieś śniadanie – zaproponował.
- No dobra, ale potem, żeby nie było, że kazałam Ci śniadanie robić – powiedziałam z uśmiechem i skierowałam się w kierunku schodów. Weszłam do swojego pokoju, w pośpiechu wyciągnęłam z szafy białą bokserkę, szary sweterek w ciemnie kropki, czarne rurki oraz białe Conversy do kostki. Poszłam do łazienki, umyłam twarz oraz zęby. Rozczesałam włosy, postanowiłam zostawić je rozpuszczone, użyłam dezodorantu oraz perfum, ubrałam się, wzięłam swoją fioletową torbę z Adidasa, wpakowałam do niej wszystkie potrzebne rzeczy oraz zeszłam na dół. Zastałam tam blondyna, który nakładał mi omleta na talerz oraz wlewał kawę do filiżanki.
- O szybka jesteś – zauważył Nialler.
- Ty również – opowiedziałam i zajęłam miejsce przy stole.
- Smacznego – powiedział z uśmiechem. Spróbowałam jedzenie, było smaczne. Naprawdę.
- Dzięki. Skąd umiesz tak dobrze gotować ? – zapytałam –Bo to jest naprawdę smaczny omlet.
- Eh. Dzięki. Harry i Lou mnie uczyli . – westchnęłam słysząc imię ,, Lou’’ . On był taki zabawny, uprzejmy, utalentowany, przystojny oraz słodki.
- No..widzę, że smakowało. Chodź, podwiozę Cię do szkoły – zaproponował blonyn.
- Niall, a czy Ty masz prawko ?
- Nie, nie ma. – usłyszałam głos Louisa, mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Oj, Lou. Przecież wiesz, że dobrze jeżdżę. Za dwa miesiące mam egzamin, sam mówiłeś, że go zdam.
- Bo go zdasz. Ale wyobraź sobie co by było, gdyby Cię policja złapała. Siedział byś sobie w pierdlu. – szatyn brzmiał bardzo poważnie, naprawdę musiało mu zależeć na Niallu.
- Masz rację…. Dawno nie jeździłem.. no sam wiesz..
- Rozumiem stary. – Lou podszedł do przyjaciela i go klepnął w ramię – Wiesz…odwiozę Julie do szkoły, a potem pojeździmy we dwójkę. Czy masz jakieś plany?
- Okej, dzięki Lou. Tylko powiem chłopakom, że nie będzie nas w domu i możemy jechać. To idź teraz odwieź rudzielca – blondyn popatrzył na mnie i wyszedł z kuchni.
- To co? Jedziemy ? – zapytał się mnie szatyn.
- Jasne – odpowiedziałam i wyszliśmy z domu, podeszliśmy do samochodu Louisa. Otworzył mi drzwi od strony pasażera. Naprawdę jest miły. Usiadł za kierownicą, włożył kluczyki do stacyjki i ruszył.
- Troszczysz się o Nialla – zaczęłam.
- W sumie to o nich wszystkich. Jestem w końcu najstarszy. Nawet o te parę miesięcy. Po prostu, gdyby któremuś z nich coś się stało, to nie wybaczyłbym sobie tego. Nawet jeśli to by nie była moja wina – wyjaśnił.
- Rozumiem Cię. – powiedziałam i posłałam szatynowi uśmiech, odwzajemnił ten gest.
- Na jakiej ulicy chodzisz do liceum ? – zapytał.
- Na Richmond Street. Jedź prosto, potem w lewo, prosto i znowu w lewo.
Tak jak mu powiedziała, tak zrobił. Po 13 minutach dojechaliśmy do szkoły. Miałam jeszcze piętnaście minut do dzwonka na pierwszą lekcję – biologię. Louis zatrzymał się naprzeciw wejścia na wielki dziedziniec szkoły. Wyszedł pierwszy oraz otworzył mi drzwi. Zaskoczył mnie tym. To świadczyło, że jest dobrze wychowany, kulturalny oraz gentelmeński. Podał mi rękę, chwyciłam ją i wysiadłam z czarnego BMW x6 Louiego.
- O której kończysz? – zapytał miłym tonem.
- O 14:50. – odpowiedziałam.
- Przyjadę po Ciebie, okej?
- Ale ja wracam z przyjaciółką.
- Nie ma problemu. Zabiorę was obie – uśmiechnął się.
- Na pewno ? Nie będziesz zajęty? Pewnie chłopaki coś wymyślą.
- Na pewno – zapewnił mnie szatyn –Jak znam życie to znowu będą się wydurniać cały dzień, mam już czasem dosyć. Dzisiaj sobie od nich odpoczną, chociaż na godzinę.
- Ty? Masz już dosyć wygłupów? Nie poznaję Cię. – powiedziałam ze śmiechem.
- No wiesz. Staram się – po jego słowach oboje się zaśmialiśmy – No chyba, że nie chcesz. To nie przyjadę.
- Nie, coś ty. Jak masz czas, to możesz przyjechać – uśmiechnęłam się do chłopaka. Usłyszałam dzwonek na moją pierwszą dzisiejszą lekcję.- Ja już muszę iść – westchnęłam – Dzięki – powiedziałam, przytuliłam Louisa oraz delikatnie pocałowałam w policzek. Starałam się po przyjacielsku. Chłopak odwzajemnił uścisk, a na pocałunek się jedynie uśmiechnął.
-  To przyjadę. Cześć ! –krzyknął, gdy odchodziłam.
- Pa, Lou ! – odkrzyknęłam i pobiegłam w kierunku Sali biologicznej . Były już trzy minuty po dzwonku. Weszłam do Sali, przeprosiłam za spóźnienie oraz zajęłam miejsce obok Connie. Miałam szczęście, że nauczycielka mnie lubiła.
- Heej. – przywitała mnie Connie. – No dawaj. Opowiadaj ze szczegółami – popatrzyłam na nią pytająco. – Widziałam Ciebie z Louisem, przytuliłaś go, pocałowałaś w policzek oraz uśmiechnęłaś.
- Oj… Conn. On jest miły, przystojny, towarzyski, zabawny i w ogóle, ale wątpię, żeby coś z tego wyszło. – wytłumaczyłam przyjaciółce oraz skierowałam wzrok na Joshuę, siedział w ostatniej ławce rzędu od okna. Ja siedziałam w trzeciej, trzyosobowej ławce z Connie w rzędzie od ściany i drzwi. Uśmiechnął się do mnie, odwzajemniłam uśmiech oraz postanowiłam udawać, że słucham o czym mówi pani Jefrey. Nie wiem jak to się działo, nigdy nie słuchałam nauczycieli, a oceny i tak miałam dobre. Przez całą lekcję gadałam z Connie o chłopakach z zespoły, opowiadałam jej jacy są, patrzyłam się na Joshuę, udawałam, że słucham nauczycielki oraz zrobiłam parę ćwiczeń – w sumie to normalna lekcja. Gdy usłyszałam dźwięk dzwonka, który oznaczał, że biologia się skończyła spakowałam swoje rzeczy i wyszłam wraz z przyjaciółką z sali. Szłyśmy pod sale od matematyki i przez całą drogę opowiadałam jej o tym co czuję do Louisa, tylko problem był w tym, że sama nie wiedziałam co czułam do tego chłopka.
Matematyka ciągnęła się w nieskończoność. Nienawidzę tego przedmiotu - Mam dobre oceny z niej tylko dlatego, że Connie mi w tym pomaga, ja za to robię z nią hiszpański – jest z niego cienka. Dzwonek, no nareszcie.
- Koniec. – westchnęłam – teraz tylko angielski, fizyka oraz chemia. A potem, Lou po nas przyjeżdża i jedziemy do mnie oraz Ty – wskazałam na przyjaciółkę – u mnie nocujesz.
- No dobra. Napiszę do mamy i okej.  Jull ?
- Hm ? – mruknęłam
- Powiedz mi prawdę. Co to jest z tym Louisem ? – zapytała ze złośliwym, ale słodkim uśmieszkiem.
- Nic, nic . A co ma być ?
- No wiesz. To pierwszy dzień od ponad roku, kiedy w ogóle nie mówisz o Joshulę, tylko ciągle o Louim. Więc..? Co się dzieje?
- Sama nie wiem…Louis on jest..no..po prostu wspaniały. Zabawny, miły, czuły, sympatyczny, utalentowany.. Taki anioł – powiedziałam z uśmiechem – A Joshua…ładny, miły…nie wiem co się ze mną dzieję. Josh już mi się chyba nie podoba. Nie, on nie.. to znaczy.. chya nie… ale Louis mi się podoba, Conn. Naprawdę.
- Rozumiem. Wiesz, mam nadzieję, że się Ci ułoży – uśmiechnęła się- widziałam ich zdjęcie na internecie. Louis, ten szatyn jest naprawdę przystojny. Miło, gdybyście ze sobą chodzili.
- Taak . Chciałabym . Tylko ja nawet nie wiem, czy on ma dziewczynę, a pozat ym ma tyle pięknych  fanek. Nie to co ja. – westchnęłam – No okej. Koniec o mnie. Więc, Connie ? Tobie, który się najbardziej podoba?
- Wszyscy są boscy. Ten blondyn jest taki słodki.
- Niall, ma na imię Niall. Faktycznie, jest świetny. Spokojnie, poznasz ich dziś – uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
- No mam nadzieję – zaśmiała się, niestety naszą miłą rozmowę przerwał dzwonek, oznaczający angielski. Obie westchnęłyśmy i zajęłyśmy miejsca w klasie.
Angielski minął dość szybko oraz przyjemnie. Łatwe ćwiczenia, wszystko zrobiłam, było okej. Następnie była fizyka – też nie najgorzej na niej było. Jednak na chemii było okropnie – niezapowiedziana kartkówka z trzech ostatnich lekcji, na których mnie oraz Connie nie było, bo byłyśmy na zawodach z siatkówki, ale oczywiście naszą kochaną nauczycielkę to nie obchodziło i obie dostałyśmy jedynki.  
- Mam już dosyć tej baby – szepnęłam do Connie – Kurde, ona nigdy nie była w naszym wieku?
- No raczej. Ja nie mogę – westchnęła moja przyjaciółka – Jaki paszczór z Loch Ness.. – powiedziała i razem zachichotałyśmy.
- Dziewczynki ! – taa…tak właśnie do nas zwracała się pani Heinkel – Co wy wyprawiacie ? Nie jesteście w stajni ! Do odpowiedzi ! – powiedziała, jednak na szczęście dzwonek zadzwonił dwie sekundy po jej ostatnich słowach – Macie szczęście. Już mi was tu nie ma !
Wyszłyśmy  z sali ciągle się śmiejąc z naszej idealnej chemiczki. Byłyśmy już na  parkingu pod szkołą i nadal nie mogłyśmy opanować śmiechu, nagle ktoś mnie złapał za rękę. Odruchowo się odwróciłam… Joshua.. :
- Hej. Julie, masz może wolne popołudnie?
- Nie, przepraszam. – powiedziałam, gdy zobaczyłam Louisa machającego do mnie i Connie – My już idziemy, do jutra Josh ! – krzyknęłam i podeszłam do Louiego. Przytuliłam się z nim przyjacielsko. Miałam wrażenie, że Joshua ciągle się mi przygląda. Zazdrosny ? Niech będzie. Teraz jak podoba mi się ktoś inny to on się nagle we mnie zakochuje ? Taa…jasne. Louis jest teraz na pierwszym miejscu.
- Hej. Lou, to Connie. – przedstawiłam swoją przyjaciółkę i się do niej odwróciłam – Connie, to właśnie Louis.
- Miło poznać – zaczął szatyn.
- Ciebie też – powiedziała i podali sobie ręce. Weszliśmy do samochodu, ja obok Louisa – kierowcy. A Connie sama z tyłu.
- I jak tam się jeździło z blondaskiem ? –zaczęłam.
- Dobrze. Nieźle sobie radzi, tym razem nie walnął w drzewo. – Louis się uśmiechnął.
- Aha. Rozumiem, że dziś szczęśliwy dzień – powiedziałam.
- Bardzo szczęśliwy, z chemią na miejscu głównym – dodała moja przyjaciółka i obie wybuchnęłyśmy śmiechem, a szatyn się na nas patrzył z uśmiechem oraz zapytał:
- Z czego taki zacieszyk macie?
- No bo mamy taką świetną chemiczkę – zaczęła Conn.
- Kazała nam wracać do stajni – dodałam, a Lou zaczął chichotać.
- I jeszcze postawiła nam jedynki za kartkówkę z trzech ostatnich lekcji, na których nas nie było , bo byłyśmy na zawodach z siatki – podsumowała Connie.
Louis zaczął się śmiać:
- Genialna nauczycielka. Ale my z chłopakami w dawnej szkole i tak mieliśmy lepszą, mówiła mi , że marchewka to szatańskie warzywo – po jego słowach wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
- Właśnie Lou..- popatrzył się na mnie – czemu nie chodzicie do szkoły ? Słyszałam, że macie mieć trochę wolnego.
- Nie wiem, Stevie, twój tata, a nasz menager mówił żebyśmy się gdzieś zapisali. Tylko mamy trochę głupio z klasami.
- Czemu? –Conn wyprzedziła mnie pytaniem.
- Dlatego, że Harry ciągle siedział z książkami i jest na naszym poziomie, a ja muszę powtarzać klasę, bo w podstawówce zawaliłem. Po prostu olewaliśmy naukę. I tak jakoś zleciały dwa miesiące, nie zdaliśmy egzaminów, więc, gdybyśmy chcieli iść do jakiejś klasy to wszyscy razem. Do drugiej liceum.
- Rozumiem. My jesteśmy w drugiej. Może byście do nas przyszli ? Mamy najmniej osób w klasie ze wszystkich drugich klas. Jest nas tylko dziewiętnastu na dwudziestu-siedmiu uczniów – zaproponowałam.
- Może i tak. – uśmiechnął się do nas  - Postaram się, pogadam z chłopakami i twoim tatą.  – powiedział oraz  zaparkował samochód pod moim domem. Wyszliśmy z BMW i stanęliśmy przed drzwiami, otworzyłam je oraz wszyscy wkroczyliśmy do przed pokoju. Myślałam, że to będzie spokojne popołudnie…  No ale z tymi chłopakami to niemożliwe – Liam biegał za Zaynem z maszynką i krzyczał, że go zaraz ogoli, natomiast blondyn i loczek tańczyli na środku pokoju, łaskocząc się, krzycząc, śmiejąc się oraz przepychając.
- Connie, poznaj chłopców – powiedziałam wskazując na te małpy w pokoju i zaczęłam jej ich przedstawiać – To Liam, ten mulat to Zayn, blondyn to Niall, a ten z taki śmiesznymi lokami to Harry. Chłopaki ! –krzyknęłam, popatrzeli na mnie – To Connie, moja przyjaciółka. Dziś u mnie zostaję na noc, więc proszę was, ogarnijcie swoje mózgi w parę minut.
- Jasne ! – odkrzyknęli. Uspokoili się, podeszli do nas i przywitali się z dziewczyną.
- Miło nam Cie poznać – powiedział Niall.
- Dzięki. Was też – odpowiedziała moja towarzyszka. Rozmawialiśmy jeszcze jakieś czterdzieści minut, po czym oznajmiłam:
- Connie. Lekcje…
- A no tak. Ty mój hiszpański, a ja twoją matmę ? – odpowiedziała pytaniem.
- Jak zawsze- uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
- Wymieniacie lekcjami, których za bardzo nie ogarniacie? –odezwał się Zayn, na co my pokiwałyśmy zgodnie głowami – A może wam wytłumaczymy ? Hm ? – zaproponował – Ja, Lou i Harry jesteśmy nieźli z hiszpańskiego. Liam oraz Niall są dobrzy z matematyki.
- Czy ja wiem..- odpowiedziałam – na serio. Nauka dla nas będzie dla was męcząca – westchnęłam.
- Jak bardzo ? – zapytał się Lou.
- Oj, bardzo – odpowiedziała mu Connie.
- Okej. To ja muszę wziąć marchewki i możemy się brać za nauczanie – podsumował i wszyscy się zaśmiali.
Louis wziął swoje marchewki, ja picie, a chłopcy jakieś przekąski. Connie, Zayn, Harry i Lou poszli na górę, a ja zostałam z resztą na dole.
- No to co ? Zaczynamy  - powiedział Li i posłał mi zachęcający uśmiech. Po godzinnej nauce z blondaskiem i Liamem wszystko rozumiałam. Świetnie tłumaczyli algebrę oraz geometrię, już wiem do kogo pójdę jak będę mieć kłopoty z matematyką.
- Dziękuje – westchnęłam, uśmiechnęłam się i przytuliłam się z chłopakami. – Nie wiem co bym bez waszej pomocy zrobiła.
- Nie ma za co – powiedział Niall.
- Zawsze gotowi do pomocy – dodał Liam.
Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Przełączałam kanały zastanawiając się jak tam u Connie. Postanowiliśmy, że obejrzymy Eskę. Po dziesięcio minutowym oglądaniu programu muzycznego do pokoju zawitali Louis, Zayn, Harry oraz moja przyjaciółka. Wszyscy byli uśmiechnięci.
- Udało się ? –zapytałam.
- O tak – odpowiedziała Connie – Wszystko mi wytłumaczyli w trzydzieści minut, a potem się wygłupialiśmy.
Reszta przyjaciół zajęła miejsca obok mnie, Liama i Nialla oraz przyłączyli się do oglądania telewizji.
- O proszę . One Direction – What Makes You Beautiful na BBC Music ! – przeczytałam na głos. – Pokażą wasz teledysk.
Po moich słowach chłopcy się uśmiechnęli, ale również chyba troszkę speszyli. W głośnikach telewizora rozbrzmiały pierwsze dźwięki singla chłopaków. Na ekranie pojawili się nasi przyjaciele. Piosenkę zaczynał Liam, który sobie teraz podśpiewywał swoją zwrotkę, potem Harry, następnie oni razem i Zayn. Oglądałam teledysk bardzo uważnie, Connie również, a chłopcy sobie po prostu śpiewali. Po obejrzeniu teledysku szepnęłam do mojej przyjaciółki, tak aby chłopaki nie słyszeli:
- Chciałabym być jedną z tych dziewczyn – po moich słowach zaczęłyśmy się śmiać, a nasi przyjaciele się na nas patrzyli dziwnym wzorkiem. Musiałam jakoś zaradzić – Harry, w ostatnim ujęci wyglądałeś jak Jake T. Austin, ten Max z Czarodziejów z Waverly Place – powiedziałam i się zaśmialiśmy.
- No dzięki – powiedział i puścił mi oczko.
- Świetny teledysk, chłopaki. Naprawdę – odezwała się Connie.
- Dzięki – powiedział Niall i się uśmiechnął do mojej przyjaciółki. Potem chwilę jeszcze rozmawialiśmy o teledysku, wygłupialiśmy się i postanowiliśmy dalej oglądać telewizję. Za nim się spostrzegłam , że dochodzi dwudziesta zaczęłam rozmawiać z chłopakami o szkole:
- Chłopaki, chcielibyście wrócić do szkoły?
- Chyba tak – powiedział Liam.
- No raczej – dodał Zayn.
- Ja bym mógł, znowu poczuć się jak normalny nastolatek – westchnął Niall.
- Skoro i wy to ja też – oznajmił Harry.
- I ja też. Więc, zadzwonię do Steviego i załatwione – podsumował Louis.
- Lou, już nie musisz. Rozmawiałam z tatą. Zgodził się – powiedziałam.
- Serio ? Dzięki, Julie ! – odparł szatyn, podszedł do mnie oraz mnie przytulił i zakręcił w powietrzu, na co wszyscy się zaczęliśmy śmiać.
- A i zapomniałam powiedzieć – mruknęłam – Od jutra możecie chodzić do szkoły, dokładniej do klasy ze mną i Connie.
- Serio? To jeszcze lepiej – powiedział Niall.
- O taak, chłopcy. Czuję, że będzie jak za dawnych lat – westchnął Zayn.
- I bardzo dobrze – dodał Harry.
- Okej , okej. Też się cieszę. Ale chłopcy – Liam skierował się do swoich przyjaciół – W nowej szkole nie będziemy robić tak zwanego ,,smoka’’ w kiblu, i nie będziemy palących się zapałek wrzucać do toalety oraz nie będziemy bawić się w rybaka od skarpetek w toalecie, ok?
- no dobra – odpowiedział Loui – Ale, ja muszę spróbować zapchać kibelek marchewkami, proszę,  kochanie – po tych słowach wszyscy się zaśmiali, a Lou podszedł do Liama i go przytulił oraz zrobił słodkie oczka.
- No dobra.
- Chłopaki wy na serio tak się bawiliście ? – zapytała Connie.
- Tak – odpowiedzieli wszyscy z uśmiechami na twarzach.
- Ale i tak najlepiej było jak oglądaliśmy Zmierzch – wtrącił Zayn i się zaśmiał.
- Co się stało ? –zapytałam
- No bo raz w nocy nam się nudziło i postanowiliśmy obejrzeć tą sagę, na drugi dzień po szkole Niall chodził z czosnkiem i krzyżem bo bał się Edwarda Cullena, a Lou ciągle go naśladował, żeby przestraszyć naszego blondaska  - wytłumaczył i w parę sekund wszyscy tarzali się po podłodze ze śmiechu. Rozmawialiśmy o szkole, wspominaliśmy dziecięce lata, aż Connie przerwała patrząc na zegarek :
- Jullie, dwudziesta druga . Chodź idziemy się myć.
- No okej – westchnęłam i poszłam z przyjaciółką do pokoju. Wzięłam piżamę i pierwsza zajęłam łazienkę, umyłam się w około dziesięciu minut, przebrałam się w piżamę, podsuszyłam lekko włosy i wyszłam.  Pokazałam Connie, że łazienka już wolna i moja przyjaciółka wzięła piżamę oraz poszła się myć. Usiadłam na łóżku z iPadem i postanowiłam trochę poszperać w internecie o chłopakach. Gdy już skończyłam ,weszłam na skype, rodzice byli dostępny, więc do nich zadzwoniłam. Opowiedziałam im o tym co robimy z chłopakami, że Connie dziś u mnie nocuję, co robiłam w szkolę i się pożegnałam, mówiąc, że zaraz idę spać.
- Chce ci się spać ? – zapytałam przyjaciółki, która przed chwilą wyszła z łazienki.
- Szczerze to nie. Mam pomysł – powiedziała z tym jej cwanym uśmieszkiem.
- Zamieniam się w słuch.
- Pobawimy się w szpiegów, podsłuchamy o czym gadają chłopaki, co ty na to?
- Świetny pomysł . – zauważyłam – Tylko narzucę na siebie śpiochy, bo jakoś mi zimno.
- A wiesz co . Ja też.
Założyłyśmy we dwie czarne śpiochy – żeby nas mniej było widać i postanowiłyśmy po cichu zejść na dół. Poszłyśmy na schody, usiadłyśmy i zajęłyśmy się podsłuchiwaniem przyjaciół:
Zayn : No i jak tam wychodzi Ci przyjaźń z Danielle?
Liam : Weź.. już sam nie wiem. Niby jest wszystko w porządku, ale w ogóle się nie widujemy, nie piszemy ze sobą..nic.
Zayn: Rozumiem, jakby co to masz nas.
Liam: Dzięki.
Harry: No właśnie, a pro po nas. Więc, Niall ?
Niall: Taak, Loczusiu ?
Harry: Jak tam z Connie ?
Niall: O czym ty mówisz ?
Lou : Oj blondasku farbowany, nie udawaj głupiego.
Niall: Nie udaje głupiego.. a jak tam z..?.-  świetnie, Horan właśnie mówił kto podoba się Louisowi, a moja przyjaciółka zaczęła mi pokazywać jakieś dziwne znaki rękoma, poślizgnęłam się i z hukiem upadłam ze schodów.
Chłopaki chyba od razu nas usłyszeli, bo w pięć sekund znaleźli się obok nas.
- Nie ładnie podsłuchiwać – zaczął Liam.
- Wiesz co stary, chyba im nie wyszło – powiedział śmiejący się Louis.
- No nie za bardzo – dodał chichoczący Niall.
- Wiecie co, dziewczyny – Zayn się na nas popatrzył – Następnym razem troszkę mniej szmerów, szeptów i tak ciut mniej spadania ze schodów i będzie idealnie.
- To wy od razu wiedzieliście, że jesteśmy na schodach ? – zapytała Connie.
- No jasne, że tak – westchnął Harry.
- Wiesz Conn, następnym razem się nam uda. – powiedziałam.
- Na pewno – dodała moja przyjaciółka – Chłopaki ? – chłopcy popatrzyli na dziewczynę – Wy wiecie, że jutro idziecie do liceum ?
- Ee…no jasne, że..- zaczął Niall.
- Nie ! – pomógł mu Liam.
- Tak w ogóle to o której zaczynają się lekcje?  - zapytał Harry.
- Jutro wtorek, więc o 9:30 do 16:00 – odpowiedziałam.
- A co z książkami ?
- Dadzą wam – powiedziała uśmiechnięta Connie.
- No okej, więc  jutro rano o 8 wstajemy, ogarniamy się, jemy i jedziemy do szkoły- podsumował Louis.
- Ale twoje BMW jest w salonie – powiedziałam – No wiesz, wczoraj oddałeś je na przegląd.
- Wiem, wiem. Mam takie pytanie retoryczne. Czy ty od wyjazdu rodziców zaglądałaś do garażu ? Nie, no właśnie. Mamy jeszcze siedmioosobowego Vana. – wtrącił.
- Aha, no to do jutra – powiedziałam, pomachałam chłopakom i udałam się z Connie do mojego pokoju. Zdjęłyśmy śpiochy i położyłyśmy się w moim łóżku – było dwuosobowe, byłyśmy przyjaciółkami, więc dla nas to normalne. Ułożyłam się wygodnie i zaczęłam rozmowę:
- Cieszysz się, że podobasz się Niallowi.
- Nie zaprzeczę – powiedziała przyjaciółka, nastawiając budzik na jutro – Jesteś zmęczona?
- Trochę.. dobranoc, Connie.
- Dobranoc – mruknęła.
Zamknęłam moje senne powieki i zasnęłam.

3 komentarze:

  1. haha. nie ładnie tak szpiegować ^^ śmiesznie jest gdy oni na siebię mówią "rudzielec, loczek i blondasek" / @guiltyqueez

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne ! <3
    wciągające tak samo jak i moje ! czekam na czwórkę ; )

    OdpowiedzUsuń
  3. "i miej spadanta ze schodów" hehehe

    OdpowiedzUsuń