_________________________________________________________

poniedziałek, 26 grudnia 2011

006.

Obudziłam się.. nie miałam pojęcia gdzie jestem.. leżałam na łóżku.. nie moim łóżku.. to było bardziej szpitalne łoże… Otworzyłam oczy i jedyne co ujrzałam to było oślepiające mnie światło. Natychmiast przymknęłam moje powieki. Zdecydowałam się na drugą próbę otwarciu oczu.. za drugim razem poszło mi lepiej, powoli rozchyliłam powieki i lekko podniosłam głowę.. – byłam w szpitalnej sali. Rozejrzałam się po pomieszczeniu – na krzesłach naprzeciw łóżka, na którym się znajdowałam siedzieli prawie wszyscy – chłopcy, Connie i mama Harrego. Zdziwiło mnie to, że nie było z nimi Louisa.. dopiero po chwili zorientowałam się, że szatyn siedział obok mojego łóżka, przysypiał.. trzymał moją dłoń w swojej. Próbowałam przypomnieć sobie jak się tu znalazłam.. powoli analizowałam wydarzenia, które miały miejsce parę godzin temu.. wszystko sobie przypomniałam – rodzice mieli wypadek, pocięłam się.. straciłam dużo krwi.. Lou do mnie przyszedł, wziął mnie na ręce i powiedział, że mnie kocha.. Nie wiedziałam co o tym  myśleć.. Byłam ciekawa ile mam siły i bez namysłu, lekko uścisnęłam dłoń Tomlinsona. Chłopak od razu otworzył oczy i zorientował się, że się obudziłam.
- Jullie.. jak się czujesz? – zapytał.
- Nie jest najgorzej..
- Czemu to zrobiłaś ? – skierował wzrok na ślady po wczorajszej żyletce.
- Ja.. – mruknęłam i spuściłam wzrok – Po co miałabym żyć, gdyby coś się stało moim rodzicom? Dla kogo..?
Louis był lekko zdziwiony moją odpowiedzią :
- Dla kogo? Dla nich – wskazał na przyjaciół – dla Twojej dalszej rodziny.. dla mnie..
- Dla Ciebie? – popatrzyłam mu w oczy.
- Tak.. Jullie… ja.. ee..- Lou się speszył – nie ważne… Powiem smerfom, że się obudziłaś – powiedział już nieco pewniej i podszedł do śpiących przyjaciół. Obudził ich w sposób ,,delikatny’’.
- Hej.. hej.. rudzielec ! – krzyknął uradowany Niall, szybko znalazł się przy moim łóżku – Martwiliśmy się.. – przytulił mnie i się wyszczerzył. Posłałam mu lekki uśmiech.
- Jullie ! Jak się czujesz? – zapytał Liam, który obok mnie już stał.
- Nie najgorzej – uśmiechnęłam się. Podeszła do mnie mama Harroldzia i objęła mnie ramieniem.
- Cieszę się, że wszystko w porządku – westchnęła. Connie, Zayn oraz Styles też zamienili ze mną kilka zdań. Następnie Niall poszedł oznajmić lekarzowi, że się obudziłam.  Po paru minutach Horan wszedł do sali z sympatycznym mężczyzną po pięćdziesiątce:
- Dzień dobry, nazywam się Dr. Adams – uśmiechnął się – Jak się czujesz.. – spojrzał na kartę pacjenta – Jullie ?
- Nawet dobrze.. – odparłam.
- Aha.. zrobimy Ci parę badań, a potem zorientujemy się kiedy wyjdziesz ze szpitala. A was – popatrzył na moich przyjaciół – muszę niestety na chwilkę wyprosić. Zrobię badanie i przyjdziecie, dobrze?
- Jasne, nie ma sprawy – powiedział Zayn, uśmiechnął się do mnie. Wszyscy skierowali się do drzwi posyłając mi promienne uśmiechy. Jednak ja skupiłam się na tym jednym.. na uśmiechu Louis’a.. tym anielskim uśmiechu..
- No dobrze.. panienko. Zabieramy się za badanie – oświadczył Dr. Adams.
***
Całe badania trwały około czterdziestu minut. Lekarz postanowił, że wypuści mnie jutro.. powiedział również, żebym dużo jadła, aby odzyskać siły. Miał przyjść  później na kontrolę. Naprawdę miły człowiek. Dziś miałam nie wstawać z łóżka.. ciekawe ile wytrzymam?
Po chwili do sali weszli chłopcy wraz z Connie oraz mamą Harrego.
- I jak tam ? –zapytała się brunetka.
- Dobrze..- uśmiechnęłam się.
- Jull – to był Niall – Jesteś może głodna? Wiesz.. tu jest bufet.. – zaśmiałam się na słowa blondyna.. Horan.. wiecznie głodny Horan..
- Tak troszeczkę.. – odpowiedziałam.
- Okej.. to ja idę – uśmiechnął się – Wezmę CI jakąś sałatkę, czy coś ! – wybiegł z sali.
- Tak długo już was znam, ale nadal sądzę, że to jest nienormalne, żeby być tak ciągle głodnym.. – zauważyła Anne.
- Oj mamuś.. to normalka u Nialler’a – oświadczył Harry, a my potwierdziliśmy oraz się zaśmialiśmy.
Blondasek przyniósł mi sałatkę z kurczakiem oraz sok, reszcie wręczył kawę z automatu.. jaki on kochany.. Zjadłam, porozmawiałam oraz pośmiałam się z przyjaciółmi. Dowiedziałam się, że moim rodzicom nic nie jest i już lecą z Paryża. Zobaczę się z nimi już jutro. Pożegnałam się z Connie, Anne oraz chłopakami po spędzeniu paru godzin razem. Poczytałam trochę książkę, którą mi zostawiła przyjaciółka, pograłam na telefonie oraz posłuchałam muzyki. Minęły z trzy godziny i przyszedł do mnie Dr. Adams. Stwierdził, że jest ze mną coraz lepiej. Gdy lekarz już wyszedł postanowiłam zadzwonić do rodziców i Connie. Po godzinie zorientowałam się, że dochodzi 21. Dla mnie było wcześnie.. ale byłam lekko osłabiona i zachciało mi się spać, więc zamknęłam oczy i skoncentrowałam się na śnie…


***

              Minął już równo tydzień od mojego wyjścia ze szpitala. Był czwartek. Czułam się naprawdę dobrze.. jakby tamto zajście w ogóle nigdy nie miało miejsca w moim życiu. Mieszkam z rodzicami, Harrym oraz jego mamą. Chłopcy niestety się wyprowadzili do pobliskiego hotelu. Pocieszam się tym, że jest on tylko 5 minut z mojego domu samochodem, a gdybym chciała iść pieszo to doszłabym po 15 minutach. Mieszkanie bez tych wariatów to całkiem inne życie.. nie jest już tak głośno, nikt nie szpera w lodówce o trzeciej nad ranem, nie rzucamy się już marchewkami.. wszystko się zmieniło… Oczywiście Connie wraz z chłopcami codziennie przesiaduję u mnie parę godzin.. zwykle potem chłopaki odprowadzają moją przyjaciółkę do domu i sami idą do hotelu. Przez ostatnie dni naprawdę zżyłam się z Harrym, czułam się z nim oraz z Anne jak rodzina. Zawsze po szkole wspólnie z Loczkiem siadaliśmy do lekcji, sprzątaliśmy dom, wygłupialiśmy się.. niczym jak brat z siostrą.. czasem żałowałam, że naprawdę nie jestem z tym chłopakiem spokrewniona.  
Dzisiejszy dzień wyglądał jak jeden z ostatnich. To znaczy.. siedziałam z Connie na górze, w moim pokoju i zachowywałyśmy się jak jakieś przedszkolaki. Napadła nas potworna głupawka.. włączyłam muzykę najgłośniej jak się dało i zaczęłyśmy się wygłupiać przy jakimś kawałku Metalici, którego tytułu nawet nie znałam, ale ta muzyka naprawdę dawała mi oraz Conn dużo energii. Chłopcy wraz z moim tatą, a ich menagerem siedzieli na dole i mieli próbę w piwnicy, albo jak to tato nazywał ,, Studiu muzycznym ‘’ w naszym domu. Dla mnie było to lekko duże pomieszczenie, gdzie stoją gitary, keyboard, pianino, perkusja, mikrofony oraz inne sprzęty potrzebne w próbach zespołu. Sama muszę się przyznać, że w dzieciństwie lubiłam tam przesiadywać. Tata uczył mnie gry na instrumentach oraz śpiewu. Teraz moje królestwo z dzieciństwa przejęli chłopcy. Nie byłam na nich za to zła, a nawet cieszyłam się, że tata może pracować z takimi niesamowitymi, pełnymi energii muzykami, jakimi oni są.
Popatrzyłam się na przyjaciółkę, która próbowała wykonać irlandzki taniec, jakiego przez ostatnie dni Niall próbował ją nauczyć. A właśnie.. pro po tego blondaska.. to mam wrażenie, że coś czuję do Conn.. a co do Louisa.. to nic się nie działo.. nie rozumiem tego chłopaka.. ale z drugiej strony po tym co przeszedł z dziewczynami, nie dziwię mu się, że teraz jest taki… nieufny. Mam nadzieję, że to się zmieni, bo on naprawdę jest wspaniałym facetem.
Zaczęłam się śmiać z dziewczyny, bo ciągle się wywalała. Ktoś nieznajomy by pomyślał, że jest nieźle wstawiona, ale ja wiedziałam, że to jej normalne zachowanie.
- Jullie ! To wcale nie jest zabawne – krzyknęła Conn i również zachichotała – Niech Ci będzie, jestem beznadziejna w tym tańcu.
- Oj.. nie poddawaj się.. przecież zawsze u Pana Horana możesz wykupić sobie zajęcia po godzinach – powiedziałam, zaśmiałam się oraz poruszałam znacząco brwiami, na co dostałam cios poduszką w głowę. Wzięłam jaśka i rzuciłam w przyjaciółkę. I tak o to, zaczęła się nasza wojna na poduchy. Szczerze to przegrywałam.. lekko się zirytowałam, więc postanowiłam porzucać się żelkami, zamiast poduszkami. Po naszej bardzo normalnej zabawie, włączyłyśmy singiel naszych przyjaciół – What Makes You Beautiful. Connie podkręciła muzykę na najwyższy stopień głośności oraz we dwie wskoczyłyśmy na moje łóżko. Skakałyśmy po nim oraz śmiałyśmy się w niebogłosy zupełnie bez powodu.
- Jesteśmy idiotkami! – krzyknęła Conn i się zaśmiała.
- No tak, ale zajebistymi idiotkami! – poprawiłam ją i razem się zaśmiałyśmy.
Minęło już z 30 minut i powoli wracałyśmy do normalnego stanu. Trochę nam się nudziło, więc zaproponowałam:
- Ejj.. a może podsłuchamy próby chłopaków?
- Dobry pomysł.. tylko teraz nie spadaj ze schodów.
- Postaram się – uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
Wyłączyłam muzykę, wyszłyśmy z mojego pokoju. Delikatnie zamknęłam drzwi i na paluszkach zeszłyśmy pod piwnice. Nachyliłyśmy uszy do drzwi. Szczerze.. to czułam się w jakimś dziwnym filmie szpiegowskim. Usłyszałam jak chłopcy śpiewają piosenkę, która niedługo ma mieć swoją premierę – Gotta Be You.  Akurat trafiłyśmy na koniec piosenki :
Cause there is nobody else

It's gotta be you
Only you
It's gotta be you
Only you

Oh girl, can we try one more, one more time?
One more, one more, can we try?
One more, one more time
I'll make it better
One more, one more, can we try?
One more, one more,
Can we try one more time to make it all better?

Cos its gotta be you
Its gotta be you
It's gotta be you
Only you

It's gotta be you
Only you
Chłopcy wraz z moim tatą zaczęli bić sobie brawa.
- Nieźle, chłopaki. Jestem pod wrażeniem – mój tata zabrał głos – Tylko.. Harry.. teraz postaraj się bardziej wyciągnąć Youuu… dobra?
- Jasne. Postaram się.
- No to chłopcy – znając życie tata posłał im uśmiechy – Zaczynamy od nowa – oznajmił, a po jego słowach można było usłyszeć pierwsze dźwięki do Gotta Be You. Wraz z Connie posłałyśmy sobie porozumiewawcze spojrzenia i poszłyśmy do kuchni. Tam nalałyśmy sobie coli oraz zjadłyśmy po kawałku ciasta.
- Nie wiedziałam, że tak wspaniale śpiewają.. – zaczęła Conn.
- Ja też nie.. przecież tyle razy ich słuchałyśmy.. ale dopiero teraz, na żywo dostrzegłam tą piękną harmonię ich głosów.
- Ich głosy tak niesamowicie ze sobą brzmią.. podziwiam ich, najlepsi przyjaciele.. i to jeszcze tacy utalentowani.
- Zgadzam się – westchnęłam – Lekko.. im tego zazdroszczę.. no wiesz.. mieli marzenia a teraz je spełniają… nie to co ja..
- Jullie.. ty też masz piękny głos.. i świetnie tańczysz..  Nie pamiętasz jak rok temu byłyśmy na obozie muzycznym.. każdym nam zazdrościł, tego, że jesteśmy tak zgrane.. uwierz w siebie.
- Dzięki..
- Nie ma za co.. a zresztą jak chcesz.. to możemy spróbować spełnić marzenia.. – uśmiechnęła się do mnie.
- Jesteś najlepsza.. – przytuliłam przyjaciółkę.
- No wiem.. – westchnęła i się zaśmiałyśmy – To jak.. idziemy kontynuować podsłuchiwanie?
- jasne, chodź – powiedziałam i poszłyśmy pod ,, Studio ‘’. Dosłyszałam rozmowę chłopaków z tatą:
- Nie no chłopaki.. popatrzcie tu. Pępek Louisa znajduję się niżej od mojego.. – to był tata..
- Nie! Stevie.. no zobacz.. jego jest jakieś.. ee.. 20 centymetrów nad kroczem! – usłyszałam Zayn’a.
- No a Stevie’go z jakieś…hm..piętnaście – odezwał się Niall. O czym oni gadają!?
- Wiecie co.. potrzebujemy linijki.. cyrkla i kątomierza – dodał Harry.
- A zresztą.. Louisa jest bardziej zarośnięty – zauważył Liam.
- Zamknij się, szympansie.. – powiedział Lou.
- Nie jestem żadnym szympansem – oburzył się Payn.
- Niech Ci będzie… KING KONGU! – krzyknął Tomlinson i wszyscy się zaśmiali, a ja z przyjaciółką lekko zachichotałyśmy.
-Chodź tu, marchwio ! – zawołał Li. Można było dosłyszeć jak chłopcy się ganiają oraz zwijają z bólu brzucha od śmiechu.  My też już nie wytrzymałyśmy i po prostu znowu dostałyśmy głupawki. Zaczęłyśmy śmiać się w niebogłosy. Nie zdałyśmy sobie nawet sprawy z tego, że drzwi się otworzyły i stanął w nich Harry, który zaczął chichotać z naszego zachowania. Gdy już się doprowadziłyśmy do takiego stanu, żebyśmy mogły normalnie pogadać z chłopakami, zaczęłam rozmowę:
- Tato.. czy oni nie wpływają źle na Twoją psychikę?
- Nie.. czemu pytasz? – odparł zdziwiony tata.
- No wiesz.. bo jeszcze parę miesięcy temu.. nie porównywałeś pępka z innymi – oświadczyłam i wszyscy się zaśmialiśmy.
- Dobra, dzieciaki – zaczął tata – Głodni? Chodźcie.. Mia z Anne już pewnie coś przygotowały na kolacje. – po słowach taty udaliśmy się do kuchni. Zasiedliśmy do stołu, gdzie wszystko było już nakryte. Mama Harrego nałożyła każdemu parę naleśników. Lou zjadł je z marchewkami, Niall z bitą śmietaną..a ja oraz postali zdecydowaliśmy się na nutellę. Kolacja minęła w miłej atmosferze. Wszyscy się śmialiśmy oraz żartowaliśmy. Niestety zbliżała się dwudziesta. Connie oraz chłopcy, oczywiście bez Harrego zaczęli się już zbierać. Pożegnałam się ze wszystkimi buziakiem w policzek. Gdy już wyszli, a sam Lou został, bo wiązał buty postanowiłam skorzystać z okazji. Podeszłam do szatyna i zagadałam:
- Hej, Lou. To jak? Jutro przed szkołą podjedziesz po mnie i Loczka?
- Jak zawsze – uśmiechnął się. Totalnie nie wiedziałam co powiedzieć..  powiedziałam coś co mi przyszło do głowy :
- Masz naprawdę świetny głos..
- Dziękuję – ponownie wygiął usta w uśmiech – Dzisiejszy dzień był w porządku.. tylko jakoś za bardzo nie rozmawialiśmy.. może jutro po szkolę dasz się gdzieś zaprosić?
- Jasne – uśmiechnęłam się. – Do jutra – powiedziałam i przytuliłam chłopaka. On odwzajemnił uśmiech i pocałował mnie w czoło oraz szepnął do ucha : Kolorowych snów, po czym wyszedł z domu.
Wróciłam do kuchni. Moi rodzice wraz z Anne siedzieli przy stole, a Harry oglądał TV w salonie.
- Jullie.. – usłyszałam głos mamy – co tam z Louisem?  - popatrzyłam się na nią wzrokiem przedstawiającym minę, pt. WTF?!
- No, Jull.. nie patrz się tak na Mię – zaczął ojciec – Przecież widzimy jak na niego patrzysz.. – poczułam, że pojawiły się na mojej twarzy dwa, duże rumieńce.
- I jak on patrzy na Ciebie – dodała Anne.
- Harry.. pomóż! – krzyknęłam z kuchni.
- W czym mam Ci pomóc? Przecież to prawda, o czym mówią Twoi rodzice i mama..
- Zamknij się Lokersie.. – powiedziałam i rzuciłam w niego jabłkiem. Usłyszałam tylko ciche ,, Auu’’
Odwróciłam się na pięcie i skierowała się do mojego pokoju. Ze schodów słyszałam śmiechy moim rodziców, Styles’a oraz Anne. Sama przyznam, że pewnie zachowałam się dość dziwnie.. lub zabawnie.. sama nie wiem. Krzyknęłam ,, Dobranoc !’’ i weszłam do mojego królestwa. Wyciągnęłam z szafy piżamę i ruszyłam do łazienki, aby wziąć kąpiel i umyć twarz oraz włosy. Po skończonych czynnościach przebrałam się w piżamę i dosłownie rzuciłam na łóżko. Nastawiłam sobie budzik na jutro.. była dopiero 22, a byłam taka zmęczona.. Zamknęłam powieki i zasnęłam…

____________________________________________________________
Hej ;D To szóstka ;d i jak Wam się podoba? Dla mnie nie jest najgorzej.. no ale zawsze mogło by być lepiej ;d
Kiedy nowy? 
Trudno mi powiedzieć.. mam już siódemkę, więc może za 3-4 dni ;) 
Tak wql.. to podobają Wam się moje wypociny? 
Są tu dla Was jakieś zabawne momenty czy nie za bardzo? 
Bo zastanawiam się czy jest sens kontynuowania tego opowiadanie - bo pomysły mam :D tylko czasu mało-,-
No nic.. Liczę na szczere opinie w komentarzach :D 
HAPPY NEW YEAR <3 

10 komentarzy:

  1. kurde...kocham to..;D
    serio masz talent;D swietnie piszesz;D piekniee :*:*

    OdpowiedzUsuń
  2. dziewczyno! czy nam się to podoba? mi osobiście bardzo :D te rozważania o pępku mnie zmiażdżyły! :P i jeszcze jak zaczęto Julie wypytywać o Louis'a. to było takie naturalne. xoxo ;*
    + na pewno jest sens tego kontynuowania. weeeny! ; )

    OdpowiedzUsuń
  3. ŚWIETNE !
    lou & jull <33
    kocham to opowiadanie ! : *

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się mega podoba^^ Czekam na next'a <33

    OdpowiedzUsuń
  5. kocham jak piszesz, czekam na następne rozdziały!

    OdpowiedzUsuń
  6. Błagam, dodaj szybko następny rozdział !
    Jul i Lou <3
    Świetny blog ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. świetne opowiadanie! czekam na następny rozdział .

    OdpowiedzUsuń
  8. jejuu! piękne! kiedy dodasz następny? liczę że niebawem! proooszee!

    OdpowiedzUsuń
  9. mi sie bardzo podoba, lubie takie historie! a najbardziej rozbawiło mnie to chyba w 4rozdziale " Hary mówi:Bo ten pokemon odciął mi loczka, a ja przypadkowo rzuciłem w niego lodami" hahaha<3 albo kiedy Lou mówi do Jull:"Ej, mała nie rób mi tego proszę !" Daaawaaj dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Loffciam te twoje opowiadania,..pisz nadal ;D <3

    OdpowiedzUsuń