_________________________________________________________

sobota, 10 grudnia 2011

002.

Otworzyłam moje senne powieki, przetarłam oczy , skierowałam wzrok na budzik – dochodziła jedenasta trzydzieści. Poszłam do łazienki, rozczesałam swoje rude włosy, zostawiłam je rozpuszczone, umyłam twarz oraz zęby i ubrałam się w podkoszulek, dresowe szorty i brązowe buty Emu. Było mi zimno, więc założyłam tak zwane ,,śpiochy’. Zeszłam na dół, weszłam do kuchni. Zastałam tam piątkę roześmianych chłopaków, wszyscy byli w ,,śpiochach’’. Czyli nie tylko ja takie mam. Popatrzyłam na nich, dokładnie przeanalizowałam ich ubranie. Zayn miał zielone, Liam niebieskie, Niall we wzorki jakby flaga Ameryki, Harry szare, a Lou takie same jak ja – białe w takie małe wzorki na klatce piersiowej. Popatrzyłam się na ubranie szatyna, potem na moje i się do niego uśmiechnęłam, odwzajemnił ten gest. Niesamowicie się uśmiecha, niczym anioł. Niall zaczął się głośno śmiać, patrzył się na nas, a wszyscy na niego.
- Z czego taka polewka,  blondasku ? – zapytał mulat.
- Nie pamiętacie wróżby Louisa ? – odpowiedział pytaniem na pytanie. Chłopcy sobie przypomnieli o co chodziło. Harry, Zayn oraz Liam wybuchli śmiechem. Lou się uśmiechnął i pokręcił głową. Podeszłam do lodówki, wyjęłam marchewkę i sok pomarańczowy, skierowałam się do salonu. Znowu usłyszałam roześmianego blondyna:
- I jeszcze ta marchewka ! Normalnie para idealna ! – po tych słowach od razu się zarumieniłam. Lou był bardzo przystojny, spodobał mi się, ale wątpię, że ja jemu też. Usiadłam na kanapie, włączyłam telewizor, przełączałam programy. Nic nie mogłam znaleźć do obejrzenia. Na Nickelodeon był SpongeoBob, postanowiłam go obejrzeć. Siedziałam i oglądałam przygody Gąbki, jednak Niall mi przeszkodził,  podszedł do mnie i zapytał patrząc na miejsce obok mnie:
- Mogę ?
- Tak, jasne. Siadaj – odpowiedziałam.
- Jesteś na mnie zła ? Za to co powiedziałem?
- Nie, coś ty. Tylko ciekawi mnie o co chodzi z tą wróżbą.
- A…już ci mówię – blondyn zaczął mi wyjaśniać – Bo jak parę dni temu byliśmy w chińskiej knajpce, wzięliśmy sobie ciasteczka z wróżbami, no i Louisa brzmiała tak, że jak jakaś dziewczyna będzie ubrana jak on to zostanie jego żoną.
- Aha. A co z tymi marchewkami ? – zapytałam z uśmiechem na twarzy
- Bo on je normalnie kocha, to dziwne, ale taka prawda. – odpowiedział mi Niall. Nadal byłam uśmiechnięta, Louis był taki przystojny. Blondyn zwrócił na to uwagę – Julie, nie spodziewałem się – powiedział ze słodkim uśmiechem – Podoba Ci się Lou.
- Nie!
- Tiak ! Tiak ! – westchnął z głosem dziecka, które jest na etapie przedszkolnym.
- Niall ! Przestań. To nie prawda.
- Prawda, prawda . To widać – dodał. – Lou! – krzyknął do swojego przyjaciela.
- Nawet się nie waż, blondasie ! – powiedziałam i walnęłam go poduszką w głowę. Oddał mi. Biliśmy się poduszkami oraz innymi przedmiotami w zasięgu ręki, nawet raz rzuciłam w niego lampką, a on we mnie bananem. Ciągle się śmialiśmy. Spadłam z kanapy,  a chłopak zaczął zrzucać na mnie wszystkie poduszki. Wstałam, skoczyłam na niego i zaczęłam go łaskotać, chciał mnie z siebie zrzucić, ale mu nie wychodziło. Bawiliśmy się w najlepsze do przyjścia Louisa:
- O co chodziło, króliczku ? – skierował swoje pytanie do Nialla, popatrzyłam się na blondyna błagalnym tonem, żeby nic nie mówił szatynowi. Udało się.
- Żabciu, chodziło mi tylko o to czy mógłbyś mi przynieść colę z lodówki ? – zapytał się Niall. Dziwiło mnie czemu tak się nazywają. Geje ? Biseksualni czy co? . Dowiem się tego później.
- Jasne, dla Ciebie wszystko bracie – westchnął Lou i poszedł do kuchni. Powiedział ,,bracie’’ więc to nie geje. Okej, jest w porządku.
Lou rzucił Niallowi colę i wraz z przyjaciółmi dołączył do nas.
- Hm..Jakie plany na dziś ? – zapytał Harry.
- Może mała Directionerka ? Hm ? – zaproponował Liam.
- Directionerka ? – zapytałam.
- To taka mała impreza, którą robimy w piątkę. Czasem zapraszamy jeszcze dwie, trzy osoby – wyjaśnił mi Zayn.
- Aha, to nie będę wam przeszkadzać  - westchnęłam i ruszyłam w stronę schodów.
- Nie masz ochoty na nasze towarzystwo ? – usłyszałam głos Louisa – Nie chcesz uczestniczyć w imprezie?
- Mam ochotę, ale Zayn powiedział, że wy w piątkę ją robicie.
- Ale powiedział też, że zapraszamy jeszcze parę ludzi. Więc…czy chciałabyś być moim gościem? – uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Tak, mogłabym. – odpowiedziałam z lekkimi rumieńcami na twarzy i z uśmiechem.
Chłopak pociągnął mnie za rękę i skierował w stronę przyjaciół.
-Julie będzie moim gościem ,okej? – zapytał się Lou.
- Jasne ! – odpowiedział Liam i Zayn.
- Nie ma sprawy – dodał Harry.
- Okej, więc..musimy jeszcze coś kupić na imprezę. Jestem za żelkami dla Harrego, marchewkami dla Louiego, czekoladą dla mnie, lodami dla Liama i Zayna oraz za pizzą dla wszystkich  - zaproponował Niall. – Kto kupuję ?
- Ja mogę – powiedział Liam.
- Mogę z tobą – zaoferowałam swoją pomoc.
- My tu trochę przemeblujemy , okej Julie ? – zapytał się Zayn.
- Dobra, nie ma sprawy – uśmiechnęłam się  - To co ? – skierowałam się do Liama, wzięłam swój portfel  - idziemy ?
- Tak, jasne. Chodźmy – powiedział i wyszliśmy z domu.  Pokazałam chłopakowi okolicę i zaprowadziłam do pobliskiego sklepiku. Kupiliśmy przekąski oraz napoje. Zapłaciliśmy wspólnie. Po siedemnastu minutach byliśmy już w domu.
- Nieźli jesteście, jeśli chodzi o szybkie przygotowania do imprezy – powiedziałam z zachwytem w głosie. Na serio byli dobrzy, wszystko fajnie poprzestawiali, włączyli kolorowe lampki, wyłączyli światło,  zajęli się karaoke, muzyką oraz konsolami do gier. Było wspaniale, jak na prawdziwej imprezie.
- Dziękujemy – odparł Louis z łobuzierskim uśmiechem – Która godzina?
- Dochodzi  piętnasta – powiedziałam. – Zamówiliście pizze ?
- Tak – krzyknął Harry z drugiego końca pokoju.
- Idę rozpakowywać jedzenie- westchnął Liam i poszedł po zakupione przekąski. Loczek postanowił mu pomóc, we dwójkę szybko im poszło. Po pięciu minutach wszystko było gotowe i zaczynaliśmy imprezę. Niall włączył muzykę i zaczął się wygłupiać z Zaynem.  Ganiali się po całym pokoju.  Nikt nie znał przyczyny ich wygłupów, ale na serio wyglądało to śmiesznie. Louis zaczął jakoś tak dziwnie tańczyć, udawał, że czuję muzykę. Harry postanowił pobawić się w tak zwaną Tap Madl – próbował chodzić na szpilkach swojej mamy, wymachując przy tym swoją pupą a na dodatek był bez koszulki. Nie mogłam się pohamować od śmiechu, aż brzuch zaczął mnie boleć. Gdy się trochę ogarnęłam podeszłam do Liama, który był zdecydowanie najbardziej spokojną osobą w tym domu.
- Jak Ty możesz z nimi żyć ? – westchnęłam - Ja bym po jednym dniu nie wytrzymała.
- Witaj w moim świecie, z nam tych idiotów od lat. Są powaleni i pokręceni, ale traktuję ich jak rodzinę, jak braci, których nie mam. Można powiedzieć, że kocham ich jak braci. Zawsze Ci pomogą, wysłuchają, rozśmieszą, doradzą.  Po prostu najlepsi z najlepszych. – powiedział z uśmiechem.
- Rozumiem Cię, mam tak samo z moją przyjaciółką Connie.
- Mogę Ci o coś zapytać?
- Tak jasne.
- Czemu taka jesteś? – zaczął – Najpierw byłaś nie za miła, nie chciałaś gadać z Harry, olewałaś go. Czemu teraz zachowujesz się inaczej? Jesteś wesoła, miła, uprzejma.
 Zaskoczył mnie tym pytaniem. Co mam mu odpowiedzieć ? Wydaje się człowiekiem godnym zaufania. No cóż raz się żyje. Powiem mu prawdę:
- Nie ufam ludziom. Rok temu, ja i Connie przyjaźniłyśmy się jeszcze z  taką Janie. Była dla mnie jak siostra. Znałyśmy się od przedszkola, aż wszystkiego nie popsuła.
- Popsuła? Co zrobiła ? – zapytał się Liam.
- Wystąpiła w paru pokazach mody, zagrała w paru filmach, wystąpiła w czymś takim jak x-factor i sodówka jej do głowy strzeliła. Wyjechała do Canady, okłamała mnie i Connie. Zdradziła nas, po prostu. Całowała się z chłopakiem, który mi się podoba już ponad rok. Wiedziała o tym. Nie wiem dlaczego to zrobiła. Od tego czasu nie umiem zaufać ludziom, z wami jest inaczej, nie wiem czemu. Byłam nie miła, bo myślałam, że też wam sodówka strzeliła, jednak nie. Wy jesteście normalnymi chłopakami, którzy mają marzenia i je spełniają. Nie wywyższacie się, jesteście inni niż reszta sław. Jak z wami rozmawiam, mam wrażenie, że znam was od paru lat.
- Rozumiem. Też mieliśmy kiedyś taki przypadek. Nasz kumpel Frankie, też gwiazdorzył. Przestaliśmy z nim gadać, już nawet nie wiem gdzie mieszka. No cóż, w takich sytuacjach cieszę się, że mam te małpy – zaśmiał się i wskazał na chłopaków.
- Faktycznie, jest z czego się cieszyć – również się zaśmiałam.
- Gramy w szybki quiz? – zaproponował.
- Ok. Ty pierwszy.
- Ulubiony piosenkarz?
- Justin Bieber. Wiem, to dziwne.
- Nie coś ty, my Go na serio podziwiamy, a Niall jest jego wielkim fanem, uwierz.
- To miłe. Ulubiony film z dzieciństwa?
- Power Rangers. Szkolna miłość?
- Od końca gimnazjum podoba mi się Joshua. Joshua Knight. Zaczął mi się podobać jak w czerwcu, ponad rok temu pocałowaliśmy się w deszczu, w czasie zachodu słońca przy drzewie.
- Hmm…Romantyczne wspomnienie.
- Faktycznie. Teraz ja. Więc…Ulubiony zespół ?
- The Script. Nudna ta gra…
- Tak trochę.. – odparłam – Idziemy ogarnąć małpy? – zapytałam ze śmiechem
- Spróbujmy – odpowiedział chichocząc. Kiedy weszliśmy do pokoju od razu zaczęliśmy się tarzać po podłodze ze śmiechu. Harry i Loui tańczyli wolnego przytulańca, oboje trzymali w buzi marchewki oraz chwytali się za swoje pośladki.  Zayn bawił się w Michaela Jacksona i tańczył łapiąc się za krocze, a Niall czołgał się wokół bruneta i całował jego buty krzycząc coś w stylu: Jesteś moim panem !
Ta cała sytuacja na serio była dziwna, ale również zabawna.  Popatrzyłam się na Liama, który stał i kręcił kamerą chłopaków.
Po dwudziestu minutach wszyscy się ogarnęliśmy, jedliśmy pizzę, lody, żelki oraz inne ,,zdrowe’’ rzeczy. Usiedliśmy w szóstkę na kanapie, siedziałam na kolanach Louisa bo nie było już miejsc, nie mogłam powiedzieć, że mi się nie podobało. Było idealnie. Niall włączył telewizor, skakał po kanałach. Zostawił na Nick’u bo był SpongeoBob.
- Nie no proszę. Nie mówcie, że będziemy oglądali ten ser – zaczął Harry.
- Idioci…to gąbka – westchnął Nialler.
-  I co z tego ? Ser czy gąbka ? To nie ma różnicy– dodał Liam – weźcie coś innego.
- Przełączcie ! – podsumował Zayn, który jednym ruchem zabrał pilota Niallowi i przełączył na MTV.
- Ej oddaj mu to ! – krzyknął Lou.
- Zostawcie SpongeBoba ! – wykrzyknęłam.
- Julie, Louis. Wiemy co robić – powiedział blondyn, wymieniliśmy znaczące spojrzenia i po pary sekundach skoczyliśmy na Liama, Harrego i Zayna. Walka była zacięta, ale wygraliśmy. Przełączyłam na Gąbkę i po chwili wszyscy się śmialiśmy, nawet ci ‘’przeciw-gąbkowi’’. Okazało się, że to maraton. Oglądaliśmy telewizję ponad dwie godziny, następnie w dobrych humorach zasnęliśmy wszyscy razem, a ja na kolanach szatyna.

5 komentarzy:

  1. JAK MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE JEST SEREM ?! okey, więc jak chciałaś komentuję, a zdarza mi się to naprawdę rzadko. Przeczytałam dwa rozdziały i jestem pod ogromnym wrażeniem. Piszesz bardzo ciekawie i wgl. Umiesz przekazać to co chciałaś napisać. Aż się rozmarzyłam na tej imprezie, na prawdę. Mam taki dziwny humor ostatnio, a tu się śmiałam do upadłego! Czekam na następny, Narkomanka

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny! Dawaj szybko następny rozdział [got2luvya]

    OdpowiedzUsuń
  3. Julie i Louis, Louis i Julie? :D Ciekawe opowiadanie. Fajnie że piszesz długo, ale nie przynudzasz :) Czekam na kolejny! x
    [no-jimmy-protested]

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow. Jestem pod wrażeniem. Na samym początku myślałam, że Julie bd z Harrym .;D

    Polecam tez moje opowiadanie ! http://opowiadania-1d.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  5. That is vеry faѕcinating, You агe an
    ovеrly sκilled bloggеr. I've joined your feed and look ahead to looking for more of your great post. Additionally, I've ѕhared уοur site in my social netωorks
    My web page ; payday loan yes

    OdpowiedzUsuń