_________________________________________________________

wtorek, 17 lipca 2012

NOWE OPOWIADANIE

Wraz z marlyn (@ala_skrzypczak Twitter (;) zaczęłyśmy pisać nowe opowiadanie! :)
------------> www.invalid-hearts.blogspot.com <-----------
MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZYPADNIE CI ON DO GUSTU. ZACHĘCAMY DO REKLAMOWANIA, CZYTANIA I KOMENTOWANIA! (: 

wtorek, 1 maja 2012

014.


To już dziś. A co takiego? Urodziny Boo Bear’a, mojego Boo Bear’a. Dziś Lou kończy 19 lat. Właśnie jestem w trakcie wymykania się z naszego pokoju. A po co? Bo chcę zrobić Louisowi niespodziankę. Jest już po dziewiątej, a ja jestem ubrana w szarą bluzkę w różowe, drobne kwiatki, którą wpuściłam w czarne spodnie, talię podkreśliłam brązowym paskiem i nałożyłam jeszcze brązowy sweterek. Całkiem ładny efekt.. chyba.
Robię właśnie śniadanie dla Tomm’a, czyli udekorowany omlet w kształcie serca i jego ulubiona herbata oraz jakieś tam owoce. Powinno mu się spodobać.
- Co robisz? – usłyszałam szept Liam’a, który położył swoją głowę na moim ramieniu.
- Śniadanie dla Louis’a.
- A no tak, dziś wielki dzień. – uśmiechnął się.
- Nom, a czy tobie nie jest za wygodnie, Paynee? – mruknęłam, patrząc na moje ramię.
- W sumie to nie za bardzo, bo kości Ci wystają.
- To był sarkazm.
- Wiedziałem.
- No chyba nie.
Liam podszedł do lodówki, wyjął z niej mleko i się napił z kartonu.
- Od razu lepiej – mruknął. – Widziałaś moje ciasteczka?
- Nie.
Zamyślony brunet zaczął szukać ciasteczek, mrucząc pod nosem o jakimś Cookie Man’ie.
- Jaki znowu Cookie Man? – spytałam.
- To mój niewidzialny przyjaciel, który daje mi ciastka. – odpowiedział poważnym tonem.
- Aha.. Powiedzmy, że to normalne.
Chłopak wzruszył ramionami i udał się w stronę wyjścia z pomieszczenia, mówiąc.
- Ładnie wyglądasz.
- Dzięki.
Gdy usmażyłam już omleta to przełożyłam go na talerz, ułożyłam wokół niego owoce i zaparzyłam herbaty. Rozejrzałam się po domu i wywnioskowałam, że Liam leży na kanapie, a reszta ludzi jest jeszcze w swoich pokojach. Lepiej dla mnie.
Dzisiejszy dzień ma być taki jak inny, przynajmniej tak prosił Lou. Chodziło mu o to, żebyśmy się nim nie przejmowali. Taa, i myślał, że mu się uda? Otóż nie. Faktycznie, nie robimy dziś żadnej wielkiej imprezy, ale to też na pewno nie będzie normalny dzień. Przed chwilą sobie przypomniałam, że jutro święta, a więc dzisiaj trzeba pojechać na lotnisko i odebrać jutrzejszych gości. A kto ma tam być? Ronan, mój kuzyn, Nina, dziewczyna Ian’a, Mick i Pray oraz rodziny chłopaków. Wreszcie poznam rodziców Louis’a. To chyba będą największe święta jakie do tej pory mieliśmy
- FUCK! CO SIĘ ZE MNĄ STAŁO?! –krzyk Zayn’a przebudził mnie z rozmyślań. Bez zastanowienia pobiegłam do pokoju chłopaka, w którym wyżej o to wspominany klęczał na podłodze i przeglądał się w lusterku. O, czyli plan Harry’ego się udał. A co zrobił Styles? Gdy Malik nie patrzył, to kędzierzawy podmienił mu szkło w lusterku, wziął takie, które zmienia kształt twarzy. Czyli wychodziło na to, że broda chłopaka była jakaś taka wklęsła, a usta, czoło i nos się poszerzyły.
Harry, jesteś moim Bogiem.
Zaczęłam się śmiać z chłopaka i jak gdyby nigdy nic wróciłam do kuchni.  Spojrzałam na zegarek. Po 10. Czyli już należy budzić Lou. Wzięłam tackę ze śniadaniem do której dostawiłam jeszcze szklankę soku pomarańczowego i powędrowałam do naszej tymczasowej sypialni. Jedną ręką otworzyłam drzwi i postawiłam tackę na szafce, uprzednio sprawdzając czy Lou śpi. Tommo nadal smacznie chrapał, więc cichutko do niego podeszłam i pocałowałam w policzek. W odpowiedzi dostałam jakieś mamroczenie. No to pocałowałam go w drugi policzek i nic.
- O tu o – mruknął, wskazując palcem na swoje usta.
Przewróciłam oczami, ale spełniłam jego prośbę. Usiadłam obok chłopaka na łóżku, czekałam aż się podniesie i w końcu się w niego wtuliłam.
- Wszystkiego najlepszego, Loui. – szepnęłam.
- Dziękuję. – odszepnął i uśmiechnął się do mnie – To dla mnie? – spytał, wskazując na tacę.
- Taaak. – wstałam i podałam chłopakowi jedzenie – smacznego. – uśmiechnęłam się.
- A ty już jadłaś?
- Nie.
- No to zjemy razem, i nie ma żadnego ‘ale’. – pocałował mnie w policzek i zaczął kroić omleta i mnie karmić.
- No dobra, mi starczy. – mruknęłam, po którymś kawałku – Teraz twoja kolej. – zaczęłam karmić chłopaka, a on sam wpychał mi owoce do ust.
Po skończonym posiłku, mój chłopak się odświeżył i zeszliśmy na dół, gdzie wszyscy po kolei składali mu życzenia i się przytulali.
- To czas na prezenty! – krzyknął Niall i wszyscy poszliśmy po podarunki dla Louis’a.
Lou dostawał beznadziejne prezenty, typu breloczki itp. No ale to była część planu. Mina Louisa, gdy dostawał te rzeczy? Bezcenna. Więc, z ukrycia robiłam mu zdjęcia.
- Fajne.. prezenty. – oznajmił Lou, a ja i reszta zaczęliśmy się śmiać. – No o co chodzi?
- Louuu, stary Louuu! To nie są prawdziwe prezenty. – oświecił go Harry, jednak brunet ciągle się na nas dziwnie patrzył.
- Oj, chodź i zobacz. – pociągnęłam chłopaka do wyjścia z domu – To twój prezent od nas.
Po wielu pomysłach, kupiliśmy mu Lamborghini. Drogi, ale niech się dziecko cieszy. Jego mina? Kolejny raz bezcenna.
- A..l..e  ż..e  j..a..k? To. Dla. Mnie? – spytał z przerwami, a ja pokiwałam głową. – Nie wiem.. nie wiem, co powiedzieć..
- Powiedz, czy ci się podoba.
- No jasne, że tak! To niesamowite! Spełnienie moich marzeń! Dziękuję! – podniósł mnie i wbiegł ze mną do domu, potem rzucił mnie na kanapę i krzyczał, że nas kocha oraz wszystkim dziękował, a następnie zaczął tańczyć. Zawsze spoko, całkowicie normalne zachowanie.
Gdy chłopak się już postanowił ogarnąć, chciałam dać mu jeszcze jeden prezent, więc zawołałam go, a on usiadł obok mnie i spojrzał na mnie.
- Proszę, to ode mnie. – powiedziałam i dałam chłopakowi pudełeczko. – Wiem, że to nie jest marchewka a ni nic do niej podobnego, ale ciągle ostatnio mówiłeś o tym, że chciałbyś się nauczyć grać na gitarze, no i wiesz..
Lou otworzył pudełeczko i wyjął z niego prezent, czyli  dwa czarne naszyjniki i dwie srebrne zawieszki w kształcie kostki do gitary. Na jednej z nich było wygrawerowane moje imię, a na drugiej Jego imię. Na obu zawieszkach były wygrawerowane jeszcze napisy: ALWAYS & FOREVER. Przez parę minut patrzył się na zawieszki i nic nie mówił, po chwili na mnie spojrzał z załzawionymi oczami.
- To najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałem. Kocham cię. – szepnął oraz mnie pocałował. Następnie wstał i naszyjnik z zawieszką, na której było Jego imię, zapiął mi na szyi i się do mnie uśmiechnął. – Mogłabyś?
- Jasne. – teraz ja mu zapięłam drugi naszyjnik. Zamknęłam oczy, wtuliłam się w chłopaka i wsłuchiwałam się w rytm bicia jego serca.
***
- Awwwww, jakie to słodkie. Zrób jeszcze jedno zdjęcie. – otworzyłam oczy i ujrzałam chłopaków, Connie oraz Ian’a, którzy robili nam zdjęcia. A no tak, pewnie zasnęłam na Louis’ie. Popatrzyłam na twarz chłopaka i mimowolnie się uśmiechnęłam. Miał zamknięte oczy, więc pewnie spał.
- Co robicie? – szepnęłam, nie chcąc budzić Tomm’a.
- Wam zdjęcia.
- No ale po co?
- Bo nawet nie zdajecie sobie sprawy jak słodko razem wyglądacie. – uśmiechnął się Zayn.
- Która godzina?
- Dochodzi 16. – odpowiedział Harrold.
- 16?! Co? No jak to? Przecież miałam jechać na lotnisko, żeby odebrać..
- Oj, Jullie, nie spinaj się. – mruknął Ian.
- Serio? Chyba zapomniałeś, że Nina też tam będzie. – przypomniałam mu, a wujek jakoś tak szybko wstał, ubrał się, pomachał nam i wybiegł z domu.
- Nina Dobrev? – spytał, tak jakby od niechcenia Zayn.
- Tak.
- Niezła z niej laska. – mrugnął Harry do Zayn’a. No i zaczęła się dyskusja Zarry’ego, a ja, Connie i Niam skomentowaliśmy to facepalmem.
- Im tylko jedno w głowie. – mruknęła Connie.
***
Otworzyły się drzwi wejściowe, a po chwili usłyszeliśmy krzyk Anne.
- Jesteśmy!
- No i zaraz się zacznie.. – mruknął Liam. Siedzieliśmy właśnie na sofie i oglądaliśmy SpongeBoba.
- Co masz na myśli? – spytałam.
- No wiesz, powitania, rozmowy, zapoznawanie się, upokorzenie przez rodziców i tak dalej.
- Czyli standard, jeśli nie widziałeś długo rodzinki. – stwierdził Lou, a reszta chłopców pokiwała głowami.
- No dobra, trzeba się ogarnąć, chwilę poudawać kulturalnego człowieka 21. wieku  i iść się przywitać. – oznajmił Zayn.
- No dobra.
Całą siódemką wstaliśmy i skierowaliśmy się do przedpokoju. Od razu co zrobiłam to było podbiegnięcie do Pray i Mick’a.
- Jak ja się stęskniłaaam! – przytuliłam rodzeństwo.
- Ja też, mała. – rozczochrał mi włosy.
- Ja teeeż! – Pray się do mnie wyszczerzyła i na mnie wskoczyła, a skutek był taki, że upadłam z małą na ziemię.
- Jakie to dwunastoletnie dziecko może być niewyżyte. – skomentował Mick i pomógł nam wstać.
- Sratatatata.. – mruknęła moja siostra i poszła do Conn.
- No to rozgość się, braciszku, i staraj się niczego nie zepsuć. – posłałam mu uśmiech i poszłam dalej. Kolejnym przystankiem była Nina, która już została oblężona przez Zarry’ego. Lekko dziwnie to zabrzmiało, no ale okej.
- Nina, dawno Ci nie widziałam. Pięknie wyglądasz. – przytuliłam się z dziewczyną.
- Jullie, stęskniłam się. Ty również, świetna bluzka.
- Wspaniałe buty. – powiedziałam, spoglądając na boskie koturny aktorki.
- Dziękuję. – uśmiechnęła się, co odwzajemniłam.
Po półgodzinie zapoznałam się już z rodziną Malika, Payne’a, Horana i ojczymem i siostrą Harry’ego.
- Chodź do mnie. – Lou mnie przytulił. – A teraz zapoznam cie z moimi siostrami i mamą. – uśmiechnął się.
- No dobra. – odpowiedziałam.
- To Daisy i Phoebe. – Lou przedstawił mi dwie bliźniaczki.
- Hej, jestem Jullie. – przyklękłam przy dziewczynkach.
- Wiemy, Loui dużo nam o Tobie opowiadał. – odezwała się Daisy.
- Na prawde? To miło z jego strony. – uśmiechnęłam się.
Porozmawiałam jeszcze chwile z bliźniaczkami, a potem Lou zaprowadził mnie do reszty swoich sióstr.
- Jestem Charlotte, ale wolę Lottie. – uśmiechnęła się do mnie blondynka, podając ręke.
- Jullie. – odwzajemniłam uśmiech i uścisnęłam sobie z nią ręce. Tak samo zrobiłam z brunetką, Felicite, która preferuje jak się na nią mówi Fizzy.
- A teraz chodź do mojej mamy. – Lou pociągnął mnie w stronę kobiety, która wyglądała na około 48 lat.
- Miło mi panią poznać, jestem Jullie. – uśmiechnęłam się.
- Mi również, mów mi Jay. – przytuliła mnie.
Jak się okazało ojciec Louis’a nie przyleciał. Jay i jego tata są rozwiedzeni i nie mają ze sobą kontaktu.
No to chyba rozmawiałam już ze wszystkimi… Albo i nie. Przecież nie przywitałam się jeszcze z Ronan’em. Po całym domu szukałam tego czternastolatka i nie mogłam go znaleźć.
- Widziałaś gdzieś Ronana? – spytałam Connie, która rozmawiała z bratem Niallera, Gregiem.
- Był w Sali gier. Byłaś tam?
- Nie, dzięki. – uśmiechnęłam się i pobiegłam w dalsze poszukiwania mojego kuzyna.
- Ronan! – krzyknęłam, gdy zobaczyłam jak gra z Mickiem w Cyber Gay’a.
- Jullie! – odkrzyknął.
W tempie Matrixa zaczęliśmy się do siebie zbliżać i mieliśmy się przytulić, jak tak zawsze jest w filmach, ale skończyło się tym, że się od siebie odbiliśmy i wylądowaliśmy na podłodze. Gdy już kontaktowałam ze światem wstałam i przytuliłam kuzyna.
- Stęskniłem się cioto kochana. – powiedział, uśmiechając się do mnie.
- Ja za tobą też, głupku ty mój. – poczochrałam mu włosy.
- Dziwni jesteście. – skomentował Mick.
- Spadaj, cwelu. – mruknęliśmy razem i przybiliśmy ze sobą piątkę.
Ronan jest dla mnie jak brat, fakt że jest kuzynem niczego nie zmienia, bo jest za równo jednym z najlepszych przyjaciół. To z nim spędziłam najlepsze lata dzieciństwa, to on mi zawsze pomagał. Co z tego, że jest ode mnie młodszy o trzy lata, wiek to tylko liczba, no nie?
Około 22 skończyliśmy jeść wspólną kolację. Dużo ludzi się zebrało w tym domu. Potem jeszcze długo rozmawialiśmy. Następnie się rozeszliśmy, ja szybko się umyłam i położyłam się obok Louis’a, który skorzystał z łazienki Harry’ego.
- Jak ci się dzisiejszy dzień podobał? – spytałam, kreśląc kółka i inne wzorki na jego torsie.
- Był świetny, zdecydowanie najlepsze urodziny w całym moim życiu. – pocałował mnie w czoło – Co sądzisz o moich siostrach i mamie?
- Jestem pewna, że się z nimi dogadam. Są naprawdę miłe i sympatyczne. – uśmiechnęłam się do niego – Rozmawiałeś z Mick’iem, Pray i Ronanem?
- Tak, twój brat jest chyba równie walnięty jak ja, Pray z tego co wiem jest w wieku Fizzy, a Ronan to naprawdę miły chłopak. I podobno jest Directionerem. – zaśmiał się.
- Cieszę się, że ich polubiłeś. – przytuliłam się do niego – Ale teraz mam zamiar iść spać, więc.. Dobranoc Lou.
- Dobranoc księżniczko. 
____________________________________________
Po długiej przerwie wreszcie udało mi się napisać nowy rozdział. :)
Gdy klikniecie na niektóre imiona to wyświetlą wam sie strony ze zdjęciami bohaterów. (;
Mam nadzieję, że rozdział sie wam podoba, no cóż, mogę jeszcze napisać.. Hm.. Jestem ciekawa waszej opinii na temat nowych bohaterów. Podobają Wam się?
KOMENTUJCIE! BŁAGAAAAM! <3 x
do następnego!

sobota, 7 kwietnia 2012

013.

Minęło już parę dni. Chłopcy mieli już podpisywanie i sesje. Dzisiaj mają wywiad.. ale najpierw sesja moja i Connie.
Jest 12 w południe.. i co robimy? No jasne, że się nudzimy. Niall siedzi w kuchni i coś tam mamroczę do kawałka zamrożonego mięsa, Zayn nieustannie próbuje poprawić swój wygląd (co mu zbytnio nie wychodzi, bo w magiczny sposób co parę minut znikają jego kosmetyki. Czysta magia, nie? Harry chyba na serio nie ma co robić, bo zadziera z Malikiem), Liam ogląda jakiś dziwny program w telewizji, a ja, Conn i Lou siedzimy obok niego na kanapie.
- Liam, tak w ogóle to o czym jest ten.. program? – zapytała Connie, podnosząc się z kanapy.
- Cii.. – mruknął Payne, machając dziwnie palcem i znowu przysunął się do telewizora i w skupieniu oglądał ten program.
- Aha. – Conn poszła do kuchni.
- Co robisz? – krzyknęłam za nią, nie dostałam odpowiedzi, bo wybiegła szybko z kuchni z kawałkiem mięsa, a za nią Niall. Sprawa rozwiązana, wzruszyłam ramionami i przytuliłam się do Louis’a a on pocałował mnie w policzek.
Po pięciu minutach już nie wytrzymałam, wstałam z kanapy i wydałam jakieś dziwne dźwięki i w parę sekund wszyscy znaleźli się przy mnie.
- Co się stało? – zapytał Harrold, podciągając spodnie.
- Ja już nie wytrzymam! Zróbmy coooooooś! Błagaaaaam! Czy wam się nie nudzi?!
- W sumie to mamy już plany na dziś. – rodzice weszli do salonu a my im posłaliśmy pytające spojrzenia  - Dziewczyny, Wy macie dziś sesje.. a potem jedziemy na świąteczne zakupy.
- Jak to? Już? Zakupy? – Zayn podrapał się w tył głowy.
- Tak, Zayn.. dziś jest przecież 22 grudnia.
***
- Podekscytowane? – Liam daj mi kuksańca w bok.
No tak, wszyscy od paru minut śmieją się ze mnie i Connie.. Za chwilkę mamy pierwszą poważną sesję zdjęciową, a oni z nas żartują. Nie ma to jak powaga.
- Denerwujesz się? – usłyszałam szept Tomm’a nad moim uchem.
- Troszeczkę..
- Nie ma czym, zobaczysz. Takie sesje to totalny luz.. poradzisz sobie. – uśmiechnął się.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.  –  no i skończyło się pocałunkiem, który pewnie trwałby dłużej, ale przeszkodził nam nasz kochany Daddy, a co zrobił? Brutalnie nas rozdzielił i popchnął mnie w strone garderoby, cóż za niewychowany młodzieniec. Szybko przebrałyśmy się w naszykowane ubrania i poszłyśmy na plan.
- Witajcie dziewczyny, jestem Bob..
- Budowniczy! – krzyknął Niall z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Nie, nie budowniczy. Przykro mi, ale nie tym razem. – zgasił go – A więc..
- Zdania nie zaczyna się od ‘ a więc ‘ – pouczył go Zayn.
- Dziękuję, za tą uwagę.. Jak już mówiłem jestem Bob, nie budowniczy, tylko Bob Richardson i będę waszym dzisiejszym fotografem. – pokiwałyśmy z uznaniem głowami – A wy to..?
- Jullie.
- Connie.
- Jullie i Connie, dobra. W tej sesji chodzi o to, że macie pokazać jak zwykłe nastolatki spędzają dzień.. i ona jest w celu reklamowania tych ubrań, które teraz macie na sobie, zrozumiano?
- Tak.
- Na pierwszych zdjęciach ma być coś w rodzaju powrotu do domu ze szkoły.. usiądźcie na tej kanapie – pokazał nam mebel – I zachowujcie się naturalnie, no wiecie.. rozmawiajcie ze sobą, śmiejcie się, czytajcie te książki obok na stoliku.. okej?
- Okej.
- No to zaczynamy.
Jak Bob nam powiedział tak też zrobiłyśmy. Najpierw byłyśmy lekko sztywne, ale potem zapomniałyśmy o tym, gdzie jesteśmy. Totalnie zachowywałyśmy się jak u siebie w domu.
- Było idealnie, serio. – oświadczył Richardson.  – Co zwykle robicie jak już nauczycie się i tak dalej?
- Em.. różnie.. oglądamy telewizje, jemy obiad, chodzimy na dwór, chłopcy do nas przychodzą, bijemy się na poduszki, chodzimy na imprezy.. długo by wymieniać. – odpowiedziałam.
- Okej, więc.. wyjście na dwór. Przebierzcie się w zimowe ciuchy marki Roxy, stylistki na pewno już je przyszykowały.
Po pięciu minutach wychodziliśmy do, jak się okazało, prywatnego ogrodu tego studia, w którym miałyśmy sesje. Ludzie z ekipy włączyli wiatraki, światła oraz muzykę do lepszej pracy.
- Zaczynamy zdjęcia w plenerze, zachowujcie się jak gdybyście sobie wyszły na dwór, rzucajcie się sztucznym śniegiem i tak dalej.
No i się zaczęło.. skakałyśmy na siebie, śmiałyśmy i wygłupiałyśmy. Potem Bob stwierdził, że się udało i znowu się przebrałyśmy, tym razem miałyśmy mieć zdjęcia w ‘ trakcie imprezy ‘ . Pracownicy zamontowali sprzęt i zmienili plan na wielką imprezę. Wraz z Connie zaczęłyśmy tańczyć i się wygłupiać. Przypomniały mi się nasze dawne lekcje tańca.. z których zrezygnowaliśmy, przez Janie, naszą dawną przyjaciółkę, która bez słowa wyjechała do Canaday.. obie się załamałyśmy i jakoś tak.. przestałyśmy robić to co kochamy.
- Koniec! – zarządził ‘budowniczy’ – Jest już 17:20.. na 17:40 zarezerwowałem okolice Wieży Eiffla, przebierzcie się szybko i jedziemy tam.
Mieć sesje pod wieżą Eiffla.. tego się nie spodziewałam. Gdy byliśmy już na miejscu ekipa zaczęła rozstawiać plan a my rozmawiałyśmy z chłopakami, Ian’em, rodzicami i Anne.
- I jak? – zapytała Connie.
- Jesteście wspaniałe! – krzyknął Nialler i pocałował swoją dziewczynę. Uśmiechnęłam się na ich widok i odwróciłam w stronę Bob’a, który nas wołał.
- Teraz to już profesjonalna sesja, okej? Żadnych wygłupów, tylko pozowanie i piękne uśmiechy. Zaczynamy!
No i zaczęłyśmy jakoś pozować i tak dalej. Chyba było nawet w porządku, bo Bob nic nie mówił tylko unosił kciuk w górę.
- Jest okej.. ale czegoś mi brakuje – zamyślił się – Wieża Eiffla, miłość, romantyczne chwile… no wiecie, tutaj tego brakuje. Macie chłopaków?
- Tak, to Lou i Niall – wskazałam na tych dwóch  ukochanych debili którzy turlali się po ziemi.
- Inteligentni.. – mruknął Bob pod nosem ich zawołał.
W pare sekund znaleźli się przy nas i popatrzyli na Bob’a.
- Chcielibyście wziąć udział w tej sesji? Jako chłopaki Jullie i Connie?
- Em.. musimy zapytać się naszego menagera. – odpowiedział Lou i podbiegł do taty, po paru minutach wrócił – Tak, możemy. – uśmiechnął się.
- Świetnie. – Bob klasnął w dłonie. – to mają być romantyczne zdjęcia.. chyba wiecie, o co chodzi? Tylko to nie może być sztuczne.. Pokażcie światu miłość! – krzyknął.
- Okeeej. – Niall przeciągnął i zrobił dziwną minę.
- Gotowi? Zaczynamy!
- Let’s do this poo! – krzyknął Lou.
- Ej, to moje powiedzenie! – upomniał go Harry.
Ta sesja była zdecydowanie najlepsza.. Co chwila Lou mnie obejmował i całował. Chodziliśmy obok wieży Eiffla patrząc na siebie wzrokiem pełnym miłości ze splecionymi rękami.. No ale wszystko co dobre kiedyś się kończy.
Dwadzieścia minut potem byliśmy już w studiu i mieliśmy ostatnią część sesji, czyli ‘piżama party’, na której wszyscy chłopcy brali udział.  Wszyscy byliśmy przebrani w piżamy i leżeliśmy na jakimś włochatym dywanie i udawaliśmy, że oglądamy telewizję. Bob robił zdjęcia, a my go w sumie olaliśmy bo chłopcy zaczęli się wygłupiać.. Skończyło się bitwą na jedzenie i rzucaniem poduszek. Przy drugim zajęciu rozerwaliśmy pare poduszek i wszędzie były ich wnętrzności. Gdy już skończyliśmy to popatrzyliśmy się na Richardson’a.
- Wiecie co? To była najlepsza sesja jaką w życiu miałem! I cieszę się, że to nie ja będę musiał sprątać ten bałagan po was. – wyszczerzył się.
Poszliśmy się przebrać w nasze ubrania a potem wróciliśmy jeszcze na plan, gdzie Ian, rodzice i mama Harry’ego gadali z Bob’em.
- Dzięki za sesje, było świetnie. – powiedział Liam.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę, po czym pożegnaliśmy się i opuściliśmy budynek.
- Która godzina? – zapytał Liam, który leżał na Zayn’ie, jak już byliśmy w samochodzie.
- Dochodzi 20.. – mruknęłam pod nosem i wtuliłam się w Louis’a.
- Umieeeeeeeeeraaaaam… - ryknęła Conn, która leżała na ramieniu Niallera.
- Taa, ja też.
- A my nie!  –  krzyknął Harry i zaczął densić w miejscu.
- Aha..?  –  tak jakby zapytałam patrząc na Loczka.
- A co z naszym wywiadem? - przemówił Daddy.
- Przełożyliśmy Wam go na jutro, rano. - odpowiedział mu Tata.
- Ranooooo? nieeeee! - Horan wzniósł sprzeciw.
- Raaanooo! Taaak! - moja mama go przedrzeźniała.
- Co z tymi zakupami? – zapytał Zayn.
- Nieeee! – jęknęłam wraz z Connie.
- Taaaaak! – dostałyśmy w odpowiedzi.
- Zayn.. jest już późno.. dziewczyny są zmęczone.. może jutro pojedziemy na zakupy?  - zaproponowała moja mama.
- Nieee! – zaczęli jęczeć chłopcy. Popatrzyłam bezradnie na Connie, która zrobiła usta w podkówkę.
- Przegłosowane. – odezwał się tata i skręcił do parkingu pod jakimś centrum handlowym.
- No super – mruknęłam, wychodząc z auta.
***
Jest godzina 23:11, a ja zasypiam na kolanach Louis’a. 3 godziny łażenia po sklepach mnie wykończyły. Mam już zakupione prezenty dla wszystkich na święta oraz dla Louis’a, który pojutrze kończy 19 lat.
- Daleko jeszcze? – spytałam.
- Nie wiem, za parę minut powinniśmy być na miejscu.
Okej, plus dla mnie. Może uda mi się zasnąć na kolanach Boo Bear’a  i potem mnie zaniesie do domu. No nie wiem, spróbujmy.. 

sobota, 3 marca 2012

nowe opowiadanie.

http://i-wanna-be-drunk-with1d.blogspot.com/ - oto moje nowe opowiadanie o 1D :) Historia różni sie od tej ;d
Mam nadzieje, że sie wam spodoba i będziecie czytać oraz komentować :)

niedziela, 26 lutego 2012

012.

Paryż.. Czyli co? Miasto.. niby miasto jak każde inne, ale jednak niezwykłe. Zwane miastem zakochanych.. no to chyba dobrze trafiłam, prawda? Wieża Eiffla to jedno z najbardziej romantycznych budynków w Europie. Chciałabym, żeby Lou mnie tam zabrał.. Już to sobie wyobrażam.. Romantyczna kolacja na samym szczycie, nic, tylko ja i on, czułe słówka, pocałunki, wyznania, szczere rozmowy… i..
- Jullie! – Liam bezwinnie przerwał moje rozmyślania.
- Nom? – mruknęłam.
- Pomóż. – popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem. – Pomóż ogarnąć te.. te.. stworzenia złej strony Matki Natury. – zrobił proszące oczy.
- No okej. – powiedziałam i wstałam w parapetu, na którym wcześniej siedziałam. Poszłam w głąb apartamentu, w którym panował standardowy chaos. Czyli.. Chłopaki w samych bokserkach, którzy biegali w tę i z powrotem, szukając jakiś rzeczy.. No tak, dziś ich sesja zdjęciowa.
- Widzieliście gdzieś mojego batonika? – zapytał z pełna buzią Niall.
- Masz go w buzi. – odparła Conn.
- Dzięki – wyszczerzył się.
- Gdzie moje szczęśliwe lusterko?! – krzyknął Malik.
- Masz je przyklejone z tyłu bokserek. Obróć się.. – zlustrowałam bokserki chłopaka z napisem ‘’ sexy and i know it ‘’ – Serio?
- No! Fajny napis, nie? Dostałem od babci pod choinkę. – uśmiechnął się, a ja pokiwałam z udawanym zrozumieniem głową.
- Gdzie moje bokserki?! – odezwał się Styles.
- Te w małpki? – jęknął Payne.
- Noo.
- Masz je na sobie. – powiedziałam.
- Serio? – zapytał Harry z niedowierzaniem. – To nie jestem nagi?
- Nie – odpowiedział mu Ian, który obok nas przechodził.
- A to dziwne… - mruknął Styles – no nie? – wydaliśmy jakieś dziwne odgłosy, że niby się z nim zgadzamy – A więc trzeba to zmienić! – krzyknął i zaczął się rozbierać.
- Nie! Harroldzie! Uspokój się! Idź do pokoju i ubierz się w ten strój, który wczoraj sobie przyszykowałeś, dobrze?
- no doba, dobra.  – poszedł.
Po chwili przyszli już wszyscy w miarę ogarnięci. Zayn miał na sobie koszulkę polo, a na to sweterek z podciągniętymi rękawami, jasne spodnie i Nike’i, Niall był ubrany w białą koszulkę, fioletową bluzę, białe Supry i zwykłe jeansy, Liam się ubrał w ciemne spodnie, jakąś zwykłą koszulkę i Conversy, Harry założył czarne rurki, Conversy do kostki, podkoszulek i czerwoną marynarkę, natomiast Lou miał na sobie kremowe spodnie, oliwkowe szelki, bluzkę w biało-granatowe paski, białe Tomsy bez skarpetek… chwila, chwila.. bez skarpetek!?
- Lou wracaj na górę! – powiedziałam.
- No niby czemu?
- Bo nie masz skarpetek, a na dworze jest -5 stopni!
- Ja nie lubię nosić skarpetek, moje stopy nie czują się wtedy wolne, a palce nie mają przewiewu. – mruknął obrażony.
- Dziwny jesteś…
- Ale Twój. – wyszczerzył się i mnie pocałował.
- No dobra. Dosyć tego – zażądał tata. – Jedziemy.
Po 30 minutowej podróży autem znaleźliśmy się pod studiem. Z pomocą pięciu ochroniarzy z trudem weszliśmy do budynku. Tata porozmawiał z facetem od sesji jak ma to wyglądać. Chłopcy od razu zostali ofiarami makijażystek i fryzjerek, potem poszli do jakiś stylistów. My znudzone czekałyśmy w poczekalni, aż nasi mężczyźni zaprezentują się nam w swoich kreacjach.
- Jak sądzisz, długo jeszcze? – spytałam Conn.
- Nie wiem.. ale ile oni już tam siedzą..
- Z pół godziny.. chyba. Albo i więcej..
- Mam dość.
- Ja też.
- Spać mi się chcę.
- Mi również.
- Śpimy?
- Nie wiem.. to chyba będzie trochę chamskie jak zaśniemy na ich sesji.
- No w sumie masz rację.
Po paru minutach chłopcy już przyszli. Mieli na sobie tak zwane ‘ ich typowe stroje ‘ . Zayn? Oczywiście bejsbolówka, Harry – marynarka, Lou – paski i szelki, Liam – koszula w kratę, Niall – bluzę i spodnie opuszczone w kroku. Wyglądali tak samo jak zawsze.. czyli perfekcyjnie.
- Wyglądacie świetnie, opłacało się tyle czekać. – uśmiechnęła się Conn.
- Potwierdzam – strzeliłam smajla.
- Dzięki . – chłopcy się zarumienili.
- No dobra, chłopaki. Potem sobie poflirtujecie – rzekł jakiś koleś z ekipy – Chodźcie na plan.
Jak powiedział tak też zrobili. Fotograf zgodził się, żebyśmy mogli oglądać sesję.
- Gotowi? – zapytał.
- Tak, tak.
- Let’s do this poo ! – krzyknął Harry, a my zaczęliśmy się śmiać.
- Chłopaki, w tej sesji macie pokazać, że jesteście normalnymi nastolatkami, którzy osiągnęli swoje marzenia i kochają to co robią, zrozumiano?
- Tak, zrozumiano. – odpowiedział Liam.
- No to zaczynamy.
Po słowach fotografa chłopcy zaczęli coś sobie szeptać, a ten Collins, bo tak nazywał się fotograf, ustawiał coś w aparacie. Po paru sekundach sesja się zaczęła. Chłopcy się ciągle wygłupiali. Ludzie z ekipy mówili, że właśnie o to chodzi w tej branży. Niall skakał na Liam’a, Lou i Harry robili Larry’ego, a Zayn się położył. Wyglądało to na serio śmiesznie. Potem zrobili sobie tak zwaną ‘ kanapkę ‘ . Biedny Lou był na dole.. Następnie zrobili sobie w miarę poważne zdjęcie, co wszystkich zdziwiło. Następnie chłopcy się przebrali w inne stroje i znowu się wygłupiali i szczerzyli do aparatu. Po jakimś czasie nadszedł czas na solowe sesje. Pierwszy poszedł Harry, który niczego się nie wstydził i robił to co mówił mu Collins. Drugi był Zayn.. no on to był taki.. professional model. Potem wszedł Liam, któy po prostu był sobą, następnie Lou no i na koniec Nialler. No i koniec, cała sesja trwała około 2 godzin.
- Świetna robota, zdjęcie wyszły idealne. Dobrze się z wami pracuję. – powiedział fotograf i uścisnął dłoń każdego z chłopaków.
- To my dziękujemy, że mogliśmy brać udział w sesji. – uśmiechnęli się.
- Zapewniam, że cała przyjemność po mojej stronie.
Ich rozmowa trwała jeszcze parę minut. Potem chłopcy poszli się przejść, a my usiadłyśmy w tej poczekalni. Nie minęło nawet dziesięć minut a już przyszli. Pożegnaliśmy się z ekipą i udaliśmy się do wyjścia. Było tam jeszcze więcej fanów niż wcześniej.
- Nie da rady, nie wyjdziemy tędy. – zażądał jeden z ochroniarzy.
- Może mają jakieś tylne wyjście czy coś.. – zaproponowała Connie.
- Pójdę się spytać. – mruknął tata i odszedł, a my usiedliśmy na jakiejś sofie.
- Czuje się, jak w Mission Imposible.. – jęknął Liam.
- To jest myśl.. bawimy się w Mission Imposible? – wyszczerzył się Nialler.
- No jasne, czemu nie.. wiesz, poczekaj chwilkę, zaraz pojawi się tu mój niewidzialny statek kosmiczny, którym można również podróżować w czasie. – odpowiedziałam mu z sarkazmem, a on patrzył na mnie wyczekująco. – To był sarkazm, Niall.
- Serio? O… - mruknął zawiedziony.
- To było dziwne.. – podsumował Zayn – ale zabawa w Mission Imposible nie jest zła. Tylko brakuje nam Walkie Talkie, lin, jakiś laserów, mini kamerek, podsłuchów.. i tak dalej.
- No dobra, ale ja jestem agentem 01 ! – krzyknął Liam.
- Ja 07 !  - powiedziałam.
- No to ja 08 – Louis.
- Ja będę 06 – odparła Conn.
- Ja jestem 05 – odezwał się Niall.
- No to ja… eee.. 010. – mruknął Zayn.
- A ja będe agentem 0100 ! – krzyknął Hazz.  – Więc.. let’s do this poo!
No i sie zaczęło… Czołgaliśmy się jakimś korytarzem,  a oczy wszystkich ludzi były zwrócone na nas. Potem chłopcy zaczęli robić jakieś obroty, Zayn próbował zrobić gwiazdkę, ale tylko wywalił jakąś panią, która potem zaczęła go gonić i bić torebką. Oglądaliśmy tą sytuację jako osoby trzecie i ciągle sie śmialiśmy. Postanowiliśmy pomóc czarnowłosemu i doczołgaliśmy się do tej babci, odciągnęliśmy ją i zaczęliśmy uciekać, ciągle się przy tym śmiejąc. Dobiegliśmy do ochroniarzy, gdzie już był mój tata.
- Jest tylne wyjście, chodźcie. – powiedział, a my powlekliśmy się za nim.
- Czołgamy się? – zaproponował Liam, a my wybuchliśmy śmiechem.
- Nie, już nie. – odpowiedział Lou, a tata popatrzył się na nas pytającym wzrokiem.
- Długa historia.. – odparł mu Harry.
- Chyba wolę jej nie znać.
Minęła godzina i już byliśmy w naszym mieszkaniu. Wszyscy się rozeszli.. to znaczy.. Chłopcy zaczęli grać na PlayStation w Pokemony, a ja z Connie poszłyśmy sobie popływać w basenie.
- Jak sądzisz.. jaka będzie nasza sesja? – zapytała mnie brunetka, przy 5 basenie.
- Nie wiem.. mam nadzieję, że będzie fajnie. – uśmiechnęłam się.
- Ja też. Wracamy?
- No okej.
Wyszłyśmy z wody, wytarłyśmy się ręcznikami i poszłyśmy na górę. Przebrałyśmy się w suche ciuchy i zeszłyśmy do chłopaków. Teraz grali w Fifę, wydają przy tym dziwne odgłosy, godne uwiecznienia.
- Ile można w to grać.. – mruknęłam zirytowana, gdy chłopcy grali już w 10 mecz z rzędu.
- Chłopaki… gracie już powyżej dwóch godzin.. chodźcie obejrzymy jakiś film.
- NEVER SAY NEVER! – krzyknęliśmy jednocześnie z Niallem.
- Nieee.. – dostaliśmy w odpowiedzi.
- No weźcie.. mam na DVD, Blu-Ray, pen-driv’ie, komórce, iPodzie..- Horan zaczął wymieniać.
- To może Zmierzch? Pośmiejemy się z świecącego Edwarda. – uśmiechnął się Lou.
- Albo Kac Vegas. – zaproponował Zayn.
- A może jakiś film o kotach?! – krzyknął Harry.
- Ja wiem! Ja wiem! Bajki Disney’a! O! Toy Story! – ryknął Liam.
Po półgodzinie zdecydowaliśmy, że obejrzymy The Ring. Zrobiliśmy przekąski, wzięliśmy jakieś picie i poszliśmy do sali kinowej. Harry włączył film i rozsiedliśmy się w fotelach. Ciągle coś komentowaliśmy, przy wypowiedziach chłopaków ten film przerósł w komedie. Czepiali się, że ta dziewczynka powinna się umyć, uczesać włosy, pójść do fryzjera… Lou się przyczepił, że ona też nie nosi skarpetek i nikt się jej nie czepia. Niall był ciekawy, czy ta dziewczynka nie jest głodna, Harry gadał, że jak chodzi w takich brudnych rzeczach to mogłaby od razu się rozebrać, bo nagość to normalna rzecz, Zayn stwierdził, że może pożyczył by jej lusterka, żelu do włosów i szczotki, a Liam za to był ciekawy czy to łyżka ją zabiła. Czyli duchowy facepalm, ponownie.

Film skończył się dosyć późno. Miałam zamknięte oczy, myślałam, że Lou uzna że śpię i zaniesie mnie do naszej sypialni, no ale mi się nie udało.
- Kochanie, wiem że nie śpisz. – szepnął całując mnie gdzie za uchem.
- Ehm.. – mruknęłam. – Zanieś mnie – wyciągnęłam do niego ręce.
- A co z tego będę miał?
- Satysfakcję, że pomogłeś biednej dziewczynce w potrzebie?
- No dobra. – Wziął mnie na ręce i zaniósł do góry. Reszty nie pamiętam, bo chyba zasnęłam w jego ramionach.
___________________________________________

No i mamy dwunastkę. 
Szczerze? To wydaje mi sie być taka naciągana.. Pisana o 1 w nocy, dokończona o 9 rano :D
Jestem ciekawa co wy o niej sądzicie. Jak zwykle.. PROSZĘ O SZCZERE KOMENTARZE, i jakbyście mogli to napiszcie w komentarzach NICK  Z TWITTERA, bo już sie pogubiłam w tym wszystkim.
Hope you like it :D xx

piątek, 24 lutego 2012

011.

Poczułam usta. Malinowe, delikatne usta.
Prawą powiekę uniosłam ku górze i zobaczyłam Louiego, który pochyla się nade mną i całuje w usta. Uśmiechnęłam się do siebie i zapytałam.
- Co się dzieje, Lou?
- Już czas wstawać,  księżniczko. Dziś lecimy do Paryża. – szepnął.
- A no taaak. – usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się – Długo nie śpisz?
- Jakieś pół godzinki.
- Która godzina?
- Dochodzi wpół do ósmej. – odpowiedział i pocałował mnie w policzek.
Uśmiechnęłam się do niego, sięgnęłam po naszykowane ubrania i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic, ubrałam się w czystą bieliznę, czarne rurki i luźną, białą bluzkę. Rozczesałam włosy, lekko je pokręciłam i wyszłam z łazienki. Louis popatrzył na mnie i szeroko się uśmiechnął, po czym wziął swoje ciuchy i zniknął za drzwiami łazienki. Po dwudziestu minutach wyszedł ubrany w dżinsy i beżowy sweter.

***
- No ale ja chcę jeszcze dżemu! – wydarł się Niall przy śniadaniu.
- Nie, Niall. Nie dostaniesz już dżemu. – powiedziała opanowany Liam.
- No ale czemu?
- No bo nie.
- No ale czemu ‘ no bo nie ‘ ?
- Żebyś miał kurwa rebusa, dziecko. – mruknął Daddy.
- Zawsze tak jest, że nikt nie liczy się z uczuciami biednego Horanka. – mruknął blondas pod nosem.
- Ja pierdolę.. – znowu odezwał się Payne.
- Liam, nie przeklinaj. – upomniał go tata, a on się uśmiechnął przepraszająco.
- To jak? Wszystko już spakowane i dopięte na ostatni guzik? – upewniał sie Ian.
- Tak!
- No dobra, znoście już bagaże na dół.
- Ale ja chcę dżeeeeeeeeem! – krzyknął Horan, a ja go lekko trzepnęłam w głowę. – Za co to? – skrzywił się.
- Za dżem. – opowiedziałam, a on popatrzył się na mnie pytająco. – Zjadłeś mój ulubiony dżem truskawkowy i porzeczkowy i nutellę. Jeszcze ci mało?
- A wyobraź sobie, że tak. Mało mi. Chcę więcej.
- O popatrz. To przykre, bo nie dostaniesz.
Niall się ode mnie odwrócił i udał, że się obraża. Po paru minutach skończył swój teatrzyk i zjadł dwa naleśniki.
- Niall.. – mruknął Harry.
- Co ? – dostał w odpowiedzi.
- Ile jeszcze będziesz jadł tych naleśników?
- No nie wiem, jeszcze jednego, dwa… ewentualnie dziewięć. A co?
- Nic.. jedz w spokoju. – rzekł Harry – No dobra.. to niech on tutaj konsumuje i tak dalej, a my pójdziemy po te wszystkie torby. Okej?
- Tak, tak. – odpowiedzieliśmy.
Całą szóstką poszliśmy na górę. Weszłam z Louisem do mojego pokoju, on wziął już swoją walizkę i poszedł na dół. Udałam się jeszcze szybko do toalety. Lekko ogarnęłam swój wygląd i załatwiłam moje potrzeby. Cudem wypchnęłam walizkę z mojego pokoju. Zauważyłam, że już każdy był na dole. Nie chciało mi się nikogo wołać, więc postanowiłam, że sama sobie poradzę. Trochę pchania i walizka znalazła się przy schodach. No właśnie… schody. Przypomniały mi się sceny z różnych kreskówek dla dzieci. Bez wahania położyłam walizkę i na niej usiadłam. Lekko się odepchnęłam i zjechałam po schodach robiąc przy tym dużo hałasu. No oczywiście jak już byłam na dole to nie zahamowałam i wywaliłam się. Leżałam w dość dziwnej pozycji. Lewa ręka jakoś tak mi się śmiesznie wygięła do prawej nogi. Głową dotykałam brody i byłam zwinięta w kłębek. Nie minęło nawet dziesięć sekund i każdy znalazł się przy mnie. Chłopcy, Conn, tata i Ian zaczęli się ze mnie nabijać i śmiać, a mama i Anne zrobiły facepalm’a. Gdy już się ogarnęli pomogli mi wstać.
- Okej, okej. Już dosyć tego. – powiedział tata. – Ubierajcie sie.
Tak jak powiedział tak też zrobiliśmy. Szybko założyliśmy buty i kurtki. Mieliśmy już wychodzić, ale Liam krzyknął.
- Nie! Stop! Nie ruszajcie się. Zapomnieliśmy o ważnej rzeczy.
- Niby jakiej? – spytała Connie.
- Mianowicie o witaminkach.
- No właśnie, dziś nie braliśmy naszych witaminek. – oburzył się Zayn.
- To nie fair. – dodał Lou.
- Tatusiu.. pójdź po witaminki. Postawiłem je w szafce nad blatem w kuchni. – powiedział Harry.
- Weź te dinozaurki! – rzekł Niall.
- Nie! Niech weźmie zwierzęta!
- Ale ja wolę warzywa!
- A może tak by żel do włosów lub lustra?
Wraz z Conn, tatą, mamą, Anne i Ian’em przypatrywaliśmy się ‘’ kłótni’’ chłopaków z szeroko otwartymi oczami.
- Jakie znowu witaminki?! Po ostatnich stwierdzono u Nialla zawyżenie cukru! – zirytował się tata.
- A no bo wtedy zjadłem całe pudełko na raz. A teraz Liam nas pilnuję. I codziennie daję nam porcję witamin, które powinien brać każdy z was. – powiedział Horan, pokazując nam język.
- No dobra, chłopcy! – rzucił Liam, który trzymał w dłoni jakiś słoik z żelkami w środku. – Musujące się już skończyły, więc wziąłem żelki. Ustawcie się w rządku, gęsiego. – chłopcy ustawili się, a Liam podchodził do każdego z nich – Lou, proszę to dla Ciebie. Żelek marchewkowy . – powiedział i wsadził Louisowi żelka do ust, tak samo zrobił z Zayn’em, który dostał witaminkę w kształcie lustra, Niall’em, który dostał dinozaura i Harr’emu, który dostał kota. A sam Liam wziął sobie jakiegoś ludka.
- To będzie dłuuuuga droga do lotniska. – mruknęłam, gdy zobaczyłam chłopców kłócących się o to, która witaminka była bardziej ‘’ witaminsza ‘’ . Duchowy facepalm, tak wiem.

***
- Proszę zapiąć pasy, startujemy. – usłyszałam głos stewardessy w głośnikach. Zrobiłam to co kazali i przygotowałam się do startu. Siedziałam sobie wygodnie na dość dużym fotelu w prywatnym samolocie taty. Lou siedział obok mnie, naprzeciw był Zayn z Liam’em, a za nami siedział Harry z Niallerem i Conn. Rodzice, Ann i Ian siedzieli gdzieś na przodach samolotu.
Po starcie odpięliśmy pasy i mogliśmy robić to na co mamy ochotę. No i się zaczęło. Trochę porzucałam się chrupkami z Zayn’em, pobawiłam się figurkami Toy Story z Liam’em, poplotkowałam z Conn, poczesałam loki Harry’ego i powygłupiałam się  z Niallem. Lou siedział dość cicho i czytał książkę. Dziwne, nie?
- Zauważyliście, że Lou czyta? – zaczęła Connie.
- No tak. To dość.. hm.. nieprzyzwoite jak na niego. – mruknął Zayn.
- I bardzo dziwne. – dodał Harry.
- Masz jeszcze numer do tego psychiatry ? – Liam zapytał mnie.
- Tak, mam go zapisanego w telefonie, no wiecie.. tak na wszelki wypadek.
- Spoko, spoko. To jak ? Umawiamy Louisa do psychiatry? – wyszczerzył się Niall.
- Tak! – krzyknęłam i zaczęłam dzwonić do tego lekarza.
- NO JIMMY PROTESTED! – krzyknął Lou, tak głośno, że wszyscy oprócz niego upadliśmy na podłogę i zaczęliśmy się śmiać.
- To co teraz robimy? – zapytała Connie po fali śmiechu.
- Robimy Twitcama albo gramy w butelkę. – zaproponował Nialler.
- Proponuję najpierw Twitcam, a potem butelka. – uśmiechnął się Liam, a my się zgodziliśmy. Lou włączył laptopa i usiedliśmy w siódemkę na dużej kanapie, tak, aby każdego było widzieć. W parę minut oglądało nas kilkadziesiąt tysięcy ludzi i z każdą sekundą ta liczba się zwiększała. Chłopcy opowiedzieli gdzie jesteśmy i dokąd lecimy. Nadszedł czas na pytania od fanów.
- A więc.. mamy tu pytanie od Christy i ona chce wiedzieć, kto z nas jest singlem a kto nie. – zaczął Liam – Więc.. chłopcy?
- Jestem singlem. – powiedział Harry.
- Ja też. – Zayn.
- Ja jestem w szczęśliwym związku z najlepszą dziewczyną na świecie – Niall pocałował Connie policzek a my zrobiliśmy zbiorowe ‘ awwwww ‘ .
- Ja nie mam dziewczyny. – powiedział Payne.
- A ja mam – wyszczerzył się Lou – Siedzi tu, obok mnie. – wskazał na mnie – I jest najlepszą osobą, jaką kiedykolwiek w życiu spotkałem, nie licząc chłopców. – objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w jego tors. Pocałował mnie w czoło i znowu usłyszeliśmy ‘ awwwwwww ‘ .
- Dobra, czas na kolejne pytanie. To jest od Destiny i ona chce wiedzieć, czy mamy jakieś życzenie, marzenie. Coś, żeby zmienić nasze życie. – powiedział Zayn. – No to? Ja zacznę, ok? No okej. A więc.. ja nie chciałbym zmienić niczego w swoim życiu, bo kocham moje życie.
- Jak słodko. A ja chciałbym… Sam nie wiem co bym chciał.. a może.. o wiem. Chciałbym jedno życzenie przemienić w dwa życzenia. – Harrold strzelił smajla.
- Dziwne.. – mruknął Liam – Ja, tak samo jak Zayn. Mam wszystko o czym tylko mogłem marzyć. Niczego już nie potrzebuję.
- Ja też. – rzekł Lou.
- I ja. – dodał Niall, który patrzył na Connie.
Odpowiadaliśmy jeszcze na wiele pytań, ja i Conn trochę o sobie opowiedziałyśmy i pożegnaliśmy się z fanami. Mieliśmy grać w butelkę, no ale przerwała nam Anne, która mówiła nam, żebyśmy już zapięli pasy – lądujemy.
Wylądowaliśmy. Wyszliśmy z samolotu.. na dachu jakiegoś apartamentu!? What the fuck!? Popatrzyłam się pytająco na tatę.
- No o co chodzi? – spytał z idiotyczną miną.
- Czemu jesteśmy na dachu?
- A.. zapomniałam Was powiedzieć. Nie będziemy w hotelu, parę miesięcy temu kupiłem tu mieszkanie na takie wypady. Duży apartament, pare pięter. Coś dla nas.
- Aaaa.. Rozumiem. Spoko – uśmiechnęłam się do taty.
Weszliśmy do tego apartamentu.. było wspaniale. Tata się naprawdę postarał. Nowoczesny wystrój, salon gier, mini sala kinowa, kryty basen w jednym pomieszczeniu… No normalnie było idealnie. Dostaliśmy kluczyki do pokoi i się rozeszliśmy, ja miałam spać z Tomm’em, Conn z Niallerem, a Harry, Liam i Zayn mieli osobne pokoje. Spodobał mi się ten układ. Byłam bardzo zmęczona, wyciągnęłam z mojej walizki koszulkę Louisa, która służyła mi za piżamę, bieliznę i poszłam do łazienki, która była również niesamowita. Szybko się umyłam, przemyłam twarz, wysuszyłam włosy i wskoczyłam do łózka, w którym leżał Lou.
- Już się myłeś? – spytałam.
- Tak, Liam dał mi skorzystać z łazienki – uśmiechnął się. – Jestem zmęczony.
- Oj, nie tylko ty.
- To jak? Śpimy?
- No chyba tak. – odpowiedziałam, delikatnie musnęłam jego usta i wtuliłam się w nagi tors. – Dobranoc Lou.
- Dobranoc, księżniczko.
_______________________________________________
To już 11. :)
Chciałam Was bardzo przeprosić, że tak długo nie dodawałam żadnego rozdziału. Brak czasu i weny.. no kurde, mam tyle pomysłów a po prostu nie umiem ' przelać tego na papier ' i jakieś takie dziwne rozdziały mi wychodzą.
Nie wiem czy dobry czy nie.. dla mnie taki średni. Jak pisałam ten rozdział to sobie wyobrażałam wszystko.. no np. jak Liam karmi chłopaków żelkami xD
W mojej głowie to wygląda zabawnie, no ale nie wiem co Wy o tym sądzicie.
W ankiecie było 46 głosów. Czy to znaczy że tyle osób czyta moje wypociny? wątpie ;c
Co do tych perspektyw.. to tak, będe pisać. Ale rzadko.. tylko jak będą jakieś dramaty czy coś. 
CHCIAŁAM WAM PODZIĘKOWAĆ ZA 27 KOMENTARZY! wiem, że to nie jest wcale tak dużo. Bo czytam blogi gdzie po godzinie dodania rozdziału już jest ponad 30 komentarzy.. no ale . ;d
Mam wieeeeelką prośbę.. żebyście pisały w komentarzach co było najśmieszniejsze, najlepsze.. a co najgorsze w rozdziale itp. :)
Mam nadzieję, że pojawią się tu jakieś komentarze <3

środa, 8 lutego 2012

010.

- To już jutro – mruknęłam do siebie, leżąc w łóżku. Wstałam, podeszłam do  biurka  i skreśliłam kolejny dzień w kalendarzu. Te kilka dni tak szybko minęły i już jutro lecimy do Francji. A tam czeka mnie i Conn pokaz mody i sesja zdjęciowa do ELLE, chłopcy będą mieli jakiś wywiad, koncert, podpisywanie płyt i chyba sesję,  a co potem? No właśnie… potem zasłużony odpoczynek dla naszych gwiazdorów. Urodziny Louis’a,  Świąteczny poranek, pierwszy dzień świąt, tymczasowy ‘’urlop’’ i Sylwester. No właśnie.. umówiliśmy się, że urodziny Tomlinsona będziemy świętować w dzień przywitania Nowego Roku, zrobimy ‘’małą’’ imprezkę w Paryżu, czyli szykuje się gorący Party Time, potocznie zwany Party Hard. A w jego urodziny spędzimy czas wszyscy razem, bez żadnych dodatkowych znajomych, alkoholu.. ani nic takiego. Zrobimy sobie taki czysto rodzinno-przyjacielski wieczorek. Brzmi fajnie.. i pewnie tak będzie.
***
- Tato, a tak w ogóle to z kim będziemy spędzać te Święta? – zapytałam przy piątkowym śniadaniu.
- No jak to z kim? My, ty, Connie, chłopcy, Ian..
- No tak, tak. To wiem, a będzie ktoś jeszcze?
- Słyszałem, że Nina ma przylecieć. – (dop. Aut. Nina Dobrev – dziewczyna Ian’a S. )
- Serio? To fajnie, w sumie to dawno jej nie widziałam.
- I chyba będą jeszcze rodziny chłopców, a no i Ronan.
- Ronan?! – krzyknęłam, zdziwiona. Szczęka mi automatycznie opadła i mogę dać rękę sobie uciąć, że moje oczy wyglądały jak przedziurawione marchewki Louisa, przez Harry’ego. – Ale jak to?! Ten Ronan?
- Tak ten Ronan – tata się zaśmiał i próbował mnie parodiować – Ten. Twój kuzyn, Ronan Parke.
- To wspaniale.. a Mick i Pray? – zapytałam niepewnie.
- Mick powiedział, że postara się przylecieć, a co do Pray to tak. Jej stan zdrowia się poprawił i ustabilizował. Możliwe, że będzie mogła z nami zamieszkać na stałe. – uśmiechnął się.
- Serio?! To jeszcze lepiej! – uściskałam tatę. – Coś czuję, że to będą nasze najlepsze święta.
- Możliwe – stwierdził – Jullie, już pięć po ósmej, na którą dzisiaj masz?
- Eee… na 8:30.
- To zbieraj się i jedziemy. Lou dzwonił z rana, że Cie przeprasza ale nie będzie mógł cię podwieźć, tłumaczył się czymś tam, że Zayn wrzucił mu swój żel do włosów do pralki, do prania i biedny teraz nie ma czystych bokserek. – tata zaczął się śmiać a ja razem z nim.
- Idioci. – mruknęłam, wchodząc po schodach. Przekroczyłam próg mojej sypialni, sięgnęłam po torbę, wrzuciłam do niej iPhona, parę funtów i jeszcze inne ‘’niezbędne mi rzeczy’’ i przejrzałam się w lustrze. Dziś lekko pokręciłam swoje rude włosy, nałożyłam na siebie białą, krótką bluzkę z czarnym sercem na środku, wpuściłam ją w czarne rurki i na wszystko narzuciłam jeszcze biało czarną bejsbolówkę. W sumie to nie wiem czemu postawiłam na biały i czarny, no ale jakoś tak się wzięło. Zbiegłam po schodach, wbiegłam po kuchni, krzyknęłam do taty, że już jestem gotowa, wzięłam jeszcze jabłko i podbiegłam do drzwi. Ładne kółeczko zrobiłam. Założyłam czarne kozaki, płaszczyk, szalik oraz czapkę i czekałam na tatę. Wreszcie zjawił się wyżej o to wspomniany, ubrał się co zajęło mu pięć minut, bo zgubił gdzieś kluczyki do auta. Wreszcie wyszliśmy z domu, ówcześnie żegnając się z wujkiem i mamą.
Pod liceum dojechałam jakieś dziesięć minut po wyjściu z domu, pożegnałam się z tatą buziakiem w policzek i wybiegłam z samochodu do szkoły. Szybko przebiegłam do swojej szafki i ujrzałam Connie. Wyciągnęłam potrzebne książki na pierwszy przedmiot – chemię i ruszyłam do przyjaciółki.
- Hej – przytuliłam Conn.
- Co tam? – zapytała.
- A gites majonez, normalnie.
- Czemu?
- No bo wiesz.. – miałam już jej zacząć opowiadać o Ronanie i moim rodzeństwie, ale zauważyłam, że czegoś bądź kogoś brakuje. – Gdzie chłopcy?
- Nie wiem.. rozmawiałam jakieś 10 minut temu z Niall’em i mówił, że zaraz powinni być. – jak na zawołanie, z hukiem otworzyły się wejściowe drzwi. – O proszę, mamy ich.
Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zobaczyłam Louis’a, biegnącego wraz z chłopakami w naszą stronę. Na przywitanie zostałam przytulona przez zespół i pocałowana przez Tomlinsona.
- Jullie, to czemu ‘’ gites majonez’’ ? – zapytała mnie Conn.
- No wiesz, jedziemy do Francji.. spędzimy tam święta, poznamy rodziny chłopaków, spotkam się z moją rodziną..
- Dobra, nie udawaj.. przejdź do sedna sprawy.
- No i będzie tam Ronan!
- Ten Ronan?!
- Tak ten Ronan!
- Jak ja go dawno nie widziałam.. – mruknęła Connie.
- Ja też. Pewnie się zmienił..
- Wyprzystojniał.. – zaśmiałyśmy się.
- Eee.. jaki znowu Ronan? – spytał Niall.
- Twój były? – upewniał się Lou, a my wybuchłyśmy śmiechem.
- Nie, nie mój były. Lecz mój 14-letni kuzyn.  – odparłam. – I jeszcze podobno będzie Mick i Pray!
- Twoje rodzeństwo? – rozpromienił się Payne.
- Tak.
- Wiecie co.. to będą udane święta – mruknęła Conn a my jej przytaknęliśmy z uśmiechami.
- Jak tam Twoje bokserki, Lou? – zapytałam po chwili ciszy, a chłopcy zaczęli zwijać się ze śmiechu, no oczywiście z wyjątkiem Carrotki.
- Nie przypominaj, proszę.
- No ale my z chęcią o tym opowiemy. – zaczął Harry.
- Ten tu o to żywy i stale oddychający idiota, Zayn Malik, postanowił ‘’zrobić eksperyment’’ jak to nazwał. – powiedział, śmiejący się Daddy.
- No i wylał swój, jakże klejący się żel do włosów do prania z gaciami naszego Bear’a  - dodał Niall.
- I on nie miał, żadnych, ale to żadnych w miarę czystych gaci i musieliśmy, czyli ja musiałem, o 7 rano w gaciach od piżamy lecieć do jakiegoś sklepu i kupić Louisowi bokserki – kontynuował Zayn – Ale on się uparł, że chce te takie z marchewkami, które dodawali do jakiś tam witaminek, Więc kupiłem te witaminki, wpieprzyłem wszystkie w parę minut i wróciłem do mieszkania. No i Lou się odział w czyste gatki.
- A wiecie co? – zaczął wyszczerzony Harrold – Dzisiaj wyrósł mi pierwszy włos na klacie! – wykrzyknął i zdjął koszulkę – O tu o – zaczął nam pokazywać .
Teraz to już wszyscy zaczęliśmy się niepohamowanie śmiać. No ale trzeba było się ogarnąć – byliśmy w końcu w szkole, niestety.

***
Ostatnia lekcja, upragniony dzwonek. W wesołych humorach opuściliśmy budynek szkoły. Weszliśmy do Vana Louis’a i odjechaliśmy. Chłopcy i  Conn mieli pojechać do siebie się spakować, a potem przyjechać do mnie. Jak jutro z rana mamy samolot, to tata zarządził, że 1D wraz z moją przyjaciółką u nas przenocują. Lou zaparkował pod moim domem, pożegnałam się z nim lekkim pocałunkiem w usta, po czym opuściłam samochód. Wbiegłam do domu, witając się z rodzicami i Ian’em. Potem w pośpiechu skierowałam się do siebie i myślałam co zabiorę. Jedziemy tam na jakieś trzy tygodnie. Włączyłam Up All Night w moim odtwarzaczu i wyjęłam wielką walizkę.
- Pora zacząć pakowanie. – powiedziałam w myślach.

***
- Wszystko spakowane? – Ian zapytał mnie, gdy wspólnie oglądaliśmy telewizję.
- Tak, walizki mam na górze.
- Okeeej. A kiedy Connie i chłopcy przyjeżdżają ?
- No nie wiem, zaraz zadzwonię do Liama.
- A czemu nie do Louis’a?
- Gdybym zadzwoniła do niego to zamiast dowiedzieć się kiedy przyjdą, dawałby mi wykład o marchewkach, a poza tym.. Liam jest najbardziej ogarnięty z tej całej piątki.
- Taaak, też to zauważyłem.. no ale czemu on się boi łyżek?
- Nie wiem.. – wzruszyłam ramionami – To jak.. Nina spędzi z nami święta?
- No tak, nie jesteś zła?
- Zła? No coś ty.. stęskniłam się za nią. – uśmiechnęłam się do wujka. – No dobra, to ja idę dzwonić do Payne’a.
Poszłam do swojego pokoju, sięgnęłam po iPhon’a i wykręciłam numer do przyjaciela. Odebrał po trzecim sygnale.
-Witaj Liamie. – powiedziałam.
- Dzień dobry, zacna Julio. – odparł i wybuchliśmy śmiechem.
- No dobra, spokój. Za ile przyjeżdżacie?
- A co tak bardzo się za nami stęskniłaś?
- Taaa.. no ale na serio, za ile?
- Nie wiem.. zaraz się ich zapytam… Chłopcy, za ile jedziemy?! – wydarł się do chłopaków. – Okej, okej. Zaraz powiem Julii.
- I jaaaak? – spytałam.
- No więc, Niall musi jeszcze spakować lodówkę, Harry.. w sumie to nie wiem co on musi zrobić, chyba teraz lata bez gaci po ogródku i lepi coś ze śniegu..
- Czekaj, czekaj.. pozwól, że ci przerwę.. Weź Harrolda za kłaki z tego dworu, przecież się dziecina przeziębi.. a tak w ogóle to co on robi u was?! Przecież mieszka ze mną…
- Nie wiem.. jak przyszedł to stwierdził, że brakuje mu nagości w Twoim domu, rozebrał się i poszedł na dwór.
- Aaa… czyli norma czy dzwonić po jakiegoś psychiatrę?
- Nie, to zdecydowanie norma. – opowiedział.
- A co z resztą?
- Zayn przykleja swoje lusterka do kieszeń we wszystkich ciuchach żeby zawsze, mógł zobaczyć jak wygląda.. Taa… norma, no nie?
- Bardzo. To jak? Dzwonić do zaufanego psychiatry?
- Nie.. a tak w ogóle to skąd masz numer do psychiatry?
- No wiesz.. eem..
- No mów.
- Powiedzmy, że już kiedyś rozmawiałam z nim o waszych dziwnych zachowaniach.
- A, spoko.
- A co robi Lou?
- Lou? A nie wiem, zaraz zobaczę – słyszałam jak wchodzi po schodach – Wolisz nie wiedzieć..
- No powieeeeeedz.
- No dobra, więc Twój ukochany, podlewa swoją hodowle marchewek, śpiewając do nich.. i chyba je mył, ale się nie przypatrzyłem.
- Patologia. – mruknęłam.
- Mi nie musisz o tym mówić, zapewniam. – zaśmiał się.
- A ty co robisz?
- No jak to co? Jak na Daddy’iego przystało czytam książkę. – prychnęłam.
- Znowu studiujesz ‘’ Oswojenie z łyżkami ‘’ ?
 - Tak. Wyobraź sobie, że dzisiaj powąchałem łyżkę.
- I jaki był efekt?
- Chłopcy musieli mnie wyciągać spod łózka.  – oznajmił.
- To i tak lepiej, niż poprzednio, pamiętasz?
- Nie przypominaj.
- Hahahah. Ale to było na serio godne podziwu.. no bo kto o 1 w nocy ucieka z domu, bo stwierdził , że łyżka się na niego patrzy?
- No tylko ja.  Jeszcze raz dziękuję, że mnie wtedy przyjęłaś.
- Spoko, nie ma problemu. Polecam się na przyszłość.
- Okeeej. Dobra to my niedługo przyjedziemy, Connie napisała właśnie Niallerowi  esa, że jest już gotowa i możemy po nią przyjechać.
- No dobra, to pa.
- Cześć. – rozłączył się.
Zeszłam na dół i opowiedziałam wszystkim, co robią teraz chłopcy. Mama co chwile się załamywała ich zachowaniem, tata brał jakieś leki na uspokojenie, a Ian się ciągle śmiał. Jeden normalny. Dochodziła 20. Poszłam z Ian’em zrobić jakąś kolację. Zdecydowaliśmy się na kurczaka w sosie, z ziemniakami i sałatką do wyboru. Nim się obejrzałam, wszystko było gotowe, była godzina 20:43. Poszłam obejrzeć jakiś film. Nastawiłam sobie ‘’ Straszny film ‘’ – parodia wielu horrorów. Oglądałam jakieś dziesięć minut i przyszli chłopcy i Connie.  Zastopowałam film i poszliśmy zjeść kolacje. Wszyscy konsumowaliśmy normalne ilości, oprócz Niall’a, który zjadł chyba z pięć dokładek.
- Idziemy oglądać ‘’ Straszny film ‘’ ? – zaproponowałam.
- No jasne. – usłyszałam w odpowiedzi.
Rozsiedliśmy się w salonie. Ziam wraz z Harrym zajęli kanapę, a ja i Lou położyliśmy się na podłodze. Connie zaś z Niallerem zajęli drugą sofę. W między czasie Ian przyniósł nam jakieś przekąski, bo Niall zgłodniał. I czemu mnie to nie dziwi..  Zaczęliśmy oglądać film no i zaczęły się komentarze.
- Ej, ten ‘’ Straszny film ‘’ wcale nie jest straszny. – powiedział Harry.
- Bo to parodia horrorów, ciołku. – odezwał się Li i  walnął Styles’a w głowę.
- Nie bij mnie! – krzyknął Harrold, niczym mała dziewczynka. – Mamo! Liam mnie biję! – wydarł się na cały dom.
- Harry, uspokój się ! – dostał w odpowiedzi od Anne.
- Hazza, weź po prostu do ręki łyżkę i po sprawie – poradziłam mu.
- Nie, błagam.. wszystko tylko nie to! Będę grzeczny obiecuję! Błagam..! Zrobię wszystko co chcesz! – prosił Liam.
- Wszystko? – Harry poruszył zabawnie brwiami.
- Ekhem.. no zależy jak bardzo brudne myśli chodzą Ci po głowie. – odparł.
- No dobra.. tym razem ci podaruję, ale następnym razem.. będzie ostro.
- Już się boję.. – mruknął Liam z sarkazmem.
Po ich interesującej wymianie zdań wróciliśmy do oglądania filmów. Nie obyło by się bez bekania i bąków Niall’a oraz jego śmiechu i bez żartów Louisa. No ale to standard… w miarę. Po skończonym filmie przyszedł do nas tata i dawał nam, w sumie to chłopakom, zasady jakich mają przestrzegać w Paryżu. Zrobił im też szybki kurs, zachowywania oraz sposobu jedzenia w restauracjach. Niall się prawie rozpłakał gdy usłyszał, że nie będzie mógł jeść rękami… Liam za to wpadł w histerię, gdy się dowiedział , że nie będzie przez słomkę jadł zup oraz , że nie będzie mógł jeść lodów nożem, bądź widelcem. Gdy tata skończył swoją wciągającą wypowiedz, przyszła do nas mama z Anne.
- No, dochodzi już 1:30. – odezwała się rodzicielka Harry’ego.
- Zayn, Liam – zwróciła się mama do chłopaków – Macie już naszykowane pokoje do spania.
- Dziękujemy – powiedział Payne i posłał jej uśmiech.
- A co ze mną i Louisem? Mamy spać na stole, pod stołem czy w ogródku lub w basenie?.. albo.. niech pomyśle.. – zaczął Niall.
- Niall, nie myśl. – zgasił go Ian.
- No ale czemu? – dopytywał się chłopak.
- Ehm.. Wiesz, nie chcemy , żeby Cię głowa zaczęła od tego boleć – odparł mu wujek.
- A.. rozumiem, dzięki, że się o mnie martwisz – wyszczerzył się, a pozostałe osoby włącznie ze mną zrobiły tak zwane facepalmy. – No co?! Wy mi po prostu zazdrościcie, że to o mnie się martwi Ian a nie o was. -  wypiął dumnie klatkę piersiową.
- Tak, no właśnie.. – odpowiedział mu Liam, czujecie ten sarkazm?
- Ale Niall ma rację – odezwał się Lou, a my popatrzyliśmy się na niego z miną pt. Are you fucking kidding me ? – Po części – szybko dodał, a my odetchnęliśmy – No bo gdzie my mamy spać?
- Oj, już nie udawajcie. Przecież wiemy, że te noc Niall spędzi w towarzystwie Connie, a ty wspólnie z Julli. – powiedział mój tata. Ja, Conn, Horan i Tomlinson zaliczyliśmy wstyd i buraki na twarzy, a reszta śmiech.
- No dobra.. to ja już.. ekhm… idę spać. – mruknęłam.
- My też – powiedziała reszta i rozeszliśmy się do swoich pokoi.

***
Umyta i ubrana w piżamę wyszłam z własnej łazienki. Ostrożnie przymknęłam drzwi i zerknęłam w stronę łóżka. Lou leżał odwrócony do mnie plecami i oddychał równomiernie. Chyba spał. Cichutko podeszłam do łoża, odsunęłam kołdrę i delikatnie wsunęłam się pod nią. Ułożyłam się wygodnie do snu i jeszcze przez chwilkę popatrzyłam na mojego ukochanego. Miał przymknięte powieki, na jego twarzy gościł lekki uśmiech, a mokra grzywka opadała bezwładnie na jego czoło. Powąchałam jego ramię, pachniał moim, malinowym płynem do mycia ciała. Uśmiechnęłam się do siebie, pocałowałam go w policzek i przewróciłam się od niego plecami. Miałam już odchodzić w krainę Morfeusza, ale poczułam jak Jego silne dłonie obejmują mnie od tyłu. Odwróciłam się do niego głową i zobaczyłam, że jego otwarte oczy, dokładnie lustrują moją twarz. Uśmiechnął się do mnie.
- Nie spałeś? – zapytałam szeptem.
- Nie. – odpowiedział równie cicho. – Kocham cię, wiesz?
- Wiem, ja też cię kocham, Lou.
- Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś Cię skrzywdził.
- Mi by wystarczyło, jakbyś powiedział, że ty mnie nigdy nie skrzywdzisz.
- Nigdy nie pozwolę sobie, żebyś przeze mnie uroniła choć jedną smutną, łzę. Nigdy Cie nie opuszczę, nigdy nie przestanę Cie kochać. Nigdy..
- Loui, wierzę Ci. Przestań już z tym ‘’ nigdy ‘’.. bo ‘’nigdy’’ to takie duże słowo..
- Kochanie, co się dzieje? – spytał mnie z troską w głosie.
- Nic..
- Jullie..
- Po prostu się boję..
- Ależ, czego?
- Raczej o co..
- O co?
- O nas. – opowiedziałam, patrząc mu w oczy – Boje się, że Cie stracę..
- Kochanie.. nawet tak nie myśl. To – wziął moją rękę i położył na swoim sercu – Biję dla Ciebie i nie zamierza przestać.
- Dziękuję.. – uśmiechnęłam się lekko.
- Nie masz za co.. to prawda. – pocałował moją dłoń.
- Ale z Ciebie romantyk. – mruknęłam.
- Miło mi to słyszeć, księżniczko. – pocałował mnie w policzek, a ja mu się odwdzięczyłam pocałunkiem w usta, który odwzajemnił.
- Lubię, gdy mówisz do mnie ‘’ księżniczko ‘’ .
- Księżniczko, księżniczko, księżniczko, księżniczko.. – zaczął, a ja się zaśmiałam.
- Starczy, Lou. – namiętnie pocałowałam jego usta, a nasze języki stały się jednością. Po krótkim, lecz przepełnionym miłością pocałunku, wtuliłam się w jego nagi tors i przymknęłam oczy. On natomiast objął mnie swoim ciepłym ramieniem, ucałował w czoło i oparł na nim głowę.
- Dobranoc – mruknęłam.
- Śpij dobrze, księżniczko. – odpowiedział. 

_______________________________________________________

Dzień dobry, zacne czytelniczki :D
To już dziesiątka. Szczerze? Dla mnie nawet okej, najbardziej podoba mi się ten '' romantyczny '' (taki miał przynajmniej być) koniec rozdziału.
No to tera przez 2-3, może więcej lub mnie rozdziałów będzie słodko.. a potem? No to.. akcja sie lekko zmieni.. mam wrażenie, że to Was zaskoczy, ale sie zobaczy. ;)
A wy co sądzicie o tym rozdziale?
Wyszło mi '' romantycznie '' ?
Są jakieś zabawne momenty w nim?
Wiecie co? ;d od następnego rozdziału zacznę pisać chyba z perspektywy innych bohaterów, i myśle nad tym, żeby rozdziały były krótsze, lecz cześciej dodawane, a wy co o tym sądzicie?
BYŁABYM BARDZO WDZIĘCZNA, GDYBYŚCIE BRAŁY UDZIAŁ W ANKIECIE O PERSPEKTYWACH. specjalnie zrobiłam tą ankiete ------->
sama wiem, jak to jest, gdy Ci sie nie chce skomentować, więc może tylko naciśniesz? Dla Was to nic takiego, a dla mnie to ważna oraz cenna wskazówka ;D
zachęcam do komentowania ;D