_________________________________________________________

niedziela, 26 lutego 2012

012.

Paryż.. Czyli co? Miasto.. niby miasto jak każde inne, ale jednak niezwykłe. Zwane miastem zakochanych.. no to chyba dobrze trafiłam, prawda? Wieża Eiffla to jedno z najbardziej romantycznych budynków w Europie. Chciałabym, żeby Lou mnie tam zabrał.. Już to sobie wyobrażam.. Romantyczna kolacja na samym szczycie, nic, tylko ja i on, czułe słówka, pocałunki, wyznania, szczere rozmowy… i..
- Jullie! – Liam bezwinnie przerwał moje rozmyślania.
- Nom? – mruknęłam.
- Pomóż. – popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem. – Pomóż ogarnąć te.. te.. stworzenia złej strony Matki Natury. – zrobił proszące oczy.
- No okej. – powiedziałam i wstałam w parapetu, na którym wcześniej siedziałam. Poszłam w głąb apartamentu, w którym panował standardowy chaos. Czyli.. Chłopaki w samych bokserkach, którzy biegali w tę i z powrotem, szukając jakiś rzeczy.. No tak, dziś ich sesja zdjęciowa.
- Widzieliście gdzieś mojego batonika? – zapytał z pełna buzią Niall.
- Masz go w buzi. – odparła Conn.
- Dzięki – wyszczerzył się.
- Gdzie moje szczęśliwe lusterko?! – krzyknął Malik.
- Masz je przyklejone z tyłu bokserek. Obróć się.. – zlustrowałam bokserki chłopaka z napisem ‘’ sexy and i know it ‘’ – Serio?
- No! Fajny napis, nie? Dostałem od babci pod choinkę. – uśmiechnął się, a ja pokiwałam z udawanym zrozumieniem głową.
- Gdzie moje bokserki?! – odezwał się Styles.
- Te w małpki? – jęknął Payne.
- Noo.
- Masz je na sobie. – powiedziałam.
- Serio? – zapytał Harry z niedowierzaniem. – To nie jestem nagi?
- Nie – odpowiedział mu Ian, który obok nas przechodził.
- A to dziwne… - mruknął Styles – no nie? – wydaliśmy jakieś dziwne odgłosy, że niby się z nim zgadzamy – A więc trzeba to zmienić! – krzyknął i zaczął się rozbierać.
- Nie! Harroldzie! Uspokój się! Idź do pokoju i ubierz się w ten strój, który wczoraj sobie przyszykowałeś, dobrze?
- no doba, dobra.  – poszedł.
Po chwili przyszli już wszyscy w miarę ogarnięci. Zayn miał na sobie koszulkę polo, a na to sweterek z podciągniętymi rękawami, jasne spodnie i Nike’i, Niall był ubrany w białą koszulkę, fioletową bluzę, białe Supry i zwykłe jeansy, Liam się ubrał w ciemne spodnie, jakąś zwykłą koszulkę i Conversy, Harry założył czarne rurki, Conversy do kostki, podkoszulek i czerwoną marynarkę, natomiast Lou miał na sobie kremowe spodnie, oliwkowe szelki, bluzkę w biało-granatowe paski, białe Tomsy bez skarpetek… chwila, chwila.. bez skarpetek!?
- Lou wracaj na górę! – powiedziałam.
- No niby czemu?
- Bo nie masz skarpetek, a na dworze jest -5 stopni!
- Ja nie lubię nosić skarpetek, moje stopy nie czują się wtedy wolne, a palce nie mają przewiewu. – mruknął obrażony.
- Dziwny jesteś…
- Ale Twój. – wyszczerzył się i mnie pocałował.
- No dobra. Dosyć tego – zażądał tata. – Jedziemy.
Po 30 minutowej podróży autem znaleźliśmy się pod studiem. Z pomocą pięciu ochroniarzy z trudem weszliśmy do budynku. Tata porozmawiał z facetem od sesji jak ma to wyglądać. Chłopcy od razu zostali ofiarami makijażystek i fryzjerek, potem poszli do jakiś stylistów. My znudzone czekałyśmy w poczekalni, aż nasi mężczyźni zaprezentują się nam w swoich kreacjach.
- Jak sądzisz, długo jeszcze? – spytałam Conn.
- Nie wiem.. ale ile oni już tam siedzą..
- Z pół godziny.. chyba. Albo i więcej..
- Mam dość.
- Ja też.
- Spać mi się chcę.
- Mi również.
- Śpimy?
- Nie wiem.. to chyba będzie trochę chamskie jak zaśniemy na ich sesji.
- No w sumie masz rację.
Po paru minutach chłopcy już przyszli. Mieli na sobie tak zwane ‘ ich typowe stroje ‘ . Zayn? Oczywiście bejsbolówka, Harry – marynarka, Lou – paski i szelki, Liam – koszula w kratę, Niall – bluzę i spodnie opuszczone w kroku. Wyglądali tak samo jak zawsze.. czyli perfekcyjnie.
- Wyglądacie świetnie, opłacało się tyle czekać. – uśmiechnęła się Conn.
- Potwierdzam – strzeliłam smajla.
- Dzięki . – chłopcy się zarumienili.
- No dobra, chłopaki. Potem sobie poflirtujecie – rzekł jakiś koleś z ekipy – Chodźcie na plan.
Jak powiedział tak też zrobili. Fotograf zgodził się, żebyśmy mogli oglądać sesję.
- Gotowi? – zapytał.
- Tak, tak.
- Let’s do this poo ! – krzyknął Harry, a my zaczęliśmy się śmiać.
- Chłopaki, w tej sesji macie pokazać, że jesteście normalnymi nastolatkami, którzy osiągnęli swoje marzenia i kochają to co robią, zrozumiano?
- Tak, zrozumiano. – odpowiedział Liam.
- No to zaczynamy.
Po słowach fotografa chłopcy zaczęli coś sobie szeptać, a ten Collins, bo tak nazywał się fotograf, ustawiał coś w aparacie. Po paru sekundach sesja się zaczęła. Chłopcy się ciągle wygłupiali. Ludzie z ekipy mówili, że właśnie o to chodzi w tej branży. Niall skakał na Liam’a, Lou i Harry robili Larry’ego, a Zayn się położył. Wyglądało to na serio śmiesznie. Potem zrobili sobie tak zwaną ‘ kanapkę ‘ . Biedny Lou był na dole.. Następnie zrobili sobie w miarę poważne zdjęcie, co wszystkich zdziwiło. Następnie chłopcy się przebrali w inne stroje i znowu się wygłupiali i szczerzyli do aparatu. Po jakimś czasie nadszedł czas na solowe sesje. Pierwszy poszedł Harry, który niczego się nie wstydził i robił to co mówił mu Collins. Drugi był Zayn.. no on to był taki.. professional model. Potem wszedł Liam, któy po prostu był sobą, następnie Lou no i na koniec Nialler. No i koniec, cała sesja trwała około 2 godzin.
- Świetna robota, zdjęcie wyszły idealne. Dobrze się z wami pracuję. – powiedział fotograf i uścisnął dłoń każdego z chłopaków.
- To my dziękujemy, że mogliśmy brać udział w sesji. – uśmiechnęli się.
- Zapewniam, że cała przyjemność po mojej stronie.
Ich rozmowa trwała jeszcze parę minut. Potem chłopcy poszli się przejść, a my usiadłyśmy w tej poczekalni. Nie minęło nawet dziesięć minut a już przyszli. Pożegnaliśmy się z ekipą i udaliśmy się do wyjścia. Było tam jeszcze więcej fanów niż wcześniej.
- Nie da rady, nie wyjdziemy tędy. – zażądał jeden z ochroniarzy.
- Może mają jakieś tylne wyjście czy coś.. – zaproponowała Connie.
- Pójdę się spytać. – mruknął tata i odszedł, a my usiedliśmy na jakiejś sofie.
- Czuje się, jak w Mission Imposible.. – jęknął Liam.
- To jest myśl.. bawimy się w Mission Imposible? – wyszczerzył się Nialler.
- No jasne, czemu nie.. wiesz, poczekaj chwilkę, zaraz pojawi się tu mój niewidzialny statek kosmiczny, którym można również podróżować w czasie. – odpowiedziałam mu z sarkazmem, a on patrzył na mnie wyczekująco. – To był sarkazm, Niall.
- Serio? O… - mruknął zawiedziony.
- To było dziwne.. – podsumował Zayn – ale zabawa w Mission Imposible nie jest zła. Tylko brakuje nam Walkie Talkie, lin, jakiś laserów, mini kamerek, podsłuchów.. i tak dalej.
- No dobra, ale ja jestem agentem 01 ! – krzyknął Liam.
- Ja 07 !  - powiedziałam.
- No to ja 08 – Louis.
- Ja będę 06 – odparła Conn.
- Ja jestem 05 – odezwał się Niall.
- No to ja… eee.. 010. – mruknął Zayn.
- A ja będe agentem 0100 ! – krzyknął Hazz.  – Więc.. let’s do this poo!
No i sie zaczęło… Czołgaliśmy się jakimś korytarzem,  a oczy wszystkich ludzi były zwrócone na nas. Potem chłopcy zaczęli robić jakieś obroty, Zayn próbował zrobić gwiazdkę, ale tylko wywalił jakąś panią, która potem zaczęła go gonić i bić torebką. Oglądaliśmy tą sytuację jako osoby trzecie i ciągle sie śmialiśmy. Postanowiliśmy pomóc czarnowłosemu i doczołgaliśmy się do tej babci, odciągnęliśmy ją i zaczęliśmy uciekać, ciągle się przy tym śmiejąc. Dobiegliśmy do ochroniarzy, gdzie już był mój tata.
- Jest tylne wyjście, chodźcie. – powiedział, a my powlekliśmy się za nim.
- Czołgamy się? – zaproponował Liam, a my wybuchliśmy śmiechem.
- Nie, już nie. – odpowiedział Lou, a tata popatrzył się na nas pytającym wzrokiem.
- Długa historia.. – odparł mu Harry.
- Chyba wolę jej nie znać.
Minęła godzina i już byliśmy w naszym mieszkaniu. Wszyscy się rozeszli.. to znaczy.. Chłopcy zaczęli grać na PlayStation w Pokemony, a ja z Connie poszłyśmy sobie popływać w basenie.
- Jak sądzisz.. jaka będzie nasza sesja? – zapytała mnie brunetka, przy 5 basenie.
- Nie wiem.. mam nadzieję, że będzie fajnie. – uśmiechnęłam się.
- Ja też. Wracamy?
- No okej.
Wyszłyśmy z wody, wytarłyśmy się ręcznikami i poszłyśmy na górę. Przebrałyśmy się w suche ciuchy i zeszłyśmy do chłopaków. Teraz grali w Fifę, wydają przy tym dziwne odgłosy, godne uwiecznienia.
- Ile można w to grać.. – mruknęłam zirytowana, gdy chłopcy grali już w 10 mecz z rzędu.
- Chłopaki… gracie już powyżej dwóch godzin.. chodźcie obejrzymy jakiś film.
- NEVER SAY NEVER! – krzyknęliśmy jednocześnie z Niallem.
- Nieee.. – dostaliśmy w odpowiedzi.
- No weźcie.. mam na DVD, Blu-Ray, pen-driv’ie, komórce, iPodzie..- Horan zaczął wymieniać.
- To może Zmierzch? Pośmiejemy się z świecącego Edwarda. – uśmiechnął się Lou.
- Albo Kac Vegas. – zaproponował Zayn.
- A może jakiś film o kotach?! – krzyknął Harry.
- Ja wiem! Ja wiem! Bajki Disney’a! O! Toy Story! – ryknął Liam.
Po półgodzinie zdecydowaliśmy, że obejrzymy The Ring. Zrobiliśmy przekąski, wzięliśmy jakieś picie i poszliśmy do sali kinowej. Harry włączył film i rozsiedliśmy się w fotelach. Ciągle coś komentowaliśmy, przy wypowiedziach chłopaków ten film przerósł w komedie. Czepiali się, że ta dziewczynka powinna się umyć, uczesać włosy, pójść do fryzjera… Lou się przyczepił, że ona też nie nosi skarpetek i nikt się jej nie czepia. Niall był ciekawy, czy ta dziewczynka nie jest głodna, Harry gadał, że jak chodzi w takich brudnych rzeczach to mogłaby od razu się rozebrać, bo nagość to normalna rzecz, Zayn stwierdził, że może pożyczył by jej lusterka, żelu do włosów i szczotki, a Liam za to był ciekawy czy to łyżka ją zabiła. Czyli duchowy facepalm, ponownie.

Film skończył się dosyć późno. Miałam zamknięte oczy, myślałam, że Lou uzna że śpię i zaniesie mnie do naszej sypialni, no ale mi się nie udało.
- Kochanie, wiem że nie śpisz. – szepnął całując mnie gdzie za uchem.
- Ehm.. – mruknęłam. – Zanieś mnie – wyciągnęłam do niego ręce.
- A co z tego będę miał?
- Satysfakcję, że pomogłeś biednej dziewczynce w potrzebie?
- No dobra. – Wziął mnie na ręce i zaniósł do góry. Reszty nie pamiętam, bo chyba zasnęłam w jego ramionach.
___________________________________________

No i mamy dwunastkę. 
Szczerze? To wydaje mi sie być taka naciągana.. Pisana o 1 w nocy, dokończona o 9 rano :D
Jestem ciekawa co wy o niej sądzicie. Jak zwykle.. PROSZĘ O SZCZERE KOMENTARZE, i jakbyście mogli to napiszcie w komentarzach NICK  Z TWITTERA, bo już sie pogubiłam w tym wszystkim.
Hope you like it :D xx

piątek, 24 lutego 2012

011.

Poczułam usta. Malinowe, delikatne usta.
Prawą powiekę uniosłam ku górze i zobaczyłam Louiego, który pochyla się nade mną i całuje w usta. Uśmiechnęłam się do siebie i zapytałam.
- Co się dzieje, Lou?
- Już czas wstawać,  księżniczko. Dziś lecimy do Paryża. – szepnął.
- A no taaak. – usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się – Długo nie śpisz?
- Jakieś pół godzinki.
- Która godzina?
- Dochodzi wpół do ósmej. – odpowiedział i pocałował mnie w policzek.
Uśmiechnęłam się do niego, sięgnęłam po naszykowane ubrania i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic, ubrałam się w czystą bieliznę, czarne rurki i luźną, białą bluzkę. Rozczesałam włosy, lekko je pokręciłam i wyszłam z łazienki. Louis popatrzył na mnie i szeroko się uśmiechnął, po czym wziął swoje ciuchy i zniknął za drzwiami łazienki. Po dwudziestu minutach wyszedł ubrany w dżinsy i beżowy sweter.

***
- No ale ja chcę jeszcze dżemu! – wydarł się Niall przy śniadaniu.
- Nie, Niall. Nie dostaniesz już dżemu. – powiedziała opanowany Liam.
- No ale czemu?
- No bo nie.
- No ale czemu ‘ no bo nie ‘ ?
- Żebyś miał kurwa rebusa, dziecko. – mruknął Daddy.
- Zawsze tak jest, że nikt nie liczy się z uczuciami biednego Horanka. – mruknął blondas pod nosem.
- Ja pierdolę.. – znowu odezwał się Payne.
- Liam, nie przeklinaj. – upomniał go tata, a on się uśmiechnął przepraszająco.
- To jak? Wszystko już spakowane i dopięte na ostatni guzik? – upewniał sie Ian.
- Tak!
- No dobra, znoście już bagaże na dół.
- Ale ja chcę dżeeeeeeeeem! – krzyknął Horan, a ja go lekko trzepnęłam w głowę. – Za co to? – skrzywił się.
- Za dżem. – opowiedziałam, a on popatrzył się na mnie pytająco. – Zjadłeś mój ulubiony dżem truskawkowy i porzeczkowy i nutellę. Jeszcze ci mało?
- A wyobraź sobie, że tak. Mało mi. Chcę więcej.
- O popatrz. To przykre, bo nie dostaniesz.
Niall się ode mnie odwrócił i udał, że się obraża. Po paru minutach skończył swój teatrzyk i zjadł dwa naleśniki.
- Niall.. – mruknął Harry.
- Co ? – dostał w odpowiedzi.
- Ile jeszcze będziesz jadł tych naleśników?
- No nie wiem, jeszcze jednego, dwa… ewentualnie dziewięć. A co?
- Nic.. jedz w spokoju. – rzekł Harry – No dobra.. to niech on tutaj konsumuje i tak dalej, a my pójdziemy po te wszystkie torby. Okej?
- Tak, tak. – odpowiedzieliśmy.
Całą szóstką poszliśmy na górę. Weszłam z Louisem do mojego pokoju, on wziął już swoją walizkę i poszedł na dół. Udałam się jeszcze szybko do toalety. Lekko ogarnęłam swój wygląd i załatwiłam moje potrzeby. Cudem wypchnęłam walizkę z mojego pokoju. Zauważyłam, że już każdy był na dole. Nie chciało mi się nikogo wołać, więc postanowiłam, że sama sobie poradzę. Trochę pchania i walizka znalazła się przy schodach. No właśnie… schody. Przypomniały mi się sceny z różnych kreskówek dla dzieci. Bez wahania położyłam walizkę i na niej usiadłam. Lekko się odepchnęłam i zjechałam po schodach robiąc przy tym dużo hałasu. No oczywiście jak już byłam na dole to nie zahamowałam i wywaliłam się. Leżałam w dość dziwnej pozycji. Lewa ręka jakoś tak mi się śmiesznie wygięła do prawej nogi. Głową dotykałam brody i byłam zwinięta w kłębek. Nie minęło nawet dziesięć sekund i każdy znalazł się przy mnie. Chłopcy, Conn, tata i Ian zaczęli się ze mnie nabijać i śmiać, a mama i Anne zrobiły facepalm’a. Gdy już się ogarnęli pomogli mi wstać.
- Okej, okej. Już dosyć tego. – powiedział tata. – Ubierajcie sie.
Tak jak powiedział tak też zrobiliśmy. Szybko założyliśmy buty i kurtki. Mieliśmy już wychodzić, ale Liam krzyknął.
- Nie! Stop! Nie ruszajcie się. Zapomnieliśmy o ważnej rzeczy.
- Niby jakiej? – spytała Connie.
- Mianowicie o witaminkach.
- No właśnie, dziś nie braliśmy naszych witaminek. – oburzył się Zayn.
- To nie fair. – dodał Lou.
- Tatusiu.. pójdź po witaminki. Postawiłem je w szafce nad blatem w kuchni. – powiedział Harry.
- Weź te dinozaurki! – rzekł Niall.
- Nie! Niech weźmie zwierzęta!
- Ale ja wolę warzywa!
- A może tak by żel do włosów lub lustra?
Wraz z Conn, tatą, mamą, Anne i Ian’em przypatrywaliśmy się ‘’ kłótni’’ chłopaków z szeroko otwartymi oczami.
- Jakie znowu witaminki?! Po ostatnich stwierdzono u Nialla zawyżenie cukru! – zirytował się tata.
- A no bo wtedy zjadłem całe pudełko na raz. A teraz Liam nas pilnuję. I codziennie daję nam porcję witamin, które powinien brać każdy z was. – powiedział Horan, pokazując nam język.
- No dobra, chłopcy! – rzucił Liam, który trzymał w dłoni jakiś słoik z żelkami w środku. – Musujące się już skończyły, więc wziąłem żelki. Ustawcie się w rządku, gęsiego. – chłopcy ustawili się, a Liam podchodził do każdego z nich – Lou, proszę to dla Ciebie. Żelek marchewkowy . – powiedział i wsadził Louisowi żelka do ust, tak samo zrobił z Zayn’em, który dostał witaminkę w kształcie lustra, Niall’em, który dostał dinozaura i Harr’emu, który dostał kota. A sam Liam wziął sobie jakiegoś ludka.
- To będzie dłuuuuga droga do lotniska. – mruknęłam, gdy zobaczyłam chłopców kłócących się o to, która witaminka była bardziej ‘’ witaminsza ‘’ . Duchowy facepalm, tak wiem.

***
- Proszę zapiąć pasy, startujemy. – usłyszałam głos stewardessy w głośnikach. Zrobiłam to co kazali i przygotowałam się do startu. Siedziałam sobie wygodnie na dość dużym fotelu w prywatnym samolocie taty. Lou siedział obok mnie, naprzeciw był Zayn z Liam’em, a za nami siedział Harry z Niallerem i Conn. Rodzice, Ann i Ian siedzieli gdzieś na przodach samolotu.
Po starcie odpięliśmy pasy i mogliśmy robić to na co mamy ochotę. No i się zaczęło. Trochę porzucałam się chrupkami z Zayn’em, pobawiłam się figurkami Toy Story z Liam’em, poplotkowałam z Conn, poczesałam loki Harry’ego i powygłupiałam się  z Niallem. Lou siedział dość cicho i czytał książkę. Dziwne, nie?
- Zauważyliście, że Lou czyta? – zaczęła Connie.
- No tak. To dość.. hm.. nieprzyzwoite jak na niego. – mruknął Zayn.
- I bardzo dziwne. – dodał Harry.
- Masz jeszcze numer do tego psychiatry ? – Liam zapytał mnie.
- Tak, mam go zapisanego w telefonie, no wiecie.. tak na wszelki wypadek.
- Spoko, spoko. To jak ? Umawiamy Louisa do psychiatry? – wyszczerzył się Niall.
- Tak! – krzyknęłam i zaczęłam dzwonić do tego lekarza.
- NO JIMMY PROTESTED! – krzyknął Lou, tak głośno, że wszyscy oprócz niego upadliśmy na podłogę i zaczęliśmy się śmiać.
- To co teraz robimy? – zapytała Connie po fali śmiechu.
- Robimy Twitcama albo gramy w butelkę. – zaproponował Nialler.
- Proponuję najpierw Twitcam, a potem butelka. – uśmiechnął się Liam, a my się zgodziliśmy. Lou włączył laptopa i usiedliśmy w siódemkę na dużej kanapie, tak, aby każdego było widzieć. W parę minut oglądało nas kilkadziesiąt tysięcy ludzi i z każdą sekundą ta liczba się zwiększała. Chłopcy opowiedzieli gdzie jesteśmy i dokąd lecimy. Nadszedł czas na pytania od fanów.
- A więc.. mamy tu pytanie od Christy i ona chce wiedzieć, kto z nas jest singlem a kto nie. – zaczął Liam – Więc.. chłopcy?
- Jestem singlem. – powiedział Harry.
- Ja też. – Zayn.
- Ja jestem w szczęśliwym związku z najlepszą dziewczyną na świecie – Niall pocałował Connie policzek a my zrobiliśmy zbiorowe ‘ awwwww ‘ .
- Ja nie mam dziewczyny. – powiedział Payne.
- A ja mam – wyszczerzył się Lou – Siedzi tu, obok mnie. – wskazał na mnie – I jest najlepszą osobą, jaką kiedykolwiek w życiu spotkałem, nie licząc chłopców. – objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w jego tors. Pocałował mnie w czoło i znowu usłyszeliśmy ‘ awwwwwww ‘ .
- Dobra, czas na kolejne pytanie. To jest od Destiny i ona chce wiedzieć, czy mamy jakieś życzenie, marzenie. Coś, żeby zmienić nasze życie. – powiedział Zayn. – No to? Ja zacznę, ok? No okej. A więc.. ja nie chciałbym zmienić niczego w swoim życiu, bo kocham moje życie.
- Jak słodko. A ja chciałbym… Sam nie wiem co bym chciał.. a może.. o wiem. Chciałbym jedno życzenie przemienić w dwa życzenia. – Harrold strzelił smajla.
- Dziwne.. – mruknął Liam – Ja, tak samo jak Zayn. Mam wszystko o czym tylko mogłem marzyć. Niczego już nie potrzebuję.
- Ja też. – rzekł Lou.
- I ja. – dodał Niall, który patrzył na Connie.
Odpowiadaliśmy jeszcze na wiele pytań, ja i Conn trochę o sobie opowiedziałyśmy i pożegnaliśmy się z fanami. Mieliśmy grać w butelkę, no ale przerwała nam Anne, która mówiła nam, żebyśmy już zapięli pasy – lądujemy.
Wylądowaliśmy. Wyszliśmy z samolotu.. na dachu jakiegoś apartamentu!? What the fuck!? Popatrzyłam się pytająco na tatę.
- No o co chodzi? – spytał z idiotyczną miną.
- Czemu jesteśmy na dachu?
- A.. zapomniałam Was powiedzieć. Nie będziemy w hotelu, parę miesięcy temu kupiłem tu mieszkanie na takie wypady. Duży apartament, pare pięter. Coś dla nas.
- Aaaa.. Rozumiem. Spoko – uśmiechnęłam się do taty.
Weszliśmy do tego apartamentu.. było wspaniale. Tata się naprawdę postarał. Nowoczesny wystrój, salon gier, mini sala kinowa, kryty basen w jednym pomieszczeniu… No normalnie było idealnie. Dostaliśmy kluczyki do pokoi i się rozeszliśmy, ja miałam spać z Tomm’em, Conn z Niallerem, a Harry, Liam i Zayn mieli osobne pokoje. Spodobał mi się ten układ. Byłam bardzo zmęczona, wyciągnęłam z mojej walizki koszulkę Louisa, która służyła mi za piżamę, bieliznę i poszłam do łazienki, która była również niesamowita. Szybko się umyłam, przemyłam twarz, wysuszyłam włosy i wskoczyłam do łózka, w którym leżał Lou.
- Już się myłeś? – spytałam.
- Tak, Liam dał mi skorzystać z łazienki – uśmiechnął się. – Jestem zmęczony.
- Oj, nie tylko ty.
- To jak? Śpimy?
- No chyba tak. – odpowiedziałam, delikatnie musnęłam jego usta i wtuliłam się w nagi tors. – Dobranoc Lou.
- Dobranoc, księżniczko.
_______________________________________________
To już 11. :)
Chciałam Was bardzo przeprosić, że tak długo nie dodawałam żadnego rozdziału. Brak czasu i weny.. no kurde, mam tyle pomysłów a po prostu nie umiem ' przelać tego na papier ' i jakieś takie dziwne rozdziały mi wychodzą.
Nie wiem czy dobry czy nie.. dla mnie taki średni. Jak pisałam ten rozdział to sobie wyobrażałam wszystko.. no np. jak Liam karmi chłopaków żelkami xD
W mojej głowie to wygląda zabawnie, no ale nie wiem co Wy o tym sądzicie.
W ankiecie było 46 głosów. Czy to znaczy że tyle osób czyta moje wypociny? wątpie ;c
Co do tych perspektyw.. to tak, będe pisać. Ale rzadko.. tylko jak będą jakieś dramaty czy coś. 
CHCIAŁAM WAM PODZIĘKOWAĆ ZA 27 KOMENTARZY! wiem, że to nie jest wcale tak dużo. Bo czytam blogi gdzie po godzinie dodania rozdziału już jest ponad 30 komentarzy.. no ale . ;d
Mam wieeeeelką prośbę.. żebyście pisały w komentarzach co było najśmieszniejsze, najlepsze.. a co najgorsze w rozdziale itp. :)
Mam nadzieję, że pojawią się tu jakieś komentarze <3

środa, 8 lutego 2012

010.

- To już jutro – mruknęłam do siebie, leżąc w łóżku. Wstałam, podeszłam do  biurka  i skreśliłam kolejny dzień w kalendarzu. Te kilka dni tak szybko minęły i już jutro lecimy do Francji. A tam czeka mnie i Conn pokaz mody i sesja zdjęciowa do ELLE, chłopcy będą mieli jakiś wywiad, koncert, podpisywanie płyt i chyba sesję,  a co potem? No właśnie… potem zasłużony odpoczynek dla naszych gwiazdorów. Urodziny Louis’a,  Świąteczny poranek, pierwszy dzień świąt, tymczasowy ‘’urlop’’ i Sylwester. No właśnie.. umówiliśmy się, że urodziny Tomlinsona będziemy świętować w dzień przywitania Nowego Roku, zrobimy ‘’małą’’ imprezkę w Paryżu, czyli szykuje się gorący Party Time, potocznie zwany Party Hard. A w jego urodziny spędzimy czas wszyscy razem, bez żadnych dodatkowych znajomych, alkoholu.. ani nic takiego. Zrobimy sobie taki czysto rodzinno-przyjacielski wieczorek. Brzmi fajnie.. i pewnie tak będzie.
***
- Tato, a tak w ogóle to z kim będziemy spędzać te Święta? – zapytałam przy piątkowym śniadaniu.
- No jak to z kim? My, ty, Connie, chłopcy, Ian..
- No tak, tak. To wiem, a będzie ktoś jeszcze?
- Słyszałem, że Nina ma przylecieć. – (dop. Aut. Nina Dobrev – dziewczyna Ian’a S. )
- Serio? To fajnie, w sumie to dawno jej nie widziałam.
- I chyba będą jeszcze rodziny chłopców, a no i Ronan.
- Ronan?! – krzyknęłam, zdziwiona. Szczęka mi automatycznie opadła i mogę dać rękę sobie uciąć, że moje oczy wyglądały jak przedziurawione marchewki Louisa, przez Harry’ego. – Ale jak to?! Ten Ronan?
- Tak ten Ronan – tata się zaśmiał i próbował mnie parodiować – Ten. Twój kuzyn, Ronan Parke.
- To wspaniale.. a Mick i Pray? – zapytałam niepewnie.
- Mick powiedział, że postara się przylecieć, a co do Pray to tak. Jej stan zdrowia się poprawił i ustabilizował. Możliwe, że będzie mogła z nami zamieszkać na stałe. – uśmiechnął się.
- Serio?! To jeszcze lepiej! – uściskałam tatę. – Coś czuję, że to będą nasze najlepsze święta.
- Możliwe – stwierdził – Jullie, już pięć po ósmej, na którą dzisiaj masz?
- Eee… na 8:30.
- To zbieraj się i jedziemy. Lou dzwonił z rana, że Cie przeprasza ale nie będzie mógł cię podwieźć, tłumaczył się czymś tam, że Zayn wrzucił mu swój żel do włosów do pralki, do prania i biedny teraz nie ma czystych bokserek. – tata zaczął się śmiać a ja razem z nim.
- Idioci. – mruknęłam, wchodząc po schodach. Przekroczyłam próg mojej sypialni, sięgnęłam po torbę, wrzuciłam do niej iPhona, parę funtów i jeszcze inne ‘’niezbędne mi rzeczy’’ i przejrzałam się w lustrze. Dziś lekko pokręciłam swoje rude włosy, nałożyłam na siebie białą, krótką bluzkę z czarnym sercem na środku, wpuściłam ją w czarne rurki i na wszystko narzuciłam jeszcze biało czarną bejsbolówkę. W sumie to nie wiem czemu postawiłam na biały i czarny, no ale jakoś tak się wzięło. Zbiegłam po schodach, wbiegłam po kuchni, krzyknęłam do taty, że już jestem gotowa, wzięłam jeszcze jabłko i podbiegłam do drzwi. Ładne kółeczko zrobiłam. Założyłam czarne kozaki, płaszczyk, szalik oraz czapkę i czekałam na tatę. Wreszcie zjawił się wyżej o to wspomniany, ubrał się co zajęło mu pięć minut, bo zgubił gdzieś kluczyki do auta. Wreszcie wyszliśmy z domu, ówcześnie żegnając się z wujkiem i mamą.
Pod liceum dojechałam jakieś dziesięć minut po wyjściu z domu, pożegnałam się z tatą buziakiem w policzek i wybiegłam z samochodu do szkoły. Szybko przebiegłam do swojej szafki i ujrzałam Connie. Wyciągnęłam potrzebne książki na pierwszy przedmiot – chemię i ruszyłam do przyjaciółki.
- Hej – przytuliłam Conn.
- Co tam? – zapytała.
- A gites majonez, normalnie.
- Czemu?
- No bo wiesz.. – miałam już jej zacząć opowiadać o Ronanie i moim rodzeństwie, ale zauważyłam, że czegoś bądź kogoś brakuje. – Gdzie chłopcy?
- Nie wiem.. rozmawiałam jakieś 10 minut temu z Niall’em i mówił, że zaraz powinni być. – jak na zawołanie, z hukiem otworzyły się wejściowe drzwi. – O proszę, mamy ich.
Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zobaczyłam Louis’a, biegnącego wraz z chłopakami w naszą stronę. Na przywitanie zostałam przytulona przez zespół i pocałowana przez Tomlinsona.
- Jullie, to czemu ‘’ gites majonez’’ ? – zapytała mnie Conn.
- No wiesz, jedziemy do Francji.. spędzimy tam święta, poznamy rodziny chłopaków, spotkam się z moją rodziną..
- Dobra, nie udawaj.. przejdź do sedna sprawy.
- No i będzie tam Ronan!
- Ten Ronan?!
- Tak ten Ronan!
- Jak ja go dawno nie widziałam.. – mruknęła Connie.
- Ja też. Pewnie się zmienił..
- Wyprzystojniał.. – zaśmiałyśmy się.
- Eee.. jaki znowu Ronan? – spytał Niall.
- Twój były? – upewniał się Lou, a my wybuchłyśmy śmiechem.
- Nie, nie mój były. Lecz mój 14-letni kuzyn.  – odparłam. – I jeszcze podobno będzie Mick i Pray!
- Twoje rodzeństwo? – rozpromienił się Payne.
- Tak.
- Wiecie co.. to będą udane święta – mruknęła Conn a my jej przytaknęliśmy z uśmiechami.
- Jak tam Twoje bokserki, Lou? – zapytałam po chwili ciszy, a chłopcy zaczęli zwijać się ze śmiechu, no oczywiście z wyjątkiem Carrotki.
- Nie przypominaj, proszę.
- No ale my z chęcią o tym opowiemy. – zaczął Harry.
- Ten tu o to żywy i stale oddychający idiota, Zayn Malik, postanowił ‘’zrobić eksperyment’’ jak to nazwał. – powiedział, śmiejący się Daddy.
- No i wylał swój, jakże klejący się żel do włosów do prania z gaciami naszego Bear’a  - dodał Niall.
- I on nie miał, żadnych, ale to żadnych w miarę czystych gaci i musieliśmy, czyli ja musiałem, o 7 rano w gaciach od piżamy lecieć do jakiegoś sklepu i kupić Louisowi bokserki – kontynuował Zayn – Ale on się uparł, że chce te takie z marchewkami, które dodawali do jakiś tam witaminek, Więc kupiłem te witaminki, wpieprzyłem wszystkie w parę minut i wróciłem do mieszkania. No i Lou się odział w czyste gatki.
- A wiecie co? – zaczął wyszczerzony Harrold – Dzisiaj wyrósł mi pierwszy włos na klacie! – wykrzyknął i zdjął koszulkę – O tu o – zaczął nam pokazywać .
Teraz to już wszyscy zaczęliśmy się niepohamowanie śmiać. No ale trzeba było się ogarnąć – byliśmy w końcu w szkole, niestety.

***
Ostatnia lekcja, upragniony dzwonek. W wesołych humorach opuściliśmy budynek szkoły. Weszliśmy do Vana Louis’a i odjechaliśmy. Chłopcy i  Conn mieli pojechać do siebie się spakować, a potem przyjechać do mnie. Jak jutro z rana mamy samolot, to tata zarządził, że 1D wraz z moją przyjaciółką u nas przenocują. Lou zaparkował pod moim domem, pożegnałam się z nim lekkim pocałunkiem w usta, po czym opuściłam samochód. Wbiegłam do domu, witając się z rodzicami i Ian’em. Potem w pośpiechu skierowałam się do siebie i myślałam co zabiorę. Jedziemy tam na jakieś trzy tygodnie. Włączyłam Up All Night w moim odtwarzaczu i wyjęłam wielką walizkę.
- Pora zacząć pakowanie. – powiedziałam w myślach.

***
- Wszystko spakowane? – Ian zapytał mnie, gdy wspólnie oglądaliśmy telewizję.
- Tak, walizki mam na górze.
- Okeeej. A kiedy Connie i chłopcy przyjeżdżają ?
- No nie wiem, zaraz zadzwonię do Liama.
- A czemu nie do Louis’a?
- Gdybym zadzwoniła do niego to zamiast dowiedzieć się kiedy przyjdą, dawałby mi wykład o marchewkach, a poza tym.. Liam jest najbardziej ogarnięty z tej całej piątki.
- Taaak, też to zauważyłem.. no ale czemu on się boi łyżek?
- Nie wiem.. – wzruszyłam ramionami – To jak.. Nina spędzi z nami święta?
- No tak, nie jesteś zła?
- Zła? No coś ty.. stęskniłam się za nią. – uśmiechnęłam się do wujka. – No dobra, to ja idę dzwonić do Payne’a.
Poszłam do swojego pokoju, sięgnęłam po iPhon’a i wykręciłam numer do przyjaciela. Odebrał po trzecim sygnale.
-Witaj Liamie. – powiedziałam.
- Dzień dobry, zacna Julio. – odparł i wybuchliśmy śmiechem.
- No dobra, spokój. Za ile przyjeżdżacie?
- A co tak bardzo się za nami stęskniłaś?
- Taaa.. no ale na serio, za ile?
- Nie wiem.. zaraz się ich zapytam… Chłopcy, za ile jedziemy?! – wydarł się do chłopaków. – Okej, okej. Zaraz powiem Julii.
- I jaaaak? – spytałam.
- No więc, Niall musi jeszcze spakować lodówkę, Harry.. w sumie to nie wiem co on musi zrobić, chyba teraz lata bez gaci po ogródku i lepi coś ze śniegu..
- Czekaj, czekaj.. pozwól, że ci przerwę.. Weź Harrolda za kłaki z tego dworu, przecież się dziecina przeziębi.. a tak w ogóle to co on robi u was?! Przecież mieszka ze mną…
- Nie wiem.. jak przyszedł to stwierdził, że brakuje mu nagości w Twoim domu, rozebrał się i poszedł na dwór.
- Aaa… czyli norma czy dzwonić po jakiegoś psychiatrę?
- Nie, to zdecydowanie norma. – opowiedział.
- A co z resztą?
- Zayn przykleja swoje lusterka do kieszeń we wszystkich ciuchach żeby zawsze, mógł zobaczyć jak wygląda.. Taa… norma, no nie?
- Bardzo. To jak? Dzwonić do zaufanego psychiatry?
- Nie.. a tak w ogóle to skąd masz numer do psychiatry?
- No wiesz.. eem..
- No mów.
- Powiedzmy, że już kiedyś rozmawiałam z nim o waszych dziwnych zachowaniach.
- A, spoko.
- A co robi Lou?
- Lou? A nie wiem, zaraz zobaczę – słyszałam jak wchodzi po schodach – Wolisz nie wiedzieć..
- No powieeeeeedz.
- No dobra, więc Twój ukochany, podlewa swoją hodowle marchewek, śpiewając do nich.. i chyba je mył, ale się nie przypatrzyłem.
- Patologia. – mruknęłam.
- Mi nie musisz o tym mówić, zapewniam. – zaśmiał się.
- A ty co robisz?
- No jak to co? Jak na Daddy’iego przystało czytam książkę. – prychnęłam.
- Znowu studiujesz ‘’ Oswojenie z łyżkami ‘’ ?
 - Tak. Wyobraź sobie, że dzisiaj powąchałem łyżkę.
- I jaki był efekt?
- Chłopcy musieli mnie wyciągać spod łózka.  – oznajmił.
- To i tak lepiej, niż poprzednio, pamiętasz?
- Nie przypominaj.
- Hahahah. Ale to było na serio godne podziwu.. no bo kto o 1 w nocy ucieka z domu, bo stwierdził , że łyżka się na niego patrzy?
- No tylko ja.  Jeszcze raz dziękuję, że mnie wtedy przyjęłaś.
- Spoko, nie ma problemu. Polecam się na przyszłość.
- Okeeej. Dobra to my niedługo przyjedziemy, Connie napisała właśnie Niallerowi  esa, że jest już gotowa i możemy po nią przyjechać.
- No dobra, to pa.
- Cześć. – rozłączył się.
Zeszłam na dół i opowiedziałam wszystkim, co robią teraz chłopcy. Mama co chwile się załamywała ich zachowaniem, tata brał jakieś leki na uspokojenie, a Ian się ciągle śmiał. Jeden normalny. Dochodziła 20. Poszłam z Ian’em zrobić jakąś kolację. Zdecydowaliśmy się na kurczaka w sosie, z ziemniakami i sałatką do wyboru. Nim się obejrzałam, wszystko było gotowe, była godzina 20:43. Poszłam obejrzeć jakiś film. Nastawiłam sobie ‘’ Straszny film ‘’ – parodia wielu horrorów. Oglądałam jakieś dziesięć minut i przyszli chłopcy i Connie.  Zastopowałam film i poszliśmy zjeść kolacje. Wszyscy konsumowaliśmy normalne ilości, oprócz Niall’a, który zjadł chyba z pięć dokładek.
- Idziemy oglądać ‘’ Straszny film ‘’ ? – zaproponowałam.
- No jasne. – usłyszałam w odpowiedzi.
Rozsiedliśmy się w salonie. Ziam wraz z Harrym zajęli kanapę, a ja i Lou położyliśmy się na podłodze. Connie zaś z Niallerem zajęli drugą sofę. W między czasie Ian przyniósł nam jakieś przekąski, bo Niall zgłodniał. I czemu mnie to nie dziwi..  Zaczęliśmy oglądać film no i zaczęły się komentarze.
- Ej, ten ‘’ Straszny film ‘’ wcale nie jest straszny. – powiedział Harry.
- Bo to parodia horrorów, ciołku. – odezwał się Li i  walnął Styles’a w głowę.
- Nie bij mnie! – krzyknął Harrold, niczym mała dziewczynka. – Mamo! Liam mnie biję! – wydarł się na cały dom.
- Harry, uspokój się ! – dostał w odpowiedzi od Anne.
- Hazza, weź po prostu do ręki łyżkę i po sprawie – poradziłam mu.
- Nie, błagam.. wszystko tylko nie to! Będę grzeczny obiecuję! Błagam..! Zrobię wszystko co chcesz! – prosił Liam.
- Wszystko? – Harry poruszył zabawnie brwiami.
- Ekhem.. no zależy jak bardzo brudne myśli chodzą Ci po głowie. – odparł.
- No dobra.. tym razem ci podaruję, ale następnym razem.. będzie ostro.
- Już się boję.. – mruknął Liam z sarkazmem.
Po ich interesującej wymianie zdań wróciliśmy do oglądania filmów. Nie obyło by się bez bekania i bąków Niall’a oraz jego śmiechu i bez żartów Louisa. No ale to standard… w miarę. Po skończonym filmie przyszedł do nas tata i dawał nam, w sumie to chłopakom, zasady jakich mają przestrzegać w Paryżu. Zrobił im też szybki kurs, zachowywania oraz sposobu jedzenia w restauracjach. Niall się prawie rozpłakał gdy usłyszał, że nie będzie mógł jeść rękami… Liam za to wpadł w histerię, gdy się dowiedział , że nie będzie przez słomkę jadł zup oraz , że nie będzie mógł jeść lodów nożem, bądź widelcem. Gdy tata skończył swoją wciągającą wypowiedz, przyszła do nas mama z Anne.
- No, dochodzi już 1:30. – odezwała się rodzicielka Harry’ego.
- Zayn, Liam – zwróciła się mama do chłopaków – Macie już naszykowane pokoje do spania.
- Dziękujemy – powiedział Payne i posłał jej uśmiech.
- A co ze mną i Louisem? Mamy spać na stole, pod stołem czy w ogródku lub w basenie?.. albo.. niech pomyśle.. – zaczął Niall.
- Niall, nie myśl. – zgasił go Ian.
- No ale czemu? – dopytywał się chłopak.
- Ehm.. Wiesz, nie chcemy , żeby Cię głowa zaczęła od tego boleć – odparł mu wujek.
- A.. rozumiem, dzięki, że się o mnie martwisz – wyszczerzył się, a pozostałe osoby włącznie ze mną zrobiły tak zwane facepalmy. – No co?! Wy mi po prostu zazdrościcie, że to o mnie się martwi Ian a nie o was. -  wypiął dumnie klatkę piersiową.
- Tak, no właśnie.. – odpowiedział mu Liam, czujecie ten sarkazm?
- Ale Niall ma rację – odezwał się Lou, a my popatrzyliśmy się na niego z miną pt. Are you fucking kidding me ? – Po części – szybko dodał, a my odetchnęliśmy – No bo gdzie my mamy spać?
- Oj, już nie udawajcie. Przecież wiemy, że te noc Niall spędzi w towarzystwie Connie, a ty wspólnie z Julli. – powiedział mój tata. Ja, Conn, Horan i Tomlinson zaliczyliśmy wstyd i buraki na twarzy, a reszta śmiech.
- No dobra.. to ja już.. ekhm… idę spać. – mruknęłam.
- My też – powiedziała reszta i rozeszliśmy się do swoich pokoi.

***
Umyta i ubrana w piżamę wyszłam z własnej łazienki. Ostrożnie przymknęłam drzwi i zerknęłam w stronę łóżka. Lou leżał odwrócony do mnie plecami i oddychał równomiernie. Chyba spał. Cichutko podeszłam do łoża, odsunęłam kołdrę i delikatnie wsunęłam się pod nią. Ułożyłam się wygodnie do snu i jeszcze przez chwilkę popatrzyłam na mojego ukochanego. Miał przymknięte powieki, na jego twarzy gościł lekki uśmiech, a mokra grzywka opadała bezwładnie na jego czoło. Powąchałam jego ramię, pachniał moim, malinowym płynem do mycia ciała. Uśmiechnęłam się do siebie, pocałowałam go w policzek i przewróciłam się od niego plecami. Miałam już odchodzić w krainę Morfeusza, ale poczułam jak Jego silne dłonie obejmują mnie od tyłu. Odwróciłam się do niego głową i zobaczyłam, że jego otwarte oczy, dokładnie lustrują moją twarz. Uśmiechnął się do mnie.
- Nie spałeś? – zapytałam szeptem.
- Nie. – odpowiedział równie cicho. – Kocham cię, wiesz?
- Wiem, ja też cię kocham, Lou.
- Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś Cię skrzywdził.
- Mi by wystarczyło, jakbyś powiedział, że ty mnie nigdy nie skrzywdzisz.
- Nigdy nie pozwolę sobie, żebyś przeze mnie uroniła choć jedną smutną, łzę. Nigdy Cie nie opuszczę, nigdy nie przestanę Cie kochać. Nigdy..
- Loui, wierzę Ci. Przestań już z tym ‘’ nigdy ‘’.. bo ‘’nigdy’’ to takie duże słowo..
- Kochanie, co się dzieje? – spytał mnie z troską w głosie.
- Nic..
- Jullie..
- Po prostu się boję..
- Ależ, czego?
- Raczej o co..
- O co?
- O nas. – opowiedziałam, patrząc mu w oczy – Boje się, że Cie stracę..
- Kochanie.. nawet tak nie myśl. To – wziął moją rękę i położył na swoim sercu – Biję dla Ciebie i nie zamierza przestać.
- Dziękuję.. – uśmiechnęłam się lekko.
- Nie masz za co.. to prawda. – pocałował moją dłoń.
- Ale z Ciebie romantyk. – mruknęłam.
- Miło mi to słyszeć, księżniczko. – pocałował mnie w policzek, a ja mu się odwdzięczyłam pocałunkiem w usta, który odwzajemnił.
- Lubię, gdy mówisz do mnie ‘’ księżniczko ‘’ .
- Księżniczko, księżniczko, księżniczko, księżniczko.. – zaczął, a ja się zaśmiałam.
- Starczy, Lou. – namiętnie pocałowałam jego usta, a nasze języki stały się jednością. Po krótkim, lecz przepełnionym miłością pocałunku, wtuliłam się w jego nagi tors i przymknęłam oczy. On natomiast objął mnie swoim ciepłym ramieniem, ucałował w czoło i oparł na nim głowę.
- Dobranoc – mruknęłam.
- Śpij dobrze, księżniczko. – odpowiedział. 

_______________________________________________________

Dzień dobry, zacne czytelniczki :D
To już dziesiątka. Szczerze? Dla mnie nawet okej, najbardziej podoba mi się ten '' romantyczny '' (taki miał przynajmniej być) koniec rozdziału.
No to tera przez 2-3, może więcej lub mnie rozdziałów będzie słodko.. a potem? No to.. akcja sie lekko zmieni.. mam wrażenie, że to Was zaskoczy, ale sie zobaczy. ;)
A wy co sądzicie o tym rozdziale?
Wyszło mi '' romantycznie '' ?
Są jakieś zabawne momenty w nim?
Wiecie co? ;d od następnego rozdziału zacznę pisać chyba z perspektywy innych bohaterów, i myśle nad tym, żeby rozdziały były krótsze, lecz cześciej dodawane, a wy co o tym sądzicie?
BYŁABYM BARDZO WDZIĘCZNA, GDYBYŚCIE BRAŁY UDZIAŁ W ANKIECIE O PERSPEKTYWACH. specjalnie zrobiłam tą ankiete ------->
sama wiem, jak to jest, gdy Ci sie nie chce skomentować, więc może tylko naciśniesz? Dla Was to nic takiego, a dla mnie to ważna oraz cenna wskazówka ;D
zachęcam do komentowania ;D