_________________________________________________________

sobota, 7 kwietnia 2012

013.

Minęło już parę dni. Chłopcy mieli już podpisywanie i sesje. Dzisiaj mają wywiad.. ale najpierw sesja moja i Connie.
Jest 12 w południe.. i co robimy? No jasne, że się nudzimy. Niall siedzi w kuchni i coś tam mamroczę do kawałka zamrożonego mięsa, Zayn nieustannie próbuje poprawić swój wygląd (co mu zbytnio nie wychodzi, bo w magiczny sposób co parę minut znikają jego kosmetyki. Czysta magia, nie? Harry chyba na serio nie ma co robić, bo zadziera z Malikiem), Liam ogląda jakiś dziwny program w telewizji, a ja, Conn i Lou siedzimy obok niego na kanapie.
- Liam, tak w ogóle to o czym jest ten.. program? – zapytała Connie, podnosząc się z kanapy.
- Cii.. – mruknął Payne, machając dziwnie palcem i znowu przysunął się do telewizora i w skupieniu oglądał ten program.
- Aha. – Conn poszła do kuchni.
- Co robisz? – krzyknęłam za nią, nie dostałam odpowiedzi, bo wybiegła szybko z kuchni z kawałkiem mięsa, a za nią Niall. Sprawa rozwiązana, wzruszyłam ramionami i przytuliłam się do Louis’a a on pocałował mnie w policzek.
Po pięciu minutach już nie wytrzymałam, wstałam z kanapy i wydałam jakieś dziwne dźwięki i w parę sekund wszyscy znaleźli się przy mnie.
- Co się stało? – zapytał Harrold, podciągając spodnie.
- Ja już nie wytrzymam! Zróbmy coooooooś! Błagaaaaam! Czy wam się nie nudzi?!
- W sumie to mamy już plany na dziś. – rodzice weszli do salonu a my im posłaliśmy pytające spojrzenia  - Dziewczyny, Wy macie dziś sesje.. a potem jedziemy na świąteczne zakupy.
- Jak to? Już? Zakupy? – Zayn podrapał się w tył głowy.
- Tak, Zayn.. dziś jest przecież 22 grudnia.
***
- Podekscytowane? – Liam daj mi kuksańca w bok.
No tak, wszyscy od paru minut śmieją się ze mnie i Connie.. Za chwilkę mamy pierwszą poważną sesję zdjęciową, a oni z nas żartują. Nie ma to jak powaga.
- Denerwujesz się? – usłyszałam szept Tomm’a nad moim uchem.
- Troszeczkę..
- Nie ma czym, zobaczysz. Takie sesje to totalny luz.. poradzisz sobie. – uśmiechnął się.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.  –  no i skończyło się pocałunkiem, który pewnie trwałby dłużej, ale przeszkodził nam nasz kochany Daddy, a co zrobił? Brutalnie nas rozdzielił i popchnął mnie w strone garderoby, cóż za niewychowany młodzieniec. Szybko przebrałyśmy się w naszykowane ubrania i poszłyśmy na plan.
- Witajcie dziewczyny, jestem Bob..
- Budowniczy! – krzyknął Niall z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Nie, nie budowniczy. Przykro mi, ale nie tym razem. – zgasił go – A więc..
- Zdania nie zaczyna się od ‘ a więc ‘ – pouczył go Zayn.
- Dziękuję, za tą uwagę.. Jak już mówiłem jestem Bob, nie budowniczy, tylko Bob Richardson i będę waszym dzisiejszym fotografem. – pokiwałyśmy z uznaniem głowami – A wy to..?
- Jullie.
- Connie.
- Jullie i Connie, dobra. W tej sesji chodzi o to, że macie pokazać jak zwykłe nastolatki spędzają dzień.. i ona jest w celu reklamowania tych ubrań, które teraz macie na sobie, zrozumiano?
- Tak.
- Na pierwszych zdjęciach ma być coś w rodzaju powrotu do domu ze szkoły.. usiądźcie na tej kanapie – pokazał nam mebel – I zachowujcie się naturalnie, no wiecie.. rozmawiajcie ze sobą, śmiejcie się, czytajcie te książki obok na stoliku.. okej?
- Okej.
- No to zaczynamy.
Jak Bob nam powiedział tak też zrobiłyśmy. Najpierw byłyśmy lekko sztywne, ale potem zapomniałyśmy o tym, gdzie jesteśmy. Totalnie zachowywałyśmy się jak u siebie w domu.
- Było idealnie, serio. – oświadczył Richardson.  – Co zwykle robicie jak już nauczycie się i tak dalej?
- Em.. różnie.. oglądamy telewizje, jemy obiad, chodzimy na dwór, chłopcy do nas przychodzą, bijemy się na poduszki, chodzimy na imprezy.. długo by wymieniać. – odpowiedziałam.
- Okej, więc.. wyjście na dwór. Przebierzcie się w zimowe ciuchy marki Roxy, stylistki na pewno już je przyszykowały.
Po pięciu minutach wychodziliśmy do, jak się okazało, prywatnego ogrodu tego studia, w którym miałyśmy sesje. Ludzie z ekipy włączyli wiatraki, światła oraz muzykę do lepszej pracy.
- Zaczynamy zdjęcia w plenerze, zachowujcie się jak gdybyście sobie wyszły na dwór, rzucajcie się sztucznym śniegiem i tak dalej.
No i się zaczęło.. skakałyśmy na siebie, śmiałyśmy i wygłupiałyśmy. Potem Bob stwierdził, że się udało i znowu się przebrałyśmy, tym razem miałyśmy mieć zdjęcia w ‘ trakcie imprezy ‘ . Pracownicy zamontowali sprzęt i zmienili plan na wielką imprezę. Wraz z Connie zaczęłyśmy tańczyć i się wygłupiać. Przypomniały mi się nasze dawne lekcje tańca.. z których zrezygnowaliśmy, przez Janie, naszą dawną przyjaciółkę, która bez słowa wyjechała do Canaday.. obie się załamałyśmy i jakoś tak.. przestałyśmy robić to co kochamy.
- Koniec! – zarządził ‘budowniczy’ – Jest już 17:20.. na 17:40 zarezerwowałem okolice Wieży Eiffla, przebierzcie się szybko i jedziemy tam.
Mieć sesje pod wieżą Eiffla.. tego się nie spodziewałam. Gdy byliśmy już na miejscu ekipa zaczęła rozstawiać plan a my rozmawiałyśmy z chłopakami, Ian’em, rodzicami i Anne.
- I jak? – zapytała Connie.
- Jesteście wspaniałe! – krzyknął Nialler i pocałował swoją dziewczynę. Uśmiechnęłam się na ich widok i odwróciłam w stronę Bob’a, który nas wołał.
- Teraz to już profesjonalna sesja, okej? Żadnych wygłupów, tylko pozowanie i piękne uśmiechy. Zaczynamy!
No i zaczęłyśmy jakoś pozować i tak dalej. Chyba było nawet w porządku, bo Bob nic nie mówił tylko unosił kciuk w górę.
- Jest okej.. ale czegoś mi brakuje – zamyślił się – Wieża Eiffla, miłość, romantyczne chwile… no wiecie, tutaj tego brakuje. Macie chłopaków?
- Tak, to Lou i Niall – wskazałam na tych dwóch  ukochanych debili którzy turlali się po ziemi.
- Inteligentni.. – mruknął Bob pod nosem ich zawołał.
W pare sekund znaleźli się przy nas i popatrzyli na Bob’a.
- Chcielibyście wziąć udział w tej sesji? Jako chłopaki Jullie i Connie?
- Em.. musimy zapytać się naszego menagera. – odpowiedział Lou i podbiegł do taty, po paru minutach wrócił – Tak, możemy. – uśmiechnął się.
- Świetnie. – Bob klasnął w dłonie. – to mają być romantyczne zdjęcia.. chyba wiecie, o co chodzi? Tylko to nie może być sztuczne.. Pokażcie światu miłość! – krzyknął.
- Okeeej. – Niall przeciągnął i zrobił dziwną minę.
- Gotowi? Zaczynamy!
- Let’s do this poo! – krzyknął Lou.
- Ej, to moje powiedzenie! – upomniał go Harry.
Ta sesja była zdecydowanie najlepsza.. Co chwila Lou mnie obejmował i całował. Chodziliśmy obok wieży Eiffla patrząc na siebie wzrokiem pełnym miłości ze splecionymi rękami.. No ale wszystko co dobre kiedyś się kończy.
Dwadzieścia minut potem byliśmy już w studiu i mieliśmy ostatnią część sesji, czyli ‘piżama party’, na której wszyscy chłopcy brali udział.  Wszyscy byliśmy przebrani w piżamy i leżeliśmy na jakimś włochatym dywanie i udawaliśmy, że oglądamy telewizję. Bob robił zdjęcia, a my go w sumie olaliśmy bo chłopcy zaczęli się wygłupiać.. Skończyło się bitwą na jedzenie i rzucaniem poduszek. Przy drugim zajęciu rozerwaliśmy pare poduszek i wszędzie były ich wnętrzności. Gdy już skończyliśmy to popatrzyliśmy się na Richardson’a.
- Wiecie co? To była najlepsza sesja jaką w życiu miałem! I cieszę się, że to nie ja będę musiał sprątać ten bałagan po was. – wyszczerzył się.
Poszliśmy się przebrać w nasze ubrania a potem wróciliśmy jeszcze na plan, gdzie Ian, rodzice i mama Harry’ego gadali z Bob’em.
- Dzięki za sesje, było świetnie. – powiedział Liam.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę, po czym pożegnaliśmy się i opuściliśmy budynek.
- Która godzina? – zapytał Liam, który leżał na Zayn’ie, jak już byliśmy w samochodzie.
- Dochodzi 20.. – mruknęłam pod nosem i wtuliłam się w Louis’a.
- Umieeeeeeeeeraaaaam… - ryknęła Conn, która leżała na ramieniu Niallera.
- Taa, ja też.
- A my nie!  –  krzyknął Harry i zaczął densić w miejscu.
- Aha..?  –  tak jakby zapytałam patrząc na Loczka.
- A co z naszym wywiadem? - przemówił Daddy.
- Przełożyliśmy Wam go na jutro, rano. - odpowiedział mu Tata.
- Ranooooo? nieeeee! - Horan wzniósł sprzeciw.
- Raaanooo! Taaak! - moja mama go przedrzeźniała.
- Co z tymi zakupami? – zapytał Zayn.
- Nieeee! – jęknęłam wraz z Connie.
- Taaaaak! – dostałyśmy w odpowiedzi.
- Zayn.. jest już późno.. dziewczyny są zmęczone.. może jutro pojedziemy na zakupy?  - zaproponowała moja mama.
- Nieee! – zaczęli jęczeć chłopcy. Popatrzyłam bezradnie na Connie, która zrobiła usta w podkówkę.
- Przegłosowane. – odezwał się tata i skręcił do parkingu pod jakimś centrum handlowym.
- No super – mruknęłam, wychodząc z auta.
***
Jest godzina 23:11, a ja zasypiam na kolanach Louis’a. 3 godziny łażenia po sklepach mnie wykończyły. Mam już zakupione prezenty dla wszystkich na święta oraz dla Louis’a, który pojutrze kończy 19 lat.
- Daleko jeszcze? – spytałam.
- Nie wiem, za parę minut powinniśmy być na miejscu.
Okej, plus dla mnie. Może uda mi się zasnąć na kolanach Boo Bear’a  i potem mnie zaniesie do domu. No nie wiem, spróbujmy..