_________________________________________________________

wtorek, 1 maja 2012

014.


To już dziś. A co takiego? Urodziny Boo Bear’a, mojego Boo Bear’a. Dziś Lou kończy 19 lat. Właśnie jestem w trakcie wymykania się z naszego pokoju. A po co? Bo chcę zrobić Louisowi niespodziankę. Jest już po dziewiątej, a ja jestem ubrana w szarą bluzkę w różowe, drobne kwiatki, którą wpuściłam w czarne spodnie, talię podkreśliłam brązowym paskiem i nałożyłam jeszcze brązowy sweterek. Całkiem ładny efekt.. chyba.
Robię właśnie śniadanie dla Tomm’a, czyli udekorowany omlet w kształcie serca i jego ulubiona herbata oraz jakieś tam owoce. Powinno mu się spodobać.
- Co robisz? – usłyszałam szept Liam’a, który położył swoją głowę na moim ramieniu.
- Śniadanie dla Louis’a.
- A no tak, dziś wielki dzień. – uśmiechnął się.
- Nom, a czy tobie nie jest za wygodnie, Paynee? – mruknęłam, patrząc na moje ramię.
- W sumie to nie za bardzo, bo kości Ci wystają.
- To był sarkazm.
- Wiedziałem.
- No chyba nie.
Liam podszedł do lodówki, wyjął z niej mleko i się napił z kartonu.
- Od razu lepiej – mruknął. – Widziałaś moje ciasteczka?
- Nie.
Zamyślony brunet zaczął szukać ciasteczek, mrucząc pod nosem o jakimś Cookie Man’ie.
- Jaki znowu Cookie Man? – spytałam.
- To mój niewidzialny przyjaciel, który daje mi ciastka. – odpowiedział poważnym tonem.
- Aha.. Powiedzmy, że to normalne.
Chłopak wzruszył ramionami i udał się w stronę wyjścia z pomieszczenia, mówiąc.
- Ładnie wyglądasz.
- Dzięki.
Gdy usmażyłam już omleta to przełożyłam go na talerz, ułożyłam wokół niego owoce i zaparzyłam herbaty. Rozejrzałam się po domu i wywnioskowałam, że Liam leży na kanapie, a reszta ludzi jest jeszcze w swoich pokojach. Lepiej dla mnie.
Dzisiejszy dzień ma być taki jak inny, przynajmniej tak prosił Lou. Chodziło mu o to, żebyśmy się nim nie przejmowali. Taa, i myślał, że mu się uda? Otóż nie. Faktycznie, nie robimy dziś żadnej wielkiej imprezy, ale to też na pewno nie będzie normalny dzień. Przed chwilą sobie przypomniałam, że jutro święta, a więc dzisiaj trzeba pojechać na lotnisko i odebrać jutrzejszych gości. A kto ma tam być? Ronan, mój kuzyn, Nina, dziewczyna Ian’a, Mick i Pray oraz rodziny chłopaków. Wreszcie poznam rodziców Louis’a. To chyba będą największe święta jakie do tej pory mieliśmy
- FUCK! CO SIĘ ZE MNĄ STAŁO?! –krzyk Zayn’a przebudził mnie z rozmyślań. Bez zastanowienia pobiegłam do pokoju chłopaka, w którym wyżej o to wspominany klęczał na podłodze i przeglądał się w lusterku. O, czyli plan Harry’ego się udał. A co zrobił Styles? Gdy Malik nie patrzył, to kędzierzawy podmienił mu szkło w lusterku, wziął takie, które zmienia kształt twarzy. Czyli wychodziło na to, że broda chłopaka była jakaś taka wklęsła, a usta, czoło i nos się poszerzyły.
Harry, jesteś moim Bogiem.
Zaczęłam się śmiać z chłopaka i jak gdyby nigdy nic wróciłam do kuchni.  Spojrzałam na zegarek. Po 10. Czyli już należy budzić Lou. Wzięłam tackę ze śniadaniem do której dostawiłam jeszcze szklankę soku pomarańczowego i powędrowałam do naszej tymczasowej sypialni. Jedną ręką otworzyłam drzwi i postawiłam tackę na szafce, uprzednio sprawdzając czy Lou śpi. Tommo nadal smacznie chrapał, więc cichutko do niego podeszłam i pocałowałam w policzek. W odpowiedzi dostałam jakieś mamroczenie. No to pocałowałam go w drugi policzek i nic.
- O tu o – mruknął, wskazując palcem na swoje usta.
Przewróciłam oczami, ale spełniłam jego prośbę. Usiadłam obok chłopaka na łóżku, czekałam aż się podniesie i w końcu się w niego wtuliłam.
- Wszystkiego najlepszego, Loui. – szepnęłam.
- Dziękuję. – odszepnął i uśmiechnął się do mnie – To dla mnie? – spytał, wskazując na tacę.
- Taaak. – wstałam i podałam chłopakowi jedzenie – smacznego. – uśmiechnęłam się.
- A ty już jadłaś?
- Nie.
- No to zjemy razem, i nie ma żadnego ‘ale’. – pocałował mnie w policzek i zaczął kroić omleta i mnie karmić.
- No dobra, mi starczy. – mruknęłam, po którymś kawałku – Teraz twoja kolej. – zaczęłam karmić chłopaka, a on sam wpychał mi owoce do ust.
Po skończonym posiłku, mój chłopak się odświeżył i zeszliśmy na dół, gdzie wszyscy po kolei składali mu życzenia i się przytulali.
- To czas na prezenty! – krzyknął Niall i wszyscy poszliśmy po podarunki dla Louis’a.
Lou dostawał beznadziejne prezenty, typu breloczki itp. No ale to była część planu. Mina Louisa, gdy dostawał te rzeczy? Bezcenna. Więc, z ukrycia robiłam mu zdjęcia.
- Fajne.. prezenty. – oznajmił Lou, a ja i reszta zaczęliśmy się śmiać. – No o co chodzi?
- Louuu, stary Louuu! To nie są prawdziwe prezenty. – oświecił go Harry, jednak brunet ciągle się na nas dziwnie patrzył.
- Oj, chodź i zobacz. – pociągnęłam chłopaka do wyjścia z domu – To twój prezent od nas.
Po wielu pomysłach, kupiliśmy mu Lamborghini. Drogi, ale niech się dziecko cieszy. Jego mina? Kolejny raz bezcenna.
- A..l..e  ż..e  j..a..k? To. Dla. Mnie? – spytał z przerwami, a ja pokiwałam głową. – Nie wiem.. nie wiem, co powiedzieć..
- Powiedz, czy ci się podoba.
- No jasne, że tak! To niesamowite! Spełnienie moich marzeń! Dziękuję! – podniósł mnie i wbiegł ze mną do domu, potem rzucił mnie na kanapę i krzyczał, że nas kocha oraz wszystkim dziękował, a następnie zaczął tańczyć. Zawsze spoko, całkowicie normalne zachowanie.
Gdy chłopak się już postanowił ogarnąć, chciałam dać mu jeszcze jeden prezent, więc zawołałam go, a on usiadł obok mnie i spojrzał na mnie.
- Proszę, to ode mnie. – powiedziałam i dałam chłopakowi pudełeczko. – Wiem, że to nie jest marchewka a ni nic do niej podobnego, ale ciągle ostatnio mówiłeś o tym, że chciałbyś się nauczyć grać na gitarze, no i wiesz..
Lou otworzył pudełeczko i wyjął z niego prezent, czyli  dwa czarne naszyjniki i dwie srebrne zawieszki w kształcie kostki do gitary. Na jednej z nich było wygrawerowane moje imię, a na drugiej Jego imię. Na obu zawieszkach były wygrawerowane jeszcze napisy: ALWAYS & FOREVER. Przez parę minut patrzył się na zawieszki i nic nie mówił, po chwili na mnie spojrzał z załzawionymi oczami.
- To najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałem. Kocham cię. – szepnął oraz mnie pocałował. Następnie wstał i naszyjnik z zawieszką, na której było Jego imię, zapiął mi na szyi i się do mnie uśmiechnął. – Mogłabyś?
- Jasne. – teraz ja mu zapięłam drugi naszyjnik. Zamknęłam oczy, wtuliłam się w chłopaka i wsłuchiwałam się w rytm bicia jego serca.
***
- Awwwww, jakie to słodkie. Zrób jeszcze jedno zdjęcie. – otworzyłam oczy i ujrzałam chłopaków, Connie oraz Ian’a, którzy robili nam zdjęcia. A no tak, pewnie zasnęłam na Louis’ie. Popatrzyłam na twarz chłopaka i mimowolnie się uśmiechnęłam. Miał zamknięte oczy, więc pewnie spał.
- Co robicie? – szepnęłam, nie chcąc budzić Tomm’a.
- Wam zdjęcia.
- No ale po co?
- Bo nawet nie zdajecie sobie sprawy jak słodko razem wyglądacie. – uśmiechnął się Zayn.
- Która godzina?
- Dochodzi 16. – odpowiedział Harrold.
- 16?! Co? No jak to? Przecież miałam jechać na lotnisko, żeby odebrać..
- Oj, Jullie, nie spinaj się. – mruknął Ian.
- Serio? Chyba zapomniałeś, że Nina też tam będzie. – przypomniałam mu, a wujek jakoś tak szybko wstał, ubrał się, pomachał nam i wybiegł z domu.
- Nina Dobrev? – spytał, tak jakby od niechcenia Zayn.
- Tak.
- Niezła z niej laska. – mrugnął Harry do Zayn’a. No i zaczęła się dyskusja Zarry’ego, a ja, Connie i Niam skomentowaliśmy to facepalmem.
- Im tylko jedno w głowie. – mruknęła Connie.
***
Otworzyły się drzwi wejściowe, a po chwili usłyszeliśmy krzyk Anne.
- Jesteśmy!
- No i zaraz się zacznie.. – mruknął Liam. Siedzieliśmy właśnie na sofie i oglądaliśmy SpongeBoba.
- Co masz na myśli? – spytałam.
- No wiesz, powitania, rozmowy, zapoznawanie się, upokorzenie przez rodziców i tak dalej.
- Czyli standard, jeśli nie widziałeś długo rodzinki. – stwierdził Lou, a reszta chłopców pokiwała głowami.
- No dobra, trzeba się ogarnąć, chwilę poudawać kulturalnego człowieka 21. wieku  i iść się przywitać. – oznajmił Zayn.
- No dobra.
Całą siódemką wstaliśmy i skierowaliśmy się do przedpokoju. Od razu co zrobiłam to było podbiegnięcie do Pray i Mick’a.
- Jak ja się stęskniłaaam! – przytuliłam rodzeństwo.
- Ja też, mała. – rozczochrał mi włosy.
- Ja teeeż! – Pray się do mnie wyszczerzyła i na mnie wskoczyła, a skutek był taki, że upadłam z małą na ziemię.
- Jakie to dwunastoletnie dziecko może być niewyżyte. – skomentował Mick i pomógł nam wstać.
- Sratatatata.. – mruknęła moja siostra i poszła do Conn.
- No to rozgość się, braciszku, i staraj się niczego nie zepsuć. – posłałam mu uśmiech i poszłam dalej. Kolejnym przystankiem była Nina, która już została oblężona przez Zarry’ego. Lekko dziwnie to zabrzmiało, no ale okej.
- Nina, dawno Ci nie widziałam. Pięknie wyglądasz. – przytuliłam się z dziewczyną.
- Jullie, stęskniłam się. Ty również, świetna bluzka.
- Wspaniałe buty. – powiedziałam, spoglądając na boskie koturny aktorki.
- Dziękuję. – uśmiechnęła się, co odwzajemniłam.
Po półgodzinie zapoznałam się już z rodziną Malika, Payne’a, Horana i ojczymem i siostrą Harry’ego.
- Chodź do mnie. – Lou mnie przytulił. – A teraz zapoznam cie z moimi siostrami i mamą. – uśmiechnął się.
- No dobra. – odpowiedziałam.
- To Daisy i Phoebe. – Lou przedstawił mi dwie bliźniaczki.
- Hej, jestem Jullie. – przyklękłam przy dziewczynkach.
- Wiemy, Loui dużo nam o Tobie opowiadał. – odezwała się Daisy.
- Na prawde? To miło z jego strony. – uśmiechnęłam się.
Porozmawiałam jeszcze chwile z bliźniaczkami, a potem Lou zaprowadził mnie do reszty swoich sióstr.
- Jestem Charlotte, ale wolę Lottie. – uśmiechnęła się do mnie blondynka, podając ręke.
- Jullie. – odwzajemniłam uśmiech i uścisnęłam sobie z nią ręce. Tak samo zrobiłam z brunetką, Felicite, która preferuje jak się na nią mówi Fizzy.
- A teraz chodź do mojej mamy. – Lou pociągnął mnie w stronę kobiety, która wyglądała na około 48 lat.
- Miło mi panią poznać, jestem Jullie. – uśmiechnęłam się.
- Mi również, mów mi Jay. – przytuliła mnie.
Jak się okazało ojciec Louis’a nie przyleciał. Jay i jego tata są rozwiedzeni i nie mają ze sobą kontaktu.
No to chyba rozmawiałam już ze wszystkimi… Albo i nie. Przecież nie przywitałam się jeszcze z Ronan’em. Po całym domu szukałam tego czternastolatka i nie mogłam go znaleźć.
- Widziałaś gdzieś Ronana? – spytałam Connie, która rozmawiała z bratem Niallera, Gregiem.
- Był w Sali gier. Byłaś tam?
- Nie, dzięki. – uśmiechnęłam się i pobiegłam w dalsze poszukiwania mojego kuzyna.
- Ronan! – krzyknęłam, gdy zobaczyłam jak gra z Mickiem w Cyber Gay’a.
- Jullie! – odkrzyknął.
W tempie Matrixa zaczęliśmy się do siebie zbliżać i mieliśmy się przytulić, jak tak zawsze jest w filmach, ale skończyło się tym, że się od siebie odbiliśmy i wylądowaliśmy na podłodze. Gdy już kontaktowałam ze światem wstałam i przytuliłam kuzyna.
- Stęskniłem się cioto kochana. – powiedział, uśmiechając się do mnie.
- Ja za tobą też, głupku ty mój. – poczochrałam mu włosy.
- Dziwni jesteście. – skomentował Mick.
- Spadaj, cwelu. – mruknęliśmy razem i przybiliśmy ze sobą piątkę.
Ronan jest dla mnie jak brat, fakt że jest kuzynem niczego nie zmienia, bo jest za równo jednym z najlepszych przyjaciół. To z nim spędziłam najlepsze lata dzieciństwa, to on mi zawsze pomagał. Co z tego, że jest ode mnie młodszy o trzy lata, wiek to tylko liczba, no nie?
Około 22 skończyliśmy jeść wspólną kolację. Dużo ludzi się zebrało w tym domu. Potem jeszcze długo rozmawialiśmy. Następnie się rozeszliśmy, ja szybko się umyłam i położyłam się obok Louis’a, który skorzystał z łazienki Harry’ego.
- Jak ci się dzisiejszy dzień podobał? – spytałam, kreśląc kółka i inne wzorki na jego torsie.
- Był świetny, zdecydowanie najlepsze urodziny w całym moim życiu. – pocałował mnie w czoło – Co sądzisz o moich siostrach i mamie?
- Jestem pewna, że się z nimi dogadam. Są naprawdę miłe i sympatyczne. – uśmiechnęłam się do niego – Rozmawiałeś z Mick’iem, Pray i Ronanem?
- Tak, twój brat jest chyba równie walnięty jak ja, Pray z tego co wiem jest w wieku Fizzy, a Ronan to naprawdę miły chłopak. I podobno jest Directionerem. – zaśmiał się.
- Cieszę się, że ich polubiłeś. – przytuliłam się do niego – Ale teraz mam zamiar iść spać, więc.. Dobranoc Lou.
- Dobranoc księżniczko. 
____________________________________________
Po długiej przerwie wreszcie udało mi się napisać nowy rozdział. :)
Gdy klikniecie na niektóre imiona to wyświetlą wam sie strony ze zdjęciami bohaterów. (;
Mam nadzieję, że rozdział sie wam podoba, no cóż, mogę jeszcze napisać.. Hm.. Jestem ciekawa waszej opinii na temat nowych bohaterów. Podobają Wam się?
KOMENTUJCIE! BŁAGAAAAM! <3 x
do następnego!